zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 4.2011

Żółwie

Brak komentarzy

Przed snem.
Wieloryby się rodzą. To zupełnie jak my. I koty. No i psy.
Muchy – trochę bardziej skomplikowane. Te larwy, poczwarki itd. Zupełnie jak pszczoły. Generalnie robactwo ma bardziej złożony cykl „jajko-kura”.
Ptaki – noooo! zupełnie jak dinozaury – wykluwają się z jajek. Węże też.
- A jak przychodzą na świat żółwie? – pytam.
Werka, z refleksem:
- Powojutku!

Dzisiejsze pytanie od Zosi:
- Tatoooo, a kiedy ja będę ciocią? A mogę być ciocią na przykład dla Kalinki?
Tłumaczę, że bycie ciocią wynika z pokrewieństwa, nie jest „obieralne”. Tknęło mnie jednak.
- Ale Ty JUŻ jesteś ciocią. I to chyba dla osób starszych od Ciebie!
Zosia: eksplozja śmiechu.
- Choć, zadzwonimy do Babci G., niech Ci opowie.
Dzwonimy. Potem Zosia tłumaczy mi (trzeba się skupić):
- Jestem ciocią dla wnuków najstarszej siostry Babci.
No! A ja mam kuzynów starszych od moich rodziców. Bywa…

Zostaliśmy w domu, bo Werka struła się poprzedniego dnia, co objawiła światu (poza narzekaniem na ból brzucha) uwolnieniem pawia. Wczoraj. Bo dzisiaj jest spokojna i śpi do 11. Jak nie ona.
A sprawcę kłopotów najprawdopodobniej jest brak wyobraźni opiekunek w przedszkolu, które dały jej otwartą w zeszłym tygodniu butelkę wody.

Autem jedziemy. Trójka i „Lista”. Gościem jest Jarosław Boberek.
- Dziewczyny! Król Julian jest w radio! (Często jeszcze tak odmieniam…)
- Król Julian…. – zastanawia się Zosia – A! To chyba ten aktor Tato!
No to mi wyjaśniła :)

O porąbaniu

1 komentarz

Teraz chwila samokrytyki: krztę nas porąbało.
Z przerażeniem przyglądaliśmy się imprezkom dla całych grup przedszkolnych, organizowanym przez chcących uszczęśliwić swe pociechy rodziców. No po prostuuu…
Po prostu: my zrobiliśmy dla Zosi to samo.
Widzieliśmy, jak jej na tym zależy. Pomyśleliśmy, że to ostatnie półrocze w tym przedszkolu. I… poszliśmy „na całość”.
Piątek, 18:00, centrum miasta (starzy mieli się gdzie po sklepach rozejść), 2 godziny bawialni, tort, malowanie twarzy, zabawy.
25 osób (z naszymi pociechami włącznie) wzięło udział w zabawie. A! 26 – sorki Kalinka ;)
Największa niespodzianka: płyta Majkela.
W sobotę, zanim się na dobre obudziłem, miałem już ją trzy razy odsłuchaną…

Największe rozczarowanie I: Radek nie przyszedł (wiadomo było już wcześniej, ale to nie zmienia faktu).
Przy Radku w Zosię coś wstępuje. Szkoda nam było córki, ale bardzo nie żałowaliśmy ;)

Największe rozczarowanie II: Zosia twierdzi, że ktoś zdmuchnął świeczki.
Opowiadała Babci Dzw.: (…) i byłam najważniejsza, ale świeczki zdmuchnęła Lena…
Faktycznie – Lena dmuchnęła RAZEM z Zosią.
Chyba wyślemy mamie Leny rachunek za torta do drugiej próby dmuchania :)

Najszczęśliwsza osoba: Werka*.

Prezenty… Nie byliśmy z Kasią przygotowani na taką ilość. Torebki zajęły 3/4 bagażnika. Naprawdę: masa.
Musieliśmy kupić pojemniki z pokrywkami, żeby Kasia mogła zrobić porządek i jakoś upakować zabawki.
A że dziewczyny były w sobotę u Dziadków Dzw. – obeszło się bez protestów.

*Werka jest Super Siostrą.
Zawsze wspiera Zosię – chwali ją za malowanie, pracuje jako oświetleniowiec i gorąco dopinguje na domowych koncertach (Whow! Whow! Bjawo Sosia! Supej!).
Doskonale rozumiała, że imprezka jest Zosi i to Zosia jest najważniejsza. Nie było jej smutno, że to siostra dostaje prezenty. Ale gdy sama dostała prezent (dzięki Żuczki) – była przeszczęśliwa. Chodziła i chwaliła się swoim notatnikiem i pisakami „Heloł Kiti”. Znaczy: czymkolwiek to „Heloł Kiti” było.


  • RSS