zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 8.2008

Byłem tylko z Zosią – Kasia (z Werką) została u Dziadków Dzw. z objawami anginy.
Kameralna uroczystość w kościele, z niezłym zespołem gitarowym :) (tylko wokal miał problemy z „sz” i „ś”, ale nadrabiał „wachlując” piórami ;)
Pyszne przyjęcie w domu, na którym Zosia błyszczała umiejętnością posługiwania się łyżką i widelcem.
Była bardzo grzeczna. Sam nią byłem zachwycony.

Kochani!

Napiszę coś teraz w obronie zdrowia psychicznego.
Póki co – Zosi.

Czytacie bloga: opowieści z życia naszych córek.
Dzielę się z Wami naszą radością (czasem złością).
Będąc „na bieżąco” możecie mieć wrażenie, jakby Zosia była Waszą znajomą, kumpelą – znacie jej problemy, sukcesy i porażki.
Tak niestety nie jest.
To tak NIE działa.
Znacie tylko RELACJE z tych zdarzeń, w dodatku przefiltrowane przez pryzmat mego postrzegania świata.
RELACJE – nic więcej!

Zosia – z drugiej strony – poznaje Was tylko poprzez kontakt z wami – i tylko związane z tym doświadczenia może pamiętać.
Nie czyta o Was bloga.

Zachowajcie wyczytaną tu wiedzę dla siebie – nie „wyskakujcie” z nią w – jak wam się wydaje – dowcipnych pytaniach.

Czy Was ktoś, kto teoretycznie nic nie powinien wiedzieć (i kogo to nie powinno interesować) pyta czasem: „a jak tam dziewczyna, która cię zostawiła w zeszłym roku?”  albo „ciągle jeszcze moczysz się w nocy?”.

Napiszę to wyraźnie – i mam nadzieję zrozumiale:
Zosia to człowiek. Niektóre z opisywanych tu zdarzeń przynosiły jej radość. Inne nie.

Pamiętajcie o tym.

Tydzień poprzedni (ten sam, kóry Zosia spędziła u Dziadków G.) Weronika przemieszkiwała pod opieką Babci Dzw. w gospodarstwie agroturystycznym.
Nie – nie urlop. Kasia miała szkolenie. Zabrała ze sobą Werę + opiekunkę dla niej.

Czas spędzany z Babcią (i dziećmi sąsiadów gospodarzy) na świerzym powietrzu wyzwolił w małej „wilczy apetyt”. Wreszcie jadła.
A nic tak nie cieszy Babci Dzw. jak to, że ktoś je…

I tylko kończąca się bezzębność, częste pobudki i płacz unaoczniły Babci Dzw. ile energii i czasu kosztuje Kasię każda noc.
Nieprzespanego czasu.

Ale i nie bez efektów są wrzaski – widać cztery jedynki. Te górne jeszcze ciągle słabo, ale są!

Wczoraj miała miejsce impreza u Ciotki Ireny.

Impreza na okoliczność osiemdzisiątych urodzin Mamy/Babci/Prababci G.
Obecność obowiązkowa!
Dzieci – trójka (plus obecnie dwie „połówki”).
Liczba wnuków dawno temu została ustalona na poziomie sześciu sztuk – czwórka z nich przybyła ze swymi „połówkami”.
W zeszłym roku Pababcia G wzbogaciła się o troje prawnucząt – tym samym podwoiła swoją „prababciość”.
W takim właśnie gronie świętowaliśmy.

Małe przedszkole się zrobiło.

Generalnie: Zosia stała się maszynką do tworzenia cytatów i złotych myśli.
Szkoda, że takie to wszystko ulotne – trzeba by za nią latać z magnetofonem.
Nagranie z mojej komórki – z cyklu „Jak będę duża” – czyli jedne z głębiej przemyślanych kategorii.

- Jak będę duża, Tato, to będę piła alkohol.
- Jak będę duża, to nie będę używała noża ostrego.

W cyklu a) „Jak będę duża” Zosia ujawnia – najczęściej Kasi – swoje przemyślenia na temat tego, co ją boli w byciu dzieckiem.
Postaram się wyciągnąć jeszcze jakieś przemyślenia od mamy ;)

Wśród wypowiedzi Zosi wyróżnić można jeszcze trzy znaczące nurty:
b) niestety ale nie, bo… albo: muszę natychmiast
c) mówi się …….., …….. – rozumiesz!?
d) „ale przestań, nie potoba mi się to” – lub też „jesteś bardzo niegrzeczny”

W nurcie b) występują wszelkiego typu wytłumaczania, czemu Zosia nie może podzielić się np. ciastkiem, zrobić czegoś – lub przeciwnie – dlaczego musi coś zrobić i nie można jej od tego odwieść. Preteksty wyszukiwane są w inteligentny sposób – są to często nasze argumenty w odrobinę krzywym zwierciadle.

Nurt c) jest żartem w czystej formie. Przerywa rozmówcy w połowie zdania, żeby wtrącić poprawkę:
 - Mówi się „S Ł O Ń C E” Tato, rozumiesz? SŁOŃCE!

Wypowiedzi typu d) ocierają się o awanturę, padają w chwilach wyjątkowego niezadowolenia.
Ostatnio bardzo niegrzeczni byli Dziadkowie G. Czemy? Musieli skubańcy czegoś zabronić, a potem to egzekwować.
Byli baaardzo niegrzeczni! (Coś mi to przypomina – film jakiś ;)

Telewizja.

Brak komentarzy

Zosia (to przed położeniem spać śmierdzącej i nie umytej) opowiada o oglądanym u Pani Sąsiadki filmie.
- Nooo. I było dwóch panów Tatoooo… I oni, nooo, i oni…. I jednego zamknęli do więznienia, a drugi połamał sobie ręce, i nogi i iii… kolana… i głowę…

Co za filmy u tej sąsiadki?

W piątek jadę do dawno już nie widzianej Córki Zofii.

Ogromna radość z obu stron – wiadomo – tydzień minął.

Zosia tego dnia nie usypia po obiedzie. Lata po okolicy, przesiaduje u Pani Sąsiadki za płotem.
Przed dobranocką „padamy” na podłogę przed telewizorem. Zosia śpiąca. Ja też zmęczony.
Budzę się po „półgodzinie”. Przenoszę małą na łóżko. Śpi dalej. Ok 10:00 niosę ją do „pokoju wnuków.

Cisza i spokój – Dziadkowie G. na weselu u mego imiennika, chrześniaka Babci G.

Tuż przed powrotem dziadków budzi się Zosia – słyszę ją głośno rozprawiającą o czymś – samą ze sobą.
Idę na górę.
- Tato! Taaaato! – skarży się – a babcia zapomniała mi założyć piżamkę! (Zosia śpi w „opakowaniu”, w którym spędzała dzień. Dzień Dziecka:)
- Nie Zosiu – tłumaczę – Ty usnęłaś na dywanie przef dobranocką. Potem Cię tutaj przyniosłem.

Schodzę na dół, bo słyszę nadjeżdżających Dziadków G.

Babcia pędzi na górę (śpi z Zosią).
- Babciu. A tato wogóle nie potrafi się mną zajmować. Położył mnie nie umytą i śmierdzącą!

No. To mam za swoje ;)

Właśnie się rozpoczął dla naszej starszej.
Nie mogła się doczekać, kiedy dziadek przyjedzie ją odebrać.
O gdy przyjechał – szybko się pożegnała, dał całusa i… już jej nie było.

Właśnie wróciliśmy (23:00)
Właśnie jesteśmy rozczarowani, że to już koniec…


  • RSS