zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 10.2010

Woda z gór

Brak komentarzy

- Mamo. a czy ta woda jest z gór?
- Nie, Zosiu.
- A czemu tu są góry na butelce?
- Sie skjepu jest ciecieś, sie śkjepu – wtąca się oburzona Werka (była ze mną na zakupach :)

Werka podbiega do Zosi, wyrywa jej kota-przytulankę, na której ta leży i wychodzi do drugiego pokoju.
- Wera! Oddaj go! To mój kot!
Werka odwraca się, waha się chwilę, marszczy czoło i odkrzykuje:
- Trzeba się dzielić!

Paluszek

Brak komentarzy

- Zosia! Boli mnie paluszek!
- Doooobrze… – Zosia na zasadzie „daj mi spokój, bajkę oglądam”.
- Zosia! – krzyczy Werka – Jak MNIE boli paluszek to nie „dobrze”!!!

U Werki.
Z rozpędu byłem 12 minut przed czasem. Rodzice byli już w 80% w komplecie!!!
Dzieciaki weszły szeregiem z innej sali. Część maluchów zanosiła się płaczem, bo na korytarzu zobaczyła (czy zobaczyły – maluchy czy część?) swoich rodziców i teraz bardzo już mocno chciały uchwycić się maminej spódnicy.
Werka szukała wzrokiem kogoś znajomego. Wypatrzyła mnie, z uśmiechem pomachała ręką.
Kasia z Zosią (która dziś dzielnie znosiła zabiegi zębolecznicze) pojawiły się tuż po rozpoczęciu.
Były śpiewy (kilka piosenek) połączone z prostą choreografią.
Werka odważnie, z zaangażowanie wykonała program.
Potem pasowanie – nie obyło się bez incydentów – część dzieci chciała zabrać dyrektorce służący do pasowania kwiatek. Dyrektorka pozostawała czujna – cóż: doświadczenie!

Najbardziej niezadowolona osoba: Zosia.
- To niesprawiedliwe. Oni dostali naklejki i LIZAKI, a my tylko kolorowanki – skarżyła się kilkukrotnie.
W domu dostała na pocieszenie lizaka.
I niemało podziwu – w końcu sama miała w czasie pasowania 3 lata – a to było 2 lata temu.

Kłopotliwe głoski

2 komentarzy

Układamy klocki Lego – każdy coś innego.
Werka chwali się swoim dziełem.
- A co to jest? – pyta Zosia.
- To robot – informuję z moim słabo dźwięcznym „r”.
- No właśnie, jobot! – zapewnia Werka.
- Jobot? Chyba lobot, Weronisiu – oburza się lekko Zosia.

U Zosi w „Weronisiu” jest słyszalne „r” – a gdzie indziej – nie za baldzo.

Votum separatum

2 komentarzy

Po kolejnym wywodzie Zosi, że coś jej nie dotyczy (tu np. – wchodzenie na stół nie jest dla niej niebezpieczne).
Ja (ciepło, z nutką rezygnacji):
- Oj Zosia Zosia – czy Ty zawsze musiesz mieć swoje zdanie odmienne?
Zosia (ciepło, z nutką zdecydowania):
- Nie zawsze, ale muszę.

Zosia, gdy zwraca się do kogoś, często zaczyna od wołacza.
Często też w wołaczu tym nie występuje osoba, do której się zwraca, ale osoba, z którą najwięcej przebywa. Stąd też usłyszeć można:
- Mamoooo, znaczy Tatooooo! (Przeciąga przeciąga.)
- Mamoooo, yyy, Ciociuuu!
W środę  z pokoju obok usłyszałem:
- Tatooo, y, znaczy Mamoooo…
Tak mi się ciepło zrobiło.

A przy okazji.
Córce naszej Zofii duży kłopot sprawia rozpoczęcie zdania od wyrazu, którym zdanie zacząć się powinno.
Najczęściej zaczyna je więc od „Yyy”. Ilość głosek podtrzymujących wydawanie dźwięku w zdaniu – znaczna.

Znaczy, że udało się.
Żeśmy byliśmy byli i odwiedzili.
Nie wyglądała, jakby się ucieszyła. Choć i protestów widać też nie było.
Część rozmów: kolki, oczekiwanie, aż się odbije, brawa po odbiciu, kolejny raz; stolec…
A kiedyś stolec tak pięknie znaczył. Królowie na nim zasiadali…

Ale pozostała część rozmów wcale nie dotyczyła w/w.
Zwłaszcza nasze szkraby – zniknęły na czas dłuższy w pokoju ze „starszym rodzeństwem”.

W piątek rano.
A nikt jej nie szukał!
Samodzielnie wylazła z łóżka i rozpoczęła okupację.
Brrrrr. Ciary mnie przechodzą na wspomnienie.

Werka zapadła na jakieś przeziębienie. W weekend było nietęgo, w poniedziałek rano zdecydowaliśmy, że zostanę z małą w domu.
Zostałem. Dzień lenistwa. O 12:45 zobowiązany byłem stawić się w przychodzni.
Założyłem Werce buty, polarek jeden, polarek kolejny – pojechliśmy.
Werka w piżamie (polarkowej), ja trochę taki wczorajszy.
Opowiedziałem Kasi. Że w piżamie.
Nie mogła się przestać uśmiechać.
O co kurna chodzi – przecież mała jest niezdrowa, prawda?
Prawda?…


  • RSS