zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 8.2010

I pecha – urodziny i imieniny w jednym dniu.
Byliśmy my, byli Dziadkowie G, był Mati i Jo z rodzicami.

Znaczy, że odpoczywamy i włóczymy się. 

Wakacje to ostatnie dwa miesiące urlopu wychowawczego Kasi.

Pierwsze dwa tygodnie funkcjonowało przedszkole.
Dwa tygonie byliśmy nad morzem.  Tam, gdzie w zeszłym roku.
Potem tydzień w domu.
Potem tydzień Dziewczyny przemieszkały u Dziadków G.
Teraz znów tydzień w domu.
Co potem – pojawi się potem ;)

Morze
… komarów.
Przez „pierwsze” półtora tygodnia.

Kuzyn Jarek z rodziną przez pierwsze dwie noce zajmował sąsiednią „budę”. Strasznie zgryzły ich w nocy komary. Młode kuzynowstwo miało okazję do zapoznania się i odrobiny integracji.

W betonach miasta akurat ponad 30 stopni, a my: plaaaaża :)

Woda – rewelacja. Dopiero z ostatnimi dniami fale przyniosły jakieś zielone paskudztwo – chyba zbyt długo było ciepło, żeby morskie życie nie wykwitło jak pryszcz nie przymierzając na… komu tam na czym wyłazi.
W związku z jednoczesnym pogorszeniem pogody zielone wykwity w wodzie nie były problemem – przez trzy ostatnie dni nie brakowało deszczu. W dniu wyjazdu udało się nam wypełznąć  na plażę w Wisełce. Sztorm, czerwone flagi, przystojni ratownicy – ku niepocieszeniu Kasi – w dresach. Kulili się z zimna za parawanami. Werka też marudziła „zimno mi” – musieliśmy się z plaży ewakuować.

Rozczarowanie sezonu: Zosia nie pamiętała, co to są falabanki. No nie mogliśmy się z tym pogodzić!

Dziewczyny – szczęśliwe (prawie, bo wiadomo, że Werka zawsze coś znajdzie).
Zosia – gdyby nie zmuszać jej do wyjścia z wody – dziś miałaby pewnie syreni ogon i śliczny siny odcień skóry. No i granatowe wargi.
Weronika – przez trzy lub cztery dni „oswajała” się z morzem. Chadzała po piachu, moczyła stopy – to musiała potrwać. Ale i szaleństwa nie było.
Szaleństwa natomiast nie można odmówić zosinemu brakowi zahamowań. Trzeba było mieć ją na oku, bo chwila nieuwagi mogła zakończyć się samodzielną wyprawą do Szwecji (może Danii?) na dmuchanym kole z głową zebry.

Dziadkowie G.
Dziewczyny opanowują hulajnogi, potem uczą się jazdy na rowerkach. Werka samodzielnie porusza się na rowerku z dodatkowymi kółkami (ale zupełnie samodzielnie). Zosia jeździ na rowerku „z kijem” do prowadzenia. Z asystą oczywiście.
Wakacje w tym czasie u Dziadków spądza również Mati, jest więc okazja do układania „kuzynowskich” relacji.
Zastaję je opalone i zadowolone z życia.
 


  • RSS