zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 5.2008

Zabrałem małą (po wizycie u laryngologa) po odbiór paczki na pocztę.

Zosia dała przed niezbyt licznym (ale zawsze jednak publicznym) audytorium pokaz możliwości wokalnych w brawurowym wykonaniu utworu „Sidnbad z Tobą się żyje weselej”.

Pani w okienku pod silnym wrażeniem zapragnęła przyjąć nas bez kolejki.

Niepotrzebnie.
Właśnie był „mój” numerek…

Od Dnia Matki Żucza rodzina powiększyła się o następnego chrabąszcza.

Martyna zrobiła mamie miły prezent :)

Pozdrowienia. Gratulacje.

I Rafał! Czekamy na syna ;)

Weronika w niedzielę skończyła jedenaści miesięcy.

Przez ostatnie dni bardzo starała się, żeby w dwunasty miesiąc wejść na własnych nogach.

Udało się bardzo bardzo.

Samodzielnie chodzi już po mieszkaniu, zgrabnie pada na pupę lub – gdy nie jest rozpędzona – kuca i po odzyskaniu równowagi wstaje ponownie.

No i bardzo się rozgadała.

Do tego stopnia, że np. przy czytaniu bajki „Bardzo jest dziwna gawronia mowa” stara się mówić „kraaa”.

Zosia zaskoczyła nas pamięcią – rok temu podczas imprezki po komunii Martyny Zosia karmiła świnkę morską.
W niedzielę byliśmy u Martyny – pobiegła przywitać się jak do starego przyjaciela ;)

I jeszcze o Zosi – na kolejne pytanie „a skąd?” (używane zamiast „dlaczego?”) Kasia odpowiedziała pytaniem:

- A po co Ty masz Weronikę?

- Żeby ją kochać – zapewnił szkrab.

Niedziela

1 komentarz

<—————Porwanie w Tiutiurlistanie—————————>
W czwartek sensacja u Kasi.
Mamy nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

<—————  Spacer ze szkrabami   —————————>

Sobota.
Kasia z Ciotką Asią (której Zosia dziś raz po raz wyznawała miłość) na plotach.
Ja jadę z dziewczynami do lasu.

- Ale Weronika się ładnie puszcza! – zgrabnym zdaniem Kasia podsumowa samodzielne kroki naszej najmłodszej.
A faktycznie – ochwalić trzeba, bo radzi sobie znakomicie ;)

A wczoraj, przebierając małą w przedszkolne kapcie, doszedł nas głos płaczącego malca. Z łazienki.
- Kto to płacze? – zapytałem.
- To Kacper. – z pewnością powiedziała Zosia.
Po chwili nieszczęśnik wyłonił się w towarzystwie opiekunki.
- To faktycznie Kacper? – upewniłem się?
- Yhmm – potwierdziła mała z uśmiechem – on często płacze.
Nie jest tak źle z tym jej słuchem….

Odworzę małą do przedszkola.
Gdy wchodziliśmy na korytarz na chwilę uchyliły się drzwi do sali.
Udało mi się usłyszeć trzy słowa – podniesiony głos opiekunki wołający (dzieci jadły śniadanie).
- Leonek! Leonek proszę….
Drzwi się zamknęły.

Dzisiaj poinformowałem Zosię, że piesek wrócił już do właściciela.
- Powiedz chłopcu, że nie wolno gubić pieska, bo piesek płacze i się boi – poleciła mi mała.

Dziś wieczorem dzwoniła Babcia G., żeby pogadać z Zosią. Zosia spała.
Dałem słuchawkę Weronice. A ta…
W zaskoczonych oczach pojawił się po chwili błysk radości.
Przechylając głowę do słuchawki próbowała kilka razy wydać z siebie dźwięki.
Udało się z „ba!” :)

W sobotę musieliśmy Zosi mocno tłumaczyć: dlaczego w sobotę nie idzie się do przedszkola.
Bo Zosia chce chodzić do przedszkola.

W ramach popołudniowego, poprzedszkolnego przemęczenia Zosia szczypie.
Weronikę, mnie, Kasię.
Wzbudza tym dużo złych emocji, z którymi ciężko sobie dać radę.
Da ktoś radę?

Wczoraj byliśmy z Dziadkami Dzw. w plenerze – upiec kiełbasę, popatrzeć w słońce, połapać ryby (Dziadek Dzw. nawet złapał suma), pospacerować kilometry z wnuczkami (Babcia Dzw.), wypić piwo i zdrzemnąć się po nim (Kasia), porobić zdjęcia (ja).

W drodze do Dziadków Zosia (wyrwana z drzemki) marudziła, popłakiwała, maamaa’ła itp.
Żeby ją czymś zająć poprosiłem, żeby zaopiekowała się pieskiem, którego znalazłem na zakupach w markecie (pies syna WojtkaW., którego spotkałem na bezowocnych poszukiwaniach).
Zosia przytuliła maskotkę, pogłaskała ją (aż wyłączyłem radio i nawiew, żeby posłuchać jej monologu). Czule:
- Nie płacz piesku. Chłopiec do ciebie wróci. Wyszedł tylko na chwilę, ale niedługo będzie. Nie trzeba płakać.
Słuchaliśmy urzeczeni.

Nasze pociechy pod wpływem słońca nabrały jeszcze większych niż zwykle „obrotów”.
Weronika nie spała w zasadzie przez cały dzień – rozglądała się, „kazała” prowadzać, smakowała trawy i wszystkiego, czego nie zdołaliśmy w porę zabrać.

Zosia naciągnęła Babcię na spacer w wózku – ciągle jeszcze miewa „napady” zachowań „weronikopodobnych”.
A Babcia? Babcia is O.G. Don’t f**k with her ;)
Babcia ma kondycję.
Kilka miesięcy ćwiczeń i kilkugodzinne spacery to dla niej betka.

Zosia wychodzi z Kasią z przedszkola.
Biegnie do mnie z rozpostartymi ramionami.
Ja biegnę do niej z rozpostartymi ramionami.
Padamy sobie w ramiona. Unoszę Zosię.
- Już! Wystarczy! – gasi emocję mała.
Wracamy do domu.


  • RSS