Weronika skarżyła się, że nie lubi chodzić do przedszkola, bo tam jest głośno.
Kasia zaproponowała jej zatyczki do uszu - a Werka temat podchwyciła.
Dziś, gdy wracałem z nią z przedszkola, przypomniała się.
Podjechaliśmy po drodze do apteki, Weronika powiedziała, o co jej chodzi (musiałem powtórzyć, bo pani nie zrozumiała, ale dla mnie liczył się sam fakt, że mała się odważyła).
Wybraliśmy z panią woskowe - bo te ściskane 3M wydawały się być za duże.
W domu rozgrzewam w dłoniach wosk, podaję, Werka montuje zatyczki w uszach i...
Mamy za swoje!
Mówiłem, że głośno mówi?
Mówiłem!
To teraz mówi jeszcze głośniej, bo się nie słyszy, że mówi głośno.
Nie bardzo wiemy jak z tego wybrnąć - przecież zawrzeszczy całą grupę ...
Jakieś pomysły?