zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Córka nasza Zofia już na początku tygodnia zażyczyła sobie imienin.
Kasia z Werką wybrały się na zakupy w celu nabycia prezentu.
Rano były życzenia, po południu wspólny wypad na Głębokie (pizza, lody, brodzenie po wodzie).
Faaaajnie było. I słonecznie.

Miesiąc maj zaczęliśmy od wyjazdu do Dziadków G.
Jedn z tych weekend’ów od środy do niedzieli.
My – znaczy ja i Córki, bo Kasia została pilne sprawy zakończyć.
Poszliśmy na ryby. Kilkaset metrów od domu na staw do Pani Sąsiadki.
Słońce dopisywało, powiewał lekki w wiaterek, ptaki ćwierkały, owady brzęczały – wiosna!
Każdy dostał wędkę, robaki na hakach – czekamy.

Dla każdej z Córek dzień będzie pamiętany z innych powodów.
Zosia – czekała bardzo „aktywnie”, co doprowadziło do pierwszej tego roku kąpieli w odkrytym akwenie. Musiała wrócić do domu.

Weronika – pierwszy raz na rybach i pierwsze złowione ryby (ze trzy sztuki były).

Łącznie udało nam się wyciągnąć na kije Dziewczyn 9 ryb, których łączna długość nie przekroczyła 90cm. Wszystkie ryby wróciły do wody.

W sobotę i niedzielę byli Mati i Jo z rodzicami.
Werka z Matim są nierozłączni (poza chwilami, kiedy nie chcą się widzieć na oczy :). Obserwacja ich wspólnych zabaw pozwala doskonale zrozumieć pojęcie „nadawać na tej samej fali”. Są fenomenalni.

Motywacja

Brak komentarzy

Mam trochę pracy w okolicach szkoły, więc to ja rano wożę Dziewczyny.
Śniadanie jedzą w aucie – mają kanapki i skubią.
Werka często po drodze zjada kanapkę, Zosia często odwrotnie.
Chcę sprawdzić, czy jest możliwe, żeby Zosia zjadała całą kanapkę.
Środa:
- Dwa złote dla każdego, kto zje kanapkę zanim dojedziemy do szkoły!
Zosia (!!!) melduje zakończenie w chwili, gdy skręcam w ostatnią, długą prostą pod górę.
Werka wysiada z pełnymi ustami, ale pustą ręką.
Czwartek.
- Dwa złote dla każdego, kto zje kanapkę zanim dojedziemy do szkoły!
Kończą w połowie drogi. Zosia – szczerze:
- Tato, ale na przyszłość nie dawaj nam pieniędzy za to, że zjemy kanapki z nutellą. To nie ma sensu, bo my je i tak zjadamy.
Piątek:
- Dwa złote dla każdego, kto zje kanapkę zanim dojedziemy do szkoły!
Nadjedzone kanapki dojechały do szkoły, nikt nie dostał 2pln.

Eksperyment pokazał mi, że Zosia potrafi zjeść kanapkę.
Ale już nie za dwa pe-el-eny…

Poniedziałek:
- Sto złotych dla każdego, kto zje kanapkę zanim dojedziemy do szkoły…….

Ken

Brak komentarzy

Przed chwilą.
Oddaję odplątaną sprężynkę (taką do chodzenia po schodach).
Na ekranie imprezka u Barbie – wszyscy tańczą (przed chwilą Dziewczyny licytowały się która jest kim).
To i ja – w górę ręce i tańczę:
- A ja jestem Ken!
- Za gruby jesteś Tato na Kena – z rozbawieniem w głosie komentuje Zosia.

W bawialni w okolicach Zawadzkiego.
Zaprosiliśmy całą klasę i za sukces można uznać „nieusprawiedliwioną” nieobecność trójki dzieci (w tym bliźniaków). Pozostała dwójka albo się usprawiedliwiła, albo dała prezent w piątek.
Piszę o frekwencji klasowej, bo było to coś, o co Kasię pytały klasowe mamy. Klasa jest mało zżyta.
Byli też – zwyczajowo – inni goście: Mati, Kalinka, Żuczkówny i Panny Tamborskie.
Była Ciocia Monia, która po bawialni zabrała dziewczyny na film do „Kupca”.
Dziewczyny były zachwycone.
I to popołudniowe rozpakowywanie prezentów i zabawa nimi!

Może wpadnę jakoś na metodę zmiany chronologii wpisów – póki co musi być tak.
______________________________________________
Werka wychodząc z domu spadła ze schodów – na półpiętro. Tylko ona wie jak…

Dzień ten miał jeszcze jeden ciekawy „zwrot akcji”: powrót ze szkoły zajął Dziewczynom 3 godziny!!!
Gęsto podający, „wielkopłaty” śnieg spowodował paraliż miasta. Ludzie porzucali auta. Ci spoza Szczecina wracali koleją – lokalsi szli piechotą. Komunikacja miejska nie kursowała. Korki ciągnęły się kilometrami. Myślę, że firmy ubezpieczeniowe wydadzą krocie ;)

Wieczorem. Werka skarżąc się Kasi:
- A Ciebie tato nie przezywa Śmierdzącym Łokciem!

Jak Kasia zachowała powagę – nie wiem. Ale jeszcze bardziej nie wiem, jak Werce może nie podobać się jej nowe Indiańskie Imię?

Generalnie nasza młodsza ma ciężkie dni – przechodzi „Indywidualną Stymulację Słuchu” metodą Johansena. Jest nadwrażliwa i skrajna w reakcjach. Minie jej.

.

.

.

Chyba…

Werka to Marek Nocny. No i ma zakaz krzyczenia „z pokoju do pokoju”. Oczywiście ma ten zakaz…
- Mamoooooo? – dobiega z pokoju obok – Co robisz?
- Śpij, nic Ci nie powiem. (bo i co tu gadać – Kasia leży w łóżku.)
- Ale Mamooo!!!
- Ciii. Nie będę rozmawiać
- Jejkuś! Normalnie krótkie pytanie zadałam!

Anomalia

Brak komentarzy

Piątego stycznia tego roku Córka nasza młodsza Weronika nauczyła się jeździć na rowerze. Było z 8-9 stopni, więc poszliśmy na pobliski plac zabaw. Udało się. Trochę biegania z córką trzymaną za odzież na karku – i voila!

Dwunastego stycznia tego roku w Parku Kasprowicza Córki nasze lepiły bałwana. Lepiły go w międzyczasie zjazdów sankami trasą na mostek przy Żupańskiego. Weronika sama, Zosia sama. Weronika 2 razy i … chyba się wystraszyła. Zosi nic nie może wystraszyć, więc pomykała z coraz większą wprawą, coraz lepiej sterując ślizgiem. Jedynym wrogiem było zmęczenie – górka jest jednak znaczna.

Zosia.
Rano, zgłodniała, poszła do kuchni, wyjęła chleb, kiełbasę, pokroiła to wszystko, posmarowała chleb masłem, zjadła.

Zrobiła drugą kromkę.

Przyszła Werka i Zosia… zabrała się za przygotowanie chrupek z mlekiem.

Musiałem interweniować. Podgrzałem mleko.

Jednak: chcę czuć się jeszcze przez chwilę potrzebny!

Dziewczyny – wspomagane Ciotką Piką (ktoś jeszcze pamięta… ;)  ) – zajechały do Berlina.


  • RSS