zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 8.2011

Robaczek

Brak komentarzy

Patrząc dokładnie na zegarek: już dziś ruszamy do domu.

Przyjechaliśmy w góry na pięć dni, żeby sprawdzić nasze Dziewczyny w nowym terenie.
Nasze Dziewczyny od drugiego dnia pytały, czemu na tak krótko!
I że góry są takie inne niż sobie wyobrażały, że jest tyle kamieni, a one myślały, że góry to są takie bardziej zielone i bardziej jest tak jak w Szczecinie (nad Szmaragdowym). I że wody jest tyle…
Trzeciego dnia doszły do wniosku, że jest tak bardzo super, że mogą na stałe zamieszkać w schronisku (bez nas) – pod warunkiem, że będziemy je odwiedzać raz w tygodniu.
Podoba im się i nadążają w marszu – tupią małymi nóżkami, żeby utrzymać tempo naszego szybkiego kroku – i dają radę.
Jesteśmy zachwyceni (nie liczę, który raz ;).

Dają radę w marszu tak bardzo, że przy wchodzeniu na Chojnik nie siadłem i nie rozpłakałem się jedynie dlatego, że Córki patrzą.

W poniedziałek, po morderczym marszu (dla mnie morderczym: z Chatki Robaczka na obydwa wodospady w Szklarskiej i powrót do miasta) stałem oparty o płot i sapałem, czekając na Kasię i Werkę. Tylko tyle byłem w stanie: stać i sapać.
Zosia poszła oglądać skarby na straganie.
- Widać już mamę! – rzuciłem.
- O! Pobiegnę do niej, dobrze?
- Dobrze!
Pobiegła…
Ja stałem i dyszałem.
Potem udało mi się ruszyć do sklepu po wodę.

Następnym razem, gdy usłyszę skargę:
- Tato! Nogi mnie bolą!
Odpowiem:
- Idź szybciej. I ponieś mi plecak!

Prababcia

Brak komentarzy

Byliśmy w poniedziałek na urodzinach.
Znaczy my byliśmy, była data urodzin, ale imprezka była dzień wcześniej. Jakoś nam się nie zgadało…

- Tato, ja się wstydzę tam iść – Zosia przy wysiadania z auta odrobinę się ociąga.
- Ja też się wstydzę – zapewnia Werka.
- Właściwie to ja też – zapewniam szczerze.
Zawsze się odrobinę wstydziłem tych rodzinnych przywitań i uścisków, portójnych całusów itp.
Napisałem „wstydziłem”?…

Dziewczyny rozczarowane, bo nie było Marcina (zwanego tam powszechnie Marcinkiem…).

Na wsi dziewczyny zachowują się zaskakująco swobodnie – w sensie gospodarskiej zagrody.
Werka gania kury, razem z Zosią „gadają” ze świniami, nie zrażają się biegając slalomem między „kurzymi plackami”, które te – puszczone swobodnie po obejściu – zostawiają gdzie popadnie.
Potwierdzają teorię, że prawdziwie szczęśliwe dzieci muszą być brudne ;)

Czas. Coś się z nim dzieje.
Jakby film na przyspieszonych „obrotach”.
Patrzysz rano, jak twoje dziecko nie mieści się kolejny ciuch. Może już czas obniżyć temperaturę prania…?

Pierwszy miesiąc wakacji to:

- wesele + Warszawa i zoo
 
W Stolycy byliśmy u Cioci Lidki. Ciocia ma konsolę XBOX i do kompletu kontroler Kinect. Trochę pobiegaliśmy ;)
 
W zoo najfajniejszy był plac zabaw (pomijając lody) z elastycznym podłożem i odrobinę „zakręconymi” przyżądami do zabaw.

- dziadkowie G. przez kilka dni

- Świonujście.


  • RSS