zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 1.2008

Szpital

Brak komentarzy

Wszyscy w domu na coś pozapadali.
Kasia kaszle. Wymęczona.
Zosia kaszle i smarka. Paskudnie „ciąga” nosem.
Weronika wymęczona płacze już bezgłośnie – łzy lecą z oczu, bidula nie ma siły nawet krzyczeć. Smarczy okrutnie, puszczając przy kichaniu bańki.
Potwornie….
Ja też kaszlę. Wieczorem. Przy każdym wdechu coś mnie drażni w oskrzelach.
No szpital. Normalnie szpital.

Weronika ochrzoczna.
Msza o 11 u Dominikanów.
Jak zwykle u nich – świetna oprawa.
I muzycznie, i wizualnie, i kazanie z sensem i do rzeczy.
Chrzestni przypadli sobie do gustu.
Imprezka – skromna bo skromna, raczej udana – w miejscu, w którym miało miejsce nasze przyjęcie weselne.
Sentymenty ;)

Sama ceremonia.
Weronika przysnęła sobie w trakcie mszy. Obudziło ją mokre na głowie i słowa: Ja Ciebie chrzczę w imię…
Rozpłakała się i rozkaszlała strasznie.
Uspokoiło ją dopiero namaszczenie olejem i ciepłe słowo od proboszcza.

Podobnie do Weroniki zachowała się Zosia, która również smacznie spała w czasie mszy.
Zosia pod opieką rodziny Dzw.

Paparazzi, który robił zdjęcia na chrzcinach Zosi, zdziadział zupełnie i zapewne mieszka teraz w kartonie pod mostem.
Przechodzący ludzie bliscy byli rzucania mu monet do… właśnie!
Gdyby tylko było do czego…
;)

Weronice nie dość stania w łóżeczku.
W weekend zauważyłem, że chodzi trzymając się poręczy.

Dziś Dzień Babci. Dzień Dziadka jutro.

Po południu byli Dziadkowie G.
Jak zuważył Dziadek: Weronika nie ma ochoty raczkować. Ona od razu staje na nogach.

Dziadkowie dostali z rąk starszej wnuczki oprawioną w ramki „laurkę” z kolażem zdjęć i życzeniami.
Prześlicznej urody ;)

Weronika w nowym roku czyni niesamowite postępy.
Dziś obserwujemy, jak siedząc na podłodze klaszcze w dłonie (akustycznie!!!) i patrzy z uśmiechem w oczy mamy.
A mama:
- Kosi kosi kosi, pojedziem do Zosi…

Zosia została w domu.
Kaszle i katarzy (to pierwsze z powodu drugiego).

Pomiar temperatury.
Kasia odczytuje:
- 38 i 7.
- O jejku, jak dużo – wykrzykuje mała.

Może od początku.
Od początku roku Kasia wróciła do pracy.

Weekend na wsi i pastwienie sie nad wieprzem zaowocowało skrzynką kiełbasy i kaszanki (łącznie skrzynką).

Weekend na wsi to rozluźnienie – dopadła mnie angina.
Leżę w łóżku.

Zosia już czwarty dzień w przedszkolu.
Pierwszego dnia nawet nie chciała dać się przebrać – z „marszu” leciała „na grupę”.
Na pierwsze pytanie od pani – pomocy kuchennej:
- Chcesz Zosiu mleka do kanapki?
- Pewnie!
:)

Trochę ma problemów ze znalezieniem się w świecie nienegocjowalnych z wychowawczyniami poleceń.
Nie może usnąć, bo zasady zabraniają zabierania na drzemkę książek.
Płacze więc, a nam przy odbieraniu opowiada:
- Płakałam trochę za mamą.

Coraz lepiej radzi sobie z wołaniem o nocnik.
Ciągle jeszcze musi nauczyć się, że to rówieśnicy są dla niej do zabawy – a nie staruchy, których próbuje anektować na własne potrzeby.

Weronika
W związku z coraz częstszymi próbami stawania przy szczebelkach opuściłem wczoraż o jeden poziom łóżeczko.
Dziś rano małżowinka moja woła mnie: „choć coś zobaczysz”.
Zobaczyłem.
Nasza młodsza pociecha stanęła rozpromieniona na wyprostowanych nogach.
No przekładka leżyska rzutem na taśmę ;)

Spanie

1 komentarz

Weronika.
Weronik budzi się po 22 i zaczyna „trzy godziny dla rodziny”.
Warunkiem koniecznym trwania stanu nocnego rozbawienia (czasem niewystarczającym) jest obecność Kasi. Nawet śpiącej.
Weronika pokrzykuje, wydaje z siebie długie gardłowe „rrrrrrrr”, śmieje się i coś gada.
Gada już MAMA.
Zwłaszcza, gdy się skarży.

