zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 6.2010

Część oficjalna.
Dziadkowie G. i Dzw., Ciotki Dzw., Żuczki w komplecie, zdekompletowana Ciotka Irena (bo bez chłopa).
Bezalkoholowo – albo kierowcy, albo rekonwalescenci, albo na kacu, albo… to ja zapomniałem zapytać :)

Żuczki opowiadają o spływie, Dzidek G. o swoim nowym oku, Ciotka Monia o pracy w Berlinie, Ciotka Pika o pracy licencjackiej, generalnie rodzice o dzieciach, dziadkowie o wnukach, a Dziadek Dzw. o niepowodzeniach w uczeniu naszych dziewczyn oszukiwania rodziców.
Miła, rodzinna atmosfera.

Obiecałem Zosi, że w nagrodę za solidne ćwiczenie oczu na synoptoforze kupimy jej jakiś „duży” prezent.
Dziś był ostatni z dziesięciu dni ćwiczeń. Opuszczając budynek szpitala zagaduję:
- To co byś chciała, Zosiu, żeby Ci kupić?
- To możeeee – zastanawia się – możeeee (spogląda na kiosk), może kupisz mi wafelka? (Wczoraj, dla leżącego w szpitalu Dziadka G., w tym samym kiosku kupiliśmy wafelki.)
- A może coś większego?…
Umówiliśmy się na płytę DVD z teledyskami Majkela.
Mam nadzieję, że uda się taką znaleźć :)

A co Dziadek G. w szpitalu porabiał? 
Niewiarygodne, ale dał sobie wydłubać oko. W szpitalu.
Potem pozwolił na wymianę soczewki, przyspawanie siatkówki i zalanie olejem. I wszystko we własnej przytomności.
Brrrrrrrr!!!
Ale drugiego dnia już coś widział – bo oko oczywiście upchnięto mu ponownie w oczodół.
Brrrrrrrr!!!
:)

… nowa fryzura.

Przed chwilą przyszła do mnie Werka (Kasia usnęła z Zosią).
Jakaś taka odmieniona…

Jutro trzeba iść do fryzjera spróbować zrobić coś z tym, co zostało z jej ślicznych kudełków.
Kasia się podłamała.

(Drugiego dnia dopisuję)
Oddać trzeba Werce uczciwie, że obcięła się równo ze wszystkich stron – został tylko jeden dłuższy kosmyk grzywki.
I co by nie gadać – zmiana fryzury zdecydowanie ją odmłodziła ;)

W piątek Kasia zabrała dziewczyny na lody do Castellari. Wyjątkowo – słodycze są tylko w niedzielę.
Dzień był zwyczajny, maluchy zachowywały się w ramach rozsądku, miła atmosfera wspólnego przebywania z Mamą.
Już pod koniec „lodów” coś zaczęło wstępować w szkraby. Chwilę potem rozpętało się szaleństwo – dziewczyny same nie potrafił nad sobą zapanować. Kasia była przerażona (znaczy tak jakby :). Wariactwo.
Po dojściu „do siebie” Zosia stwierdziła, że lodów też nie można w tygodniu jeść.
Tylko w niedzielę.

Zastanawiała się Zosia. Nasza Pierworodna.
I wymyśliła. Weronika jest – uwaga: Drugorodna!

Zosia to fanka Majkela.
Rozpoznaje w radio jego piosenki, powtarza w tańcu gesty z teledysków. Lubi.
Wie, że Majkel to był taki wyjątkowy gość, który urodził się czarny, a umarł biały.
Ale mimo to nie wiedziała, że Majkel nie żyje.
Wczoraj dotarła do niej ta straszna wiadomość.
To Majkel już nie zatańczy, Mamo? – pyta z niedowierzaniem
A dlaczego umarł?
A może jego żona potrafi tańczyć jak on i też zatańczy?….
Zosia postanawia poradzić sobie jakoś z problemem.
Napisała „podniebny list” do Majkela. W obcym języku – bo on nie zna polskiego.
Mieliśmy problem, gdzie ten list wysłać.
Może jakiś fan-club Majkela?


  • RSS