zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 4.2009

Zosia dostała się do przedszkola na przyszły sezon.
Bardzo się ucieszyła. My też.

Odbieram (wyjątkowo ja) Zosię z przedszkola.
Umorusaną i odrobinę jakby „sfatygowaną”.
- Widzę, że byliście dziś na dworze.
- No. I wiesz Tato – mamy now sprzęt!

Budowa nowego placu zabaw dobiegła końca :)

Czasem – w przypływie głupawki – Zosia wyrzuca z siebie różne „przezwiska”. Czasem mają sens (Stary Tato), czasem są zupełnie „od czapy” i składają się z nieistniejących słów.

Od poniedziałku – w celu rozładowania atmosfery i zamiany „wyzywania” na zabawę, deklarujemy nawzajem:
- A ja Ciebie, Zosiu, nigdy nie nazywam „zardzewiałe sanki”
- No, nie nazywasz mnie, Tato. A ja Ciebie nie nazywam nigdy „zgnieciony kartofel”.
- Faktycznie! A ja Ciebie nigdy nie nazywam…

Werka.
Kamienny spokój, jeśli chodzi o polecenia, które zabraniają jej robić coś, co akurat robi (i broi).
Można prosić, kazać, można krzyknąć – nie działa. Ale gdy już podnosisz 4 litery, żeby jej „osobiście wyjaśnić” – gwałtownie (lecz z uśmiechem) porzuca wykonywaną czynność.
Jest ciąg dalszy. (Cholera – myślałem, że to niemożliwe.)
Rozbraja mnie uśmiechem, kiedy jestem taki „strasznie groźny”…

Dzisiaj, we wczesnych godzinach popołudniowych, Zofia G. oddała swemu ojcu czarkę z lodami.
Lód był CARTE DOR – jeżynowy.
W chwilę po tym, gdy chwaliła, że pyszny, stwierdziła, że już jej nie smakuje…
Zrzuciłem to na karb niewyspania. Zjadłem ze smakiem.
Dzięki Córa!


  • RSS