Zosia
Przed pójściem do przedszkola miała problemy z zasypianiem.
Do tego trzecia-czwarta w nocy okazała się świetną porą, żeby wpaść i obudzić starych.
A poranna pobudka?
Nawet o szóstej.

Ale się nie udało ;)
Zosia wieczorem zaczęła kaszleć – wyjazd odwołany.
Już raz była na wizji lokalnej – bardzo jej się spodobało.
Gdy nadeszła pora wyjścia mała oznajmiła mamie:
- Mamusiu, ja tu mam ważne rzeczy do zrobienia – nie mogę iść. Ty idź do sklepu i kup winogron. :)

Opowiadała potem, że widziała w akwarium żółwie i …kameleona.
Zachwycona.

Wczoraj Zosia wróciła od Dziadków G.
Pogoda paskudna – nie sposób iść na spacer, ja przemęczony przysypiałem na kanapie.
Nasz kochany szkrab oznajmił nam, że nie jest mu w domu dobrze i chce wracać do Dziadków G.
Nie dziwi mnie to wcale, bo zaraz po powrocie do domu póbowała ustalić nowy porządek, co ku jej rozpaczy spotkało się ze znacznym oporem.

Tak. Czas to wyznać. Jesteśmy „toksyczni”.
Nie potrafimy pozwalać na wszystko.
Dwa potwory dobrały się i „cieśnią” biedne maleństwo…

Wspomnienie z nocy.
2:30
Wracam z kąpieli.
Zosia stoi w pokoju i mówi:
- Tato, daj mi jeść i pić, bo mama powiedziała że teraz nie może.
Poszliśmy do kuchni. Sok i „kanapeczki w kropeczki”.
Zosia zjada kawałek, wypija sporo.
Kładę się i zaczynam jej czytać bajkę.
- Nie tą. Chcę tą o Lotcie.
Czytam.
Po jakimś czasie ja odlatuję.
Za to kanapeczki w kropeczki lądują.
Keczupem na prześcieradle.

Nie wiemy, kiedy poszła spać nasza pociecha.
Wiemy, że bez problemów wstała rano.
Smutna. Chce do Dziadków G.

Gdy zaśpiewałem jej kiedyś:
- Zosiu, Tyś najpiękniejsza z całej wsi, snopowiązałkę kupię Ci, ach kupię Ci.
- Ale nie kupisz mi.
- Dlaczego?
- Bo sklepy są zamnkięte.

Jasno z wypowiedzi wynikło, że najpiękniejsza jest i owszem :)

Nasza „powsinoga” wybrała się z Dziadkami Dzw. do Dziadków G.
Dziadkowie do Dziadków na Sylwestra. Zosia na tydzień.
Ostatniego dnia roku kazała się położyć spać już o 21.
Dziadkowie bawili się do późna.
Zosia wstała o siódmej :)

A my – z Werką – gościliśmy Żuczą rodzinkę.

Absolutne odcięcie od świata.
Na monitorze Kamanda Pinka Flojda udzialała się w Pompejach na żywo.
Przez okno obserwowaliśmy fajerwerki nad Urzędem Miasta.
Nikt nigdzie nie dzwonił, nie esemesował – chyba kiedyś się mówiło na taki stan „zblazowanie”.
Baaaardzo błogi stan.
Trochę piwa, trochę o metalicznym posmaku szampana, ktoś zamówił i nie wypił Krwawej Marry, ktoś nie pił, bo w ciąży.
Rano Panie dosypiały a ojcowie pielęgnowali swoje tatusiostwo.
Późne śniadanie.
Rozstanie.

2008

2 komentarzy

Zaskakujące. 2008.
Jeszcze niedawno przeżywaliśmy gorączkę związaną ze zmianą daty 1999/2000.
Jeszcze niedawno biegaliśmy z plecakami po górach, snuliśmy się nocami pod wpływem po „lokalach”, mieliśmy na wszystko czas i chyba niczego nie musieliśmy robić na czas. To był czas ;)


  • RSS