Przespałem z gorączką sobotę, więc nie docierały do mnie zachodzące wokół zjawiska.

Pamiętam Weronikę wynoszącą cichaczem z balkonu szpulkę wstążki (czy też ozdobnej nici). Bez kontekstu, wszystko się zlewa.

W niedzielę rano Córki wychodzą ze swego pokoju z torebkami na prezenty (Kasia w kuchni, ja ciągle łóżko).

- Idziesz Tato z nami dać prezent?

- Ale Kasia to nie jest moja mama…

Wyjaśniło się. Weronika zapomniała zabrać prezentu przygotowanego w szkole – zrobiła więc w tajemnicy nowy.

Potem był kościół, zoo tuż za granicą z Ciotką Asią i Kalinką oraz Agą i Łukaszem z córkami.

Łukasz – jedyny facet. Podobno się wykazywał.