zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 1.2011

Oskrzela

Brak komentarzy

Werka nam zapadła na oskrzela. W tygodniu kaszlała lekko, jednak już w sobotę musieliśmy wezwać lekarz. Ta przypisała torebkę leków.
Werka budzi się teraz w nocy i mamie – leżącej obok – spać nie daje.

Zosia ląduje na fotelu z bolącym zębem. Znaczy bolącym, ale na słodkie tylko.

No a dziś w przedszkolu Dzień Dziadka i Babci, więc… Zwlekać nie można.

- Ja to sobie przypominam, że ten ząb już dwa razy był robiony – wyskakuje mała kiwając głową na potwierdzenie własnych słów.

A ja tam sobie jakoś nie przypominam…

To jej pierwszy raz w nowym miejscu.

Była – jak zawsze – dzielna.

Plakietka z napisem „Dzielna pacjentka” była z rudzielcem, kolorowanka miała wiele stron, a plomba była różowa.

Już jesteśmy umówieni na kolejną wizytę. Na dwa zęby!

I to jakie! Pogoda nam się spisałą na medal. Śniegu było tyle, ile pamiętamy z dzieciństwa! I mróz był. I była choinka (do dziś zresztą jest w świetnej formie), i kolacja, i przedstawienie, i prezenty, i połączenie wideo zza Wielkiej Wody, a potem wizyta u Dziadków G., gdzie w śniegu dziadkowie musieli wykopać „tunele”.
Były Święta…

I znów mieliśmy powody do dumy :)
Dziewczyny nasze – przebrane oczywiście – śpiewały piosenki.
……

Cieszy R Zosię tak barrrrrrdzo, że rrrrrrano często jest to pierrrrrrwsza wydawana przez nią głoska.
Rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr. Uporrrrrrrrrrczywe. Rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.
Ciągle jeszcze się cieszymy ;) Barrrrrrrrrdzo…

Cieszy brrrrrrak zęba Zosię. Cieszy tak barrrrrrdzo, że syczy przez tą szczelinę ssssssssssss, sssssssssssss, ssssssssssss.
Też się ciągle jeszcze cieszymy jej rrrrrradością. Choć czassssssami brrrrrrak już nam cierrrrrrrpliwości do dochodzącego zza pleców sssssssssssyczenia (to jak w aucie).

A w miejsce zęba ubytego kolejny ząb przybywa – już widać go w dziąśle.

2011

Brak komentarzy

W Nowy Rok zupełnie świadomie weszła Werka.
Zosia – na pół godziny przed północą – odleciała w przezabawnej pozycji (klęcząc, z głową na poduszce, w odzienu dziennym).

W domu w domu.
Goście byli.
Żuczki.
A przez chwilę Zorp i Saia. I ich Tamagochi. (jakieś opakowanie zbiorcze by się przydało…)


  • RSS