zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 1.2010

Dziwnie

Brak komentarzy

Werka pojechała z Dzadkiem G. na wieś.
Dołączymy do niej jutro – Zosia musi być w sobotę na imprezce u kolegi z przedszkola. W bawialni. Taka świecka tradycja w przedszkolach ostatnio.
To na osiemnastę trzeba by chyba Lamborrrrrrrrghini…

Zośka jakaś dzisiaj taka nie swoja. Musiał jej ktoś coś w przedszkolu powiedzieć .
No inna jest – płaczliwa, zamyślona. Przy kolacji pytała, co to znaczy „łamaga”.
Pytana wprost zapewniała bardzo gorąco, że nic się nie stało. Zbyt gorąco.
No nie wiemy…

U Zośki w przedszkolu.

Kim była? Nie – nie Księżniczką. Księżniczek była duuużo. Za dużo.
Była (już chyba z trzeci raz w tym przebraniu) TYGRYSEM. Sama tego sobie zażyczyła.
Był jeszcze Lew, był Rycerz, był Pirat – wszystko kumple Zosi. W pojedynczych, niepowtarzalnych egzemplarzach ;)

Zosia nieustająco woli w zabawach chłopaków.

Ostatnio wspominała, że z kolegą bawili się w wymyślanie… jak by to powiedzieć…
No np. „gaciochy śmierdziochy” – to jedna z takich wymyślanek.
Moja w tym „zasługa” – poszło o to, że Zosia odreagowywała stresy mówiąc niezbyt _ładne_ wyrazy.
Poddałem pomysł wymyślania nowych – zamiast używania gotowych – inwektyw. I tak można było zostać zgniłą kapustą, śmierdzącą kanapką albo spleśniałym wielorybem (dzięki Krzysiek za to :). I w formie zabawy, a nie złości i „podpadania” starym.

Jeszcze jedno o Zosi.
Na moje: – Wiesz, lubię Cię Zośka.
Odpowiedziała krótko: – Dzięki, Tato.
Nooo. Fajna jest.

Dziadostwo

Brak komentarzy

Gościliśmy – właściwie to Werka i Zosia gościły – Komplet Dziadków.
O 15:30 impra w przedszkolu, potem obiad u nas.
Dziadkowie dostali atrakcyjne prezenty – własnoręcznie wykonane przez Pociechy zakładki do książek i wazoniki z butelki i słoiczka.
Trochę było zamieszania, bo Werka stwierdziła, że nie ta babcia co trzeba dostała wazonik – jakoś rozeszło się po kościach.
Dziadkowie odjechali syci. I szczęśliwi :)

W niedzielę odwiedzamy Żuczki.

Na pierwszym piętrze budynku, zaczepiony dłońmi o parapet, wisi krasnoludzkich rozmiarów Mikołaj.
- Zobaczcie, Mikołaj przytrzasnął sobie w oknie palce i wisi na parapecie – podpuszczam „letko” szkraby. – Trzeba zadzwonić na mikołajowe pogotowie, żeby mu pomogło – kontynuuję.
- Ja zadzwonię – podejmuje się Werka. – Z magicznego telefonu. Mam go w moim przedszkolu – zapewnia.
- Świetnie – kończę temat, bo i droga zawiodła nas do klatki schodowej.

Na czas trwania wizyty zapominamy o Mikołaju.

Wracając do auta zwracam uwagę, że Mikołaj wisi w najlepsze.
Zosia pyta: dlaczego?
Werka zapewnia, że zadzwoni.

Ruszamy.
Jest problem.
Zosia: Dlaczego ten Mikołaj tam wisi?
Werka: A ciemuuu? (w zasadzie to to samo)

Trochę czasu spędziliśmy na tłumaczeniu, że Mikołaj zabawkowy, że zabawkowych rozmiarów, że tak ma być właśnie i że to dowcip od początku do końca. Chyba przetrawiły. Do tematu nie wracały.

Zleciało

Brak komentarzy

A tu tak mało – właściwie prawie nic…

Rok się zaczął.
Dla Dziewczyn imprezowo (byliśmy u Pana Stanisława ze Szczecina).
Werka usnęła mocno po północy (jednak przed pierwszą).
Zosia – z widocznym obłędem w oczach – zeszła z Kasią przed czwartą do domu.

Obłęd był nie tylko w oczach – uwiesiła się na Panu Stanisławie ze Szczecina i chichrała się wołając:
- Tato! Tato!
Jednak po chwili, reflektując się, dodała:
- Co ja mówię? Panie Sąsiedzie!

Pierwszego stycznia Zosia wypominała mi, że zabrałem ją po północy na dwór, na fajerwerki, nie ubierając właściwie (wymieniała, czego jej tam nie założyłem i jak bardzo jej było zimno). Nic nie było…

Chwilkę wcześniej była Wigilia.

Udało nam się spędzić ją w domu, z Dziadkami Dzw. i Ciotkami (jeszcze)Dzw.
Ciotka Monika umówiła Amerykę na spotkanie on-line (skype) i Dziadkowie po chyba siedmiu latach mieli możliwość mieć jednocześnie wizję i fonię z synem. Wzruszyli się mocno.
Zosia z Werką były dużo mniej wzruszone, choć niewątpliwie poruszone widokiem „Wujka z Ameryki”.
Potem zrobiły „szopkę” – z tańczącą Marią i Józefem, w strojach  „z epoki” i pastorałem.

Następnego dnia pojechaliśmy do Dziadków G.


  • RSS