Wakacje przeleciały niczym z bicza, wrzesień się kończy – czas na grzyby.
I na aktualizację. Bo uleci.
Pierwszy weekend sierpnia to finał Tall Ship Races, sobotni rejs statkiem „Kapitan Cook” z „Monią International” i niedzielna laba w tym samym zestawie u Dziadka Dzw. na działce.
Drugi tydzień to morze – kolejny raz ta sama agroturystyka, tylko więcej znajomych.
Trzeci… góry. Robaczek ponownie w sanatorium, ale Krysia Kochana bez sarkania przyjęła nas pod swe skrzydła.
Droga powrotna – Dziadkowie G.
Przedostatni weekend – morze i urodziny dziadka Dzw.
W ostatni sierpniowo-wrześniowy(już) weekend byliśmy na biwaku. W Stepnicy.
To już trzeci raz (po tallshipach i urodzinach) z Monią i Sandeep’em.
Pewnie coś mi umknęło, ale przesłucham Kasię na okoliczność dat i zdarzeń.

Ogólnie: działo się dużo, sporo byliśmy poza domem – do tego stopnia, że nasze pociechy, które zwykle chętnie z tegoż domu wybywają, narzekały, że już za wiele jesteśmy poza.