zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy, których autorem jest autor

No.
Zosia zaniosła do szkoły słodycze dla wszystkich współklasowiczów i wybranych nauczycieli.
Kasia jak co roku popakowała je we własnoręcznie wykonane papierowe rożki.
Niestety, jakaś (dosadnie mówiąc) fujara, która miała przygotować prezent dla jubilatki, nie popisała się i zapomniała…
Zośka rozpaczy nie okazuje, ale stan ducha po powrocie ze szkoły… No szaleństwa nie było.

Tak trochę za środkiem.
Ale ważna chwila – Dziewczyny obejrzały zaprzysiężenie nowego Prezydenta RP.
Ja otworzę butelkę jakiegoś musującego wina – trzeba uczcić.

Córki są u Dziadków G.
Są zadowolone, bo Dziadkowie – niestandardowo – zabierają je nad wodę – i to na Chłopa!

Późno w dwójnasób, bo i w trzeciej klasie i o 14:00 :)
Niby maj, a tu chłodno, pochmurno i od rana deszczowo.
Msza odprawiana była równolegle przez 6-ciu księży (ksiądz dyrektor, ksiądz katecheta, ksiądz proboszcz… nawet boliwijski biskup się trafił – Bóg wie raczy wiedzieć skąd!).
Dzięki licznym próbom i przygotowaniom ceremonia przebiegła płynnie, każdy znał swoje miejsce i chyba tylko raz uczestnicy (dorośli) pogubili się, czy mają siedzieć czy stać (mieli siedzieć).
Zosia była poważna i skupiona. Tak jak my.
Tylko Werka nie mogła zrozumieć, że to jednak nie jest taki bardziej poważny bal przebierańców – próbowała wyjść z domu w wianku (długą sukienkę ecru i białe baleriny już miała na sobie), potem starała się wcisnąć do szeregu z nami i Zosią (tak bliżej Zosi), a ostatecznie miała pretensje, że nie dostała prezentów, tylko „marne 20 złotych” (ja dałem – z intencją poprawy humoru; mam za swoje… na waciki?)
Późny obiad zaplanowaliśmy w hotelu „W…a Ogrody” – w pawilonie. Myśleliśmy o pięknej pogodzie, przeniesieniu się pod parasole, dzieciaki miały bawić się na dworze.
Ta pogoda! Wprawdzie pod wieczór pojawiło się słońce i zrobiło się miło i wiosennie zielono, to jednak było chłodno.
Dzieciaki nic sobie z aury nie robiły: zgodnie z planem bawiły się na dworze.

Podsumowując:
- Kasia: mówi w kółko, ze jest zadowolona i było dobrze, i sama już mówi, że mówi w kółko, że jest zadowolona i dobrze było – znaczy to, że JEST zadowolona.
- Zosia: Cieszy się, że jej opłatek smakował, bo miała obawy, że może nie. I bardzo jest zadowolona z przyjęcia. I wogóle.
- Weronika: to niesprawiedliwe!
- Ja: dumny i blady. I zadowolony. No i trochę to niesprawiedliwe…

Zosi.
Dziadkowie ze stron obu, Ciocie (ta niemiecka z Chłopem) i Kuzynostwo.
Od nas Córka prezent odebrała w postaci zakupów „idź na całość”.  Sama wybierała ciuchy i książki.
Bardzo zadowolona, bo i  wyprawa na zakupy była tylko z Mamą, i ciuchy dokładnie te, które chciała.
Mama wróciła ze spostrzeżeniem, że to JUŻ. Że nasze MALEŃSTWO puszcza rękę, bo… CHŁOPAKI.
Chłopaki! Jak mi się tu jakiś pryszczaty problem pod drzwiami pokaże, to… No!
10 lat! Sto lat Córko! Sto lat.

Walentynki

1 komentarz

Dziewczyny co roku mocno się angażują. Dopytują, co my sobie nawzajem sprawiliśmy.

Weronika zrobiła nam prezenty plastyczno-słodyczowe,  zapakowane w prezentowe torebki.

Zosia zapowiedziała, że będzie to coś innego.

Wstała w niedzielę rano, dla Kasi zrobiła kanapki, dla mnie usmażyła jajecznicę,  zaparzyła każdemu inaczej kawę – tak jak lubimy.

Zapakowała to królewskie śniadanie na tacę, postawiła na stoliku obok łóżka i…..iii tylko zapomniała, że trzeba nas obudzić…

Ale zimne też było pyszne jak nie wiem co!

Iś bin

Brak komentarzy

Dziewczyny lekcje odrabiają – czasem docierają do mnie pojedyncze zdania.
- Zasia, a „guten” pisze się przez „u” czy „u z kreską”?
- U Niemców nie ma „u z kreską”
- A! Guten tag – notuje coś Werka.
Po chwili przychodzi mnie dopytać:
- Tatoooo. A „iś bin” to się pisze tak jak się słyszy?
Wykazuję się szczątkowymi wiadomościami :)
Niemiecki się zaczął.

Przespałem z gorączką sobotę, więc nie docierały do mnie zachodzące wokół zjawiska.

Pamiętam Weronikę wynoszącą cichaczem z balkonu szpulkę wstążki (czy też ozdobnej nici). Bez kontekstu, wszystko się zlewa.

W niedzielę rano Córki wychodzą ze swego pokoju z torebkami na prezenty (Kasia w kuchni, ja ciągle łóżko).

- Idziesz Tato z nami dać prezent?

- Ale Kasia to nie jest moja mama…

Wyjaśniło się. Weronika zapomniała zabrać prezentu przygotowanego w szkole – zrobiła więc w tajemnicy nowy.

Potem był kościół, zoo tuż za granicą z Ciotką Asią i Kalinką oraz Agą i Łukaszem z córkami.

Łukasz – jedyny facet. Podobno się wykazywał.

Matka jest tylko jedna.

Żeby uczcić ją należycie w niefortunnie przypadającym na ten szczególny dzień wyjeździe na szkolenie, Córka nasza Zofia wstała o godzinie 6 rano i przygotowała Mamie… kanapki na drogę.

Szacunek Córcia, szacunek.

To do wpisu poprzedniego – o wakacjach – który ze świata szkiców przeszedł do rzeczywistości.

To musiał być rok…

 


  • RSS