zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 7.2008

Czapka

Brak komentarzy

Wychodzimy do Dziadków Dzw.
Jest ciepło i bezwietrznie.
- Nie zakładaj Zosiu czapki – zwracam się do szykującego się do wyjścia szkraba.
Szkrab zaczyna płakać.
- A tata nie kazał mi założyć czapki! Będzie mnie bolała główka, aaaaaa!!! – roniąc łzy jak grochy zanosi się płaczem.
I zrozum tu kobietę!

Jak pomyślę, że niebawem gadających dziewczyn będzie w domu trzy, to…
Tato Dzw.!!! Hilfe!!! Jak Ty to robisz?

Czasem, kiedy staram się zająć cztymś Zosię, rysuję jej na kartce kontury (do kolorowania) kwiatków, chmurek, ptaszków, motylków i innych takich tam.
No – najlepiej jak portafi osoba na co dzień nie korzystająca nawet z umiejętności „odręcznego” pisania.

Na kartce wylądowały dwa motyle i wąż.

Zosia – rysując:
- Boję się węża, tato.
- To go nie koloruj.
- Ale tato! W zoo się boję – nie na obrazku!

Córka pyta mnie, czy jest ładna.
Jest ładna. Zapewniam, że tak.
Zapewniam, że jest moją śliczną córką.
Pytam, czemu ona pyta.
Nie otrzymuję zrozumiałej odpowiedzi.

Córka pyta mamę, czy jest ładna.
Jest ładna. Mama zapewnia, że tak.
Mówi, jaka z Zosi śliczna i ładna dziewczynka.
Mama pyta, czemu mała pyta.
Otrzymuje zrozumiałą odpowiedź.
- Bo Leonek powiedział, że nie jestem ładna.

Żuczki – dawać tą nabitą wiatrówkę!

Kasia ma gości.
Przychodzę w trakcie rozpędzającego się szaleństwa malowania farbkami.
Zosia i o rok starsza córa gości.
Przestrzeń rozłożonych na stole kartek przestaje wystarczać.
Farby przechodzą na dłonie. Zabawa przyspiesza – dłonie trafiają do pojemników z farbami.
Pędzelki w wymazanych rękach zaczynają kreślić linie na twarzach (każda na własnej).
Widok jest wspaniały.

Wanna jeszcze dwa dni nosiła ślady próby domycia Zosi.

Weronika!!!
 
W niedzielę udało się Kasi pięknie zorganizować urodziny małej.
W domu. Dla trzynaściorga dorosłych i … sześciorga maluchów.
Było smacznie i do przegryzienia, i do popicia.
 
Dzięki zamianie łóżka Zosi na mniejszy model pokój dziewczyn stał się na tyle duży, że dzieciarnia bez specjalnego ścisku mogła harcować. Może bez przesady – mieszkanie nie jest wielkie. Dało się żyć.

Wróżba na roczek – Weronika sięga po (kolejno): kieliszek, długopis i pieniądze.
 
Czaruje wszystkich. Określenie „Czaruś” przylgnęło chyba już na dobre. 

Zadziwił mnie spokój, jaki panował w interakcjach między dzieciakami. Nie doszło do „tragedii”, nie było szarpania – no sielanka.

Weronika specjalizuje się – poza pefekcyjnie opanowanym czarowaniem uśmiechem – wymuszaniem płaczem i buczeniem.
Przyzwyczajona do 100% czasu, jaki poświęca jej codziennie Babcia Dzw., stara się uzyskać to samo od nas. Od Kasi głównie.
Poranne szykowanie się do pracy (jak dziś) to dla Kasi szukanie „fortelu” na zejęcie najmłodszej.
Próby zostawienia małej ze mną kończą się wcześniejszą lub późniejszą (wcześnie :) ewakuacją Wery (jak nazywa ją Zosia) w kierunku miejsca przebywania Kasi.

Asereje

1 komentarz

Rano Zosia przynosi „Paweł i Gaweł” z prośbą:
- Poczytaj mi tato.
Czytam raz. Potem drugi.
Siadam i biorę ją na kolana – jej kolana jakieś takie klejące…
- Wylałaś sobie soczek?
- Nie. Posmarowałam ketchupem!
Przyglądam się uważniej. Twarz w czerwonych ciapkach, koszulka w ciapkach, spodenki w ciapkach – do tego te kolana…
Zaczynam ją chwalić, że taka zdolna, że tak mało ketchupu z „kanapeczek w kropeczki” wystarczyło jej na wysmarowanie wszystkiego, że jestem dumny, a ona wspaniała.
Zosia kraśnieje z zadowolenia i dumy. Kraśnieje tak bardzo, że czerwone paćki na policzkach stają się prawie niewidoczne…
:)

(PS)
Przy czesaniu okazało się, że na włosy też wystarczyło.

Zosia jadzie na wycieczkę z całym przedszkolem.
Odwożę ją wcześniej – akurat jest śniadanie.
Długo nie chce zejść z rąk.
Z pomocą przychodzi pani przedszkolanka – przekazując małą informuję ją, że Zosia już jadła śniadanie.
- Choć Zosiu. To nie będziesz już nic jadła?
- Ale ja nicz jeszcze nie jadłam!
No ładnie – myślę sobie. Głodzimy ją.

I przypomniało mi się, jak wyglądało śniadanie.
Kanapeczki w kropeczki ze zlizanym ketchupem i ser zółty jako okład na ręce.
Może faktycznie „nicz nie jadła”?


  • RSS