zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 9.2010

Jeśli ktoś widział – wie o co chodzi.

Mianem tym określiłem nasze córki – gdy są w gościach, lub są goście – no mniód i słodycz.

Ciocia Asia dała się na nasze demo nabrać…

Jej pełna wersja nie szczebiocze radośnie, nie leży uśmiechnieta i nie wodzi wzrokiem za mamą.
Znaczy – nie tylko to.
Pełna wersja okazała się wymagającym połączeniem tamagotchi ze zręcznościówką.
Spać nie daje.
Trzymamy z Dziewczynami kciuki – powodzenia!

A mnie – patrząc na poprzedni wpis – tknęło.
My mamy RPG.
:)

- Tato? A będziesz wujkiem? – zaczepia mnie rankiem Werka (piję kawę w łóżku).
- Ja będę dzidzią, Zosia mamą, mama ciocią a Ty wujkiem.
- Nie mogę Weruś – muszę się ubierać (próbuję się wykręcić).
- To nic – pada rezolutna odpowiedź – będziesz wujkiem, który się będzie ubierał (zdanie przytaczam dokładnie!).

Byłem ;)

Nauczeni zeszłorocznym doświadczeniem pojechaliśmy „doodpocząć” w ostatnim tygodniu sierpnia do Widzieńska.
Polecam gorąco – zadupniewo jak się patrzy – komórki czasem, a internet komórkowy wcale nie działa.
W zamian są lasy, grzyby, rzeczka, sklepiki wiejskie otwarte do 21, blisko Wapnica, a i Szczecin całkiem niedaleko.
Pierwszy raz Zosia nie cieszyła się na niedzielę. Zwykle jest radość, bo słodycze. Tym razem nie potrafiły one osłodzić przykrości końca wyjazdu.
Zebraliśmy trochę grzybów. Raz – żeby pojeść na obiad, drugi raz – do ususzenia. Niewiele, ale na nasze potrzeby starczy.

Berlin

Brak komentarzy

Ciotka Monia spisała się.
Pokazała nam:
- kawałek Berlina od strony atrakcyjnej dla naszych pociech
- kawałak Indii atrakcyjny dla młodych pań ;) (no, nie powiem…)
- kawałek Chin i Tajlandii atrakcyjny dla naszych żołądków.
Jak widać/domyślić się można – dla każdego coś dobrego.

Werka – jeszcze nie bardzo łapie, że mówią nie po naszemu – nie wnika.
Zosia – uradowana myślą, że w całym przedziale tylko my nie mówimy po niemiecku (to w drodze TAM).
Potem zaskoczona opowiadała, że rozumiała dzieci bawiące się w „małpim gaju” w Legolandzie (sporo rodaków).
A już w drodze powrotnej zrobiła oczy jak piątki z rybakiem, gdy usłyszała, że w korytarzu rozmawiam z człowiekiem po polsku.

Podróż pociągiem to dla naszych dziewczyn pierwszy taki raz. Po pół godzinie miały dość.

Kto?

1 komentarz

Dziecko, które spało dzisiejszej nocy na miejscu Werki, rozpoczęło dzień od piosenek o tym, jak bardzo jest szczęśliwe, a dzień jaki piękny. Trochę marudziło w jej stylu – ale tylko trochę.
Szukamy.
Ktoś podmienił Werkę!

Okolice 9:00.
Kasia – powrót do pracy.
Dziewczyny – przedszkole.

Oficjalnie. Prawda jest taka, że wszystkie trzy były wcześniej i w pracy, i w przedszkolu.

Weronika – radocha.
Zosia – no normalnie, nie?
Kasia… to może opowiem o Werce?

Werka bardzo dobrze przeszła pierwszy dzień w nowej grupie.
Rano, gdy tylko otworzyły się drzwi od sali, dobiegł nas płacz dobywający się z kilku gardeł.
To wystraszone nową sytuacją maluchy snuły się z cieknącymi łzami i nosami po sali.
Widok i odsłuch: nieciekawy. Werce mina odrobinę zrzedła. Ale – dała radę.
Byliśmy po nią o 15:30 – stęskniona i gotowa na wyjście.
Jesteśmy raczej spokojni o jutrzejszy dzień.


  • RSS