zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 4.2008

I nie napisałem! Cholera! Nie napisałem!
Basia się urodziła.
Kuzynka Żuczkówny.
No ksywę dla tej rodziny potrzebuję, żeby nazwiskami nie ciskać :)

Jak ich tam Żuczki nazywacie? (Tylk o tą cenzuralną wersję proszę ;)

Zosia na kontroli u laryngologa.
Nadal niedosłyszy. Lekarz pytał „jak ona z takim niedosłyszeniem funkcjonuje?”.
Funkcjonuje nieźle, tylko my musimy się na nią nakrzyczeć ;)
No i sąsiedzi patrzą na nas jak na maltretantów własnych latorośli.
Bo się trochę to nasze nakrzyczenie niesie…

Po kolejnej kontroli zostanie podjęta decyzja o być lub nie być trzeciego migdała.

Weronice poprawia się „z nosem” – dostaje antybiotyk w „spraju”.
Zniknął niepokojący zapach, który wydobywał się z nosa naszego szkraba.

Radek miał pierwszą możliwość porozmawiać ze swoją siostrzenicą.
Ciotka Monika z uśmiechem stwierdziła, że pewnie nie zdawał sobie sprawy, że z małą można już pogadać.
Zosia musiała coś więcej z Wója wyciągnąć, bo zaczęła mu opowiadać:
- A wiesz? Ja pójdę do szkoły…

Zosia, zapytana przez Panią Dyrektor, kto jest jej najlepszą koleżanką w przedszkolu, po długim namyśle powiedziała:
- Leonek.
:)

Zezujemy

Brak komentarzy

Od poniedziałku wożę Zosię na 8:00 na ćwiczenia na okulistykę na Pomorzanach – na godzinę ;)
Potem jeszcze po południu 2×15 min.
I tak dwa tygodnie.
W efekcie mają być kolejne okulary – słabsze.

Zosia nosi doklejony do okularów „daszek”, który zapobiega spoglądaniu nad okularami.
Poprosiłem panią, która prowadzi z małą ćwiczenia, żeby – korzystając ze swego autorytetu – wyjaśniła szkrabowi konieczność zostawienia ozdoby spokoju.
Pani wyjaśniła. Wczuła się.

W efekcie po powrocie z przedszkola „daszek” był tylko lekko pokiereszowany.
- Coś mówiły dzieci na Twoje okulary?
- Żebym to oderwała.
- Kto tak mówił?
- Leonek.
- A kto się lepiej zna na twoich oczach: pani doktor czy Leonek?
- Pani. Pani mi nie pozwoliła zdejmować.
Mądra dziewczyna!

Master Yoda

1 komentarz

Zęby to niedobry pomysł umyć z Tobą.
Z Mamą umyć może.

Zosia
Wczoraj rano byłem z Zosią na Pomorzanach na przymiarce do ćwiczeń na
aparaturze korygującej zeza.
Nie pamiętam nazwy urządzenia – ustrojstwo pokazuje obrazki, operatorka pokręca
gałkami i „rozdwaja” obraz.
Zosia spogląda w aparat, odpowiada na pytania dot. widzianego tam misia, jabłka
i banana w jego łapkach.
- Małpy lubią banany – informuje panią zdziwiona faktem, że to miś ma banana.

„Przymiarka” wypada pozytywnie – od przyszłego tygodnia, przez
kolejne dwa, czekają nas poranne wizyty na ćwiczeniach oczu.
Fajnie byłoby już zapomnieć o okularach.

Weronika
Robi postępy w chodzeniu. Czasami przejdzie samodzielnie kilka kroków, potem
kuca starając się łapać równowagę.
Naśladuje nas.
Wczoraj otworzyła książeczkę i odwracając kartki po swojemu „czytała”
na głos naśladując Kasię.

Czasem na straszy, otwierając szeroko buzię i groźnie „rycząc”
hhhhaaaa hhhhaaaa (dźwięczne h).
Uśmiecha się przy tym zawadiacko.

Sprawdzając wieczorem stopień „papugowatości” szkraba wystawiłem
język. Nie pozostała dłużna.

 

Laryngolog

1 komentarz

Zosia rano u laryngologa. Badanie słuchu, przegląd uszu, gardła, zatok itp.
Coś siedzi w naszym skarbie.
Zapalenie ucha i związane z nim lekkie niedosłyszenie (uleczalne), zaropiałe gardło, coś z trzecim(?) migdałem.
Antybiotyki i skierowanie do alergologa.
Mam nadzieję, że nie zacztyna się procesja wizyt u kolejnych specjalistów.

Kasia również „zapadła”.
Przeziębienie.
Dostała od współpracowników zakaz stadionowy :)
Ma się do końca tygodnia w pracy nie pokazywać. Dyżury sami porozdzielali między siebie.
Fajnie, nie?
Ja się cieszę.

Weronika drugą noc z rzędu zajmuje się zrzędzeniem.
Raczej bez przerwy. Raczej przez całą noc.
Kasia nie śpi wcale – starając się uśpić małą. Która zrzędzi.
Ja nie śpię z głową pod poduszką – starając się przetrwać noc.
Zosia śpi. Do szóstej rano, kiedy przybiega i budzi Kasię po chwilowej drzemce, na którą pozwoliła zrzędząca Weronika.
Weronika odsypia w dzień.
My nie odsypiamy wcale.
Mogła by już skończyć.
Chyba zaczynam zrzędzić…
;)

Babcia G. znów na straży
Podobnie jak w zeszłym tygodniu przyjechała zastąpić Babcię
Dzw., która ma planowane wizyty u lekarza.

Zosia dziś rano za pomocą klucza porysowała ścianę na
balkonie. Kasia to zauważyła i przyszła do mnie zapytać, jakiego narzędzia użyć
do wykonania egzekucji na córce („już nie wiem co mam z nią zrobić”).
Ustaliliśmy, że odłożymy to na wieczór, gdy będzie czas, żeby rozłożyć
narzędzia tortur i nacieszyć się powolnym przypalaniem i szarpaniem ciała
obcęgami („odłóżmy to na wieczór – daj teraz spokój”).

Poszedłem na balkon i mówię do Zosi:
- Zobacz, jakiś wandal pomazał nam ściany. Będziemy go musieli
złapać i ukarać. Ciekawe kto to taki.
-
Tutaj też pomazał ten wandal – stwierdziła poważnie mała
wskazując na przeciwległą ścianę…
- Zajmiemy się tym, jak wrócimy po południu do domu –
zapewniłem.

Jakieś rady?

 


  • RSS