zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 6.2013

Od Kasi

Brak komentarzy

Werka rano w drodze do szkoły w aucie, rozmarzona i szczęśliwa:
- Ale miałam wczoraj wspaniały dzień.

Dla takich chwil warto.

Najpierw o sobocie.
Ja w piwnicy – Pan Sąsiad stawia ścianę, ja pomagam.
Kasia z Werą pojechały na zakupy. Zosia została sama w domu.
Po 20 minutach dzwoni mi komóra: „Dom VoIP”.
???????
- Cześć tato. Przyjdziesz mi pomóc, bo sama nie potrafię czegoś zrobić?
To Zosia.
Strasznie byłem zaskoczony. I dumny. Trzymamy nasze Córki „w ciemności”, z daleka od elektroniki, komputerów, telewizji itp. A tu – Córka do mnie dzwoni.
- Skąd wiedziałaś jak do mnie zadzwonić?
- Mama mi zostawiła numery do Was, żebym mogła zadzwonić jak będę potrzebowała.
No i zadzwoniła.
Zadzwoniła, bo nie mogła zszyć kilku kartek A4 złożonych na pół.
To prezent dla Werki. Na urodziny. Pamiętnik.

A teraz urodziny.
Rano wręczamy prezenty. Ja z Kasią Meridę Waleczną z sukienką do przebrania.
Zosia – pamiętnik.
Werka odkłada Meridę i zaczyna zachwycać się pamiętnikiem.
A pamiętnik jest „na wypasie”. Zosia pokazuje własnoręcznie wykonane kolorowanki, zagadki i strony z ręcznie domalowanymi linijkami – żeby było łatwiej pisać.
Werka jest zachwycona, chwali Zosię. Zosia promienieje.
Dopiero teraz przychodzi czas na Meridę :)

Tak! Wiem, że są cudne. Miło jednak, gdy inni to potwierdzają.
Babcia G. przyjechała dziś wcześniej, żeby zabrać wnuczki na spacer.
Wnuczki zakrzyknęły :
- Lody! – i zabrały Babcię G. na ryneczek.
Potem Babcia G. opowiada swemu synowi:
- Słuchaj! One na nic mnie nie naciągały. Kupiłyśmy lody, potem chciałam kupić im gofry, ale one nie chciały, bo gofry mają w domu. Na nic mnie nie namawiały. Tylko żebym na ryneczek przyszła w tygodniu, bo ładne sukienki są dla mnie.

Tak! Wiem, że są cudne. Miło jednak, gdy inni to potwierdzają… ;)

Na urodzinach było nas 17 osób (nie było Yo – gdzieś się wcześniej umówił).

Dzień dziecka. Wyszedłem na chwilę z domu. Po powrocie zastaję zrozpaczoną Werkę.
Kasia szeptem informuje mnie, że w przyczyną nieszczęścia jest prezent od Babci Dzw.
Skarpetki z… palcami. Pięcioma palcami.
A jak ktoś ma sześć? Do tego trzy sztuki zrośnięte? No rozpacz!
Weronika nie chce, żeby oddać skarpetki do przerobienia. Chce mieć pasujące prosto z fabryki. No nie dogodzisz!
Szczęśliwie „zagilgotana” i rozśmieszona zajęła się zakładaniem skarpetek jak rękawiczki. Pięciopalczaste wygrywają z tymi tradycyjnymi chwytnością :)


  • RSS