zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 12.2008

Tuż przed kąpielą nasza najmłodsza zsunęła rajtuzy i kucnęła na środku pokoju (w body, pielusze itd.).
Na pytanie, czy chce nocnik, odpowiedziaa twierdzącym skinieniem głowy.
Przynieśliśmy nocnik.
Potem było bicie braw i gratulacje, śmiech, wstawanie z nocnika i siadanie na nim, sprawdzanie jego płynnej zawartości.
Sama chciała!
Pisałem już, że młodszemu jest lepiej i szybciej dzięki doświadczeniu starszych?

Mikołaje

Brak komentarzy

Dziś ubraliśmy choinkę.
Pojechałem z Zosią, ona wybrała :)  Dziewczyny są zachwycone – oczy im się do bombek i od światełek świecą. Pachnie żywicą. Klimacik.
Zosia pomagała wieszać ozdoby (w tym bombki), Weronika próbowała powieszone bombki gryźć. Horroł – włos się jeży.

Zbliżające się święta to wysyp przerośniętych krasnoludów w czerwonych czapach. Najazd zaczyna się zadziwiająco wcześnie – kończy na szczęście (jak łyżwą uciął) po 26 grudnia. No i dobrze!

Dla nas to również ( te święta) – przez mocną wiarę Zosi – powrót do wspomnień z dzieciństwa, marzeń  o prezentach zupełnie uniezależnionych od kieszeni rodziców, piosenek, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, itp…

Zosia modli się wieczorami do Św. Mikołaja o prezenty dla siebie i innych.
A prezentów powoli przybywa. Dziękuję w imieniu swoim, żony i dzieci za prezenty Mikołajowi zza wielkiej wody – wszystkie idealnie dopasowane. Jakbyście z nami byli! Dzięki serdeczne.

Jeszcze o klimacie świątecznym.
Kasia puszcza czteropłytową składankę świąteczną na CD – w dobrych wykonaniach.

„Świeć gwiazdeczko mała świeć, do Jezusa prowadź mnie” – ten jedyny zapamiętany fragment refrenu dziecięcej piosenki stał się tłem niejednego kwadransa z naszego rodzinnego życia. Zosia śpiewa go często i głośno. I ciągiem – w rekordowych przypadkach dochodzi do 20 minut.
Dajemy radę.

Weronika – w ogólnym zarysie – posiada cztery stopnie krzyku:
- łagodnie marudzenie (takie niewiadomoco pomiędzy yyyy a eeee) – niecierpliwimy się;
- niecierpliwe pokrzykiwanie (głośne); w tym samym szeregu postawiłbym brzmiące jak skarga (w intonacji) głośne narzekanie na los – trochę się złościmy;
- głośny wrzask, często połączony z płaczem – odrobinę nas irytuje;
- wrzask z trzewi tak silny, że uwalnia pawia – sprzątamy.

Czwarty rodzaj krzyku wywołać można zostawiając ją w łóżeczku, samą w pokoju. Że niby ma spać.
Wtedy nie śpi, tylko… wiadomo już co.

Wracam o 21.
Kasia z Werką w pokoju Dziewczyn.
Kasia usnęła (albo sprawia takie wrażenie), Werkę zastaję przy próbie przerzucenia nogi przez barierkę łóżeczka.
Pozdrawiam ją gestem uniesionej dłoni i znikam.
Teraz to Weronika już zupełnie nie wie, co zrobić.
Kasia śpi. Na mnie krzyki nie działają….
Śpiewa. Od kilku minut śpiewa: Diuu diuu diuu uułe. Di da da…

No – teraz zaczęła krzyczeć/piszczeć – tak delikatnie.
Powoli następuje eskalacja zezłoszczenia.
Skończę pisać, zanim uwolni pawia :)
Pa.

Na obrotach – rano: Kasia na szkolenie, Werka do Dziadków Dzw., ja – poprzewracać papiery.
Dziadkowie zabrali małą do kościoła – to był jeden z nielicznych przypadków, gdy mała śpi pod opieką Babci Dzw. :)
O 14 – znów razem – obiad poza domem.
Weronika siedziała zadowolona w podanym przez obsługę foteliku i wskazywała nam palcem, na który ze smakowitych kąsków ma akurat ochotę. Bardzo pozytywne doświadczenie – w zasadzie nie było z nią problemów – skoncentrowała się na pałaszowaniu.
A popołudniem – Żuczki wpadły z wizytą.
Weronka miała towarzyszkę do zabawy, oglądania razem piosenek i „pokazywania” gestów do „teledysków”.

Wczoraj Zosia (rękami Babci G.) zadzwoniła do Weroniki.
To najlepsza informacja z wczoraj.

Zosia, z wyleczonym zapaleniem płuc, zabrana została wczoraj przez Dziadków G.
Kasia – no nie mogła. Już z góry tęskniła za Córą. Drżała na myśl, że jej nie będzie z nami przez cały tydzień.
A poważnie – oboje martwimy się, jak brak siostry zniesie Werka.
Bo Werka – wiadomo: WRZESZCZY!
Tylko jakby mniej – bo tym razem MA powód.
Trzonowe jej rosną. Przebijają się właśnie przez dziąsła.

Wracając do „zabierania przez Dziadków”.
Zosia starał się wszystkiego dopilnować, upominała Babcię zdaniami zaczynającymi się na:
- Ale pamiętaj Babciu, żeby…

Cieszymy się z rozwoju naszych szkrabów.
Zosia rozwija się manualnie – dużo rysuje kredkami, używa farbek, czasem wytnie coś nożyczkami…
No właśnie! Nożyczkami nasza rudowłosa piękność zrobiła to, po co inni muszą chodzić do fryzjera – i płacą. My mamy gratis zupełnie nową fryzurkę!
Zosia w swych (dość już długich) włosach powycinała te pasemka, które najwyraźniej musiały nie pasować do reszty.
Kasia tłumaczyła, że my nie obcinamy się sami, więc i maluchy nie powinny.
Ja – pochwaliłem, że pięknie – upewniając się przy okazji , czy to na pewno ostatni raz.  Zosia zapewnia, że ostatni.


  • RSS