W bawialni w okolicach Zawadzkiego.
Zaprosiliśmy całą klasę i za sukces można uznać „nieusprawiedliwioną” nieobecność trójki dzieci (w tym bliźniaków). Pozostała dwójka albo się usprawiedliwiła, albo dała prezent w piątek.
Piszę o frekwencji klasowej, bo było to coś, o co Kasię pytały klasowe mamy. Klasa jest mało zżyta.
Byli też – zwyczajowo – inni goście: Mati, Kalinka, Żuczkówny i Panny Tamborskie.
Była Ciocia Monia, która po bawialni zabrała dziewczyny na film do „Kupca”.
Dziewczyny były zachwycone.
I to popołudniowe rozpakowywanie prezentów i zabawa nimi!