zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 11.2007

Zosia
Rankiem Zosia poprzestawiała mi kartony na balkonie (komputerki, klawiatury itp.)
- Posprzątałam Ci Tato. Choć zobaczysz.
- O jak ślicznie Zosiu. Ja taki bałagan zostawiłem, a Ty mi tak ładnie posprzątałaś. Dziękuję Ci bardzo (itd., itp….)

Zosia „kraśnieje” z zadowolenia.
Całą szczęśliwa.

- Muszę Cię mocno przytulić – mówi.
I przytula…
Jestem cały szczęśliwy.

Weronika
Weronika męczyła się noc całą.
Rano zrobiła to co trzeba.
I jest cała szczęśliwa.
I uśmiechnięta.

Mama, po przebraniu szkraba spogląda na wymęczoną, ale spokojną już najmłodszą.
Cała szczęśliwa.

Zosia lubi pomagać.

Biegnie za Mamą i woła:
- Mamusiu! Posprzątam łazienkę, dobrze?

Albo:

Wchodzę z nią do pokoju – miała mi pokazać nowe miejsce, na którym znalazł się jej księgozbiór. Zatrzymuje się gwałtownie w miejscu, stwierdza:
- Ale tu bałagan, muszę posprzątać.
I zaczyna sprzątać. Dopiero potem chwali się nowymi półkami.

Bywa inaczej:

W trakcie kąpieli (dziś) zostaje na kilka minut sama.
Po powrocie do łazienki zastajemy podłogę zalaną wodą. Ale nie zalaną „od tak” – ładnie zalaną wodą za pomocą łyżeczki. Zosia domagając się pochwał informuje:
- Umyłam podłogę. Zobacz! Błyszczy czystością.
Och te reklamy i telewizja u Dziadków :)

Imieniny Mamy

Brak komentarzy

Poranne zakupy z Zosią.

Mała na „dzień dobry” dostaje w garść bułkę. Taką zwykłą bułkę. W trakcie zakupów wcina jedną, zaczyna drugą. Wychodzimy ze sklepu. W trakcie spaceru do domu podaję jej ostatni kawałek z komentarzem:
- Trzymaj. To już ostatni kawałek.
- Szkoda, to taka pyszna bułka. – odpowiada…

Po południu byli goście.

Karolajna i Zosia.
Sprzeczki, przepychanki.
Dwie indywidualistki na jednym „podwórku”.
O! Przepraszam: znacznie lepszym miejscu :)

Wprawdzie Karolina toczyła wojny z Zosią, ale to młodsza siostra rozprawiła się z Żuczkówną.
I to przy pomocy jej własnej mamy ;)

Karolina pochyliła się nad leżącą na podłodze Werką, przytuliła się.
Po chwili zaczęła wydawać „odgłosy niezadowolenia”.
Mama interweniowała, podnosząc krzyczącą coraz głośniej pociechę i… podnosząc również Weronikę, która solidnie chwyciła za włosy.

Trochę płaczu było. Nie powiem.
Nie powiem też, że trochę byłem dumny ze sztamy, jaką trzymają ze sobą nasze córy ;)

Zakupy

Brak komentarzy

Wyprawa na zakupy do „kosmicznego centrum”.

- Tato! Kup mi lody. Truskawkowe. – „Prosi” nasza mówiąca pociecha. Obiecujemy, że po zapłaceniu w kasie pójdziemy na lody.

Sorbet truskawkowy – seria pochwał i zachwytów.

Zamawiam w wietnamskiej budce „kurczaka pięć smaków”.

Obserwuję proces „technologiczny”.
Duży wok zostaje zapełniony mięsem, warzywami, jakimiś przyprawami i sosami. Do tego pieczarki.
Kucharz wykłada dwie porcje z zawartości na talerze, kelnerka woła:
- Kurczak z pieczarkami!
Wok podlega dalszej obróbce. Kolejne dwie porcje.
- Kurczak rozmaitości!
Z rozbawieniem słyszę ostatnie zawołanie, po „dosypaniu” kolejnych specyfików do woka:
- Kurczak pięć smaków!
Na to czekałem!

Zosia dla „kurczaka 5 smaków” porzuciła jedzonego loda (oddała mamie), usadowiła się na moich kolanach i nie odpuściła, dopóki się nie najadła.

Wróciło nasze domowe życie ;)

Rano (czwartek) o 3:25 przybiegła Zosia.
- Wstawaj mamusiu! Puść mi bajkę.
Weronika często budziła się w nocy, więc zadanie dla mamy nie było łatwe. Nie mówiąc o tacie, który majstrował przy komputerze do 2-giej w nocy.

- Czemu tu jest taki bałagan mamusiu? – chodzi i pyta Zosia. Bo jeszcze nie jest wszystko pokupowane, poukładane, popowieszane…

Wieczorem obydwoje usnęliśmy przy usypianiu pociech. O 0:30 w piątek obudził nas krzyk Weroniki, która domagała się karmienia.
Pora zmienić opakowanie i… do łóżka!
Pa.

Kasia woła mnie, żebym zobaczył jak śpi Zosia.
Zosia śpi w pozycji… hmmm.
Jakby to opisać… Na leżąco, ale w pozycji siedzącej.
Rozkopana. Ręce „założone” (jak u zawziętej osoby – na „klacie”), noga na nogę ;)

Zosia biega po pokoju (u Dziadków Dzw.).
W ramach zabawy stwierdziła, że pójdzie na zakupy. Do drugiego pokoju.
Chcąc ją mieć „na oku” zachęcam, żeby zajrzała do sklepu, który jest za tapczanem (obok którego siedzimy).
Zosia patrzy na mnie poważnie i mówi:
- Ale mamusia nie pozwala, żeby wchodzić za tapczan.

No tak. Racja. Poparłem ;)

Z tego samego popołudnia.
Weronika jest już na tyle duża, że mogę ją posadzić na kolanie. Na drugim kolanie – Zosia. No ojciec na całego :)

Balkon skończony.
Reszta w trakcie porządków.
Miło jest usiąść sobie na własnej kanapie ;)

Zosia sprawiła nam dużą przyjemność – w tygodniu Dziadek Dzw. podrzucił moje babeczki do domu. Szkrab wchodząc do łazienki ocenił:
- Jak tu ładnie!.
Jednak ogólny stan oceniony został na „straszny tu bałagan – Dziadku – wracajmy do Babci”.

Empatia

Brak komentarzy

Zosia z Ciotką Moniką na balkonie. Wieszają flagę z okazji święta (lepiej późno niż wcale;).
Mała „niechcący” strąca z balkonu kawałek drewna – element półki z pokoju dziewczyn. Wychyla się natychmiast i woła:
- Nic Ci się nie stało?!

Ciotka Monika chwali za empatię :)

Zosia. Jest.

Przytuliła się do każdego jak należy.

Siostrą nie mogła się nacieszyć – podbiegała, przytulała, piszczała, trzęsła się z emocji – udało jej się jednak opanować na tyle, że nie gryzła :)

Nie odpuściła w wymuszaniu płaczem. Nadal stosuje stare chwyty. Czasami skutecznie – niektórzy domownicy nie potrafią się jej oprzeć.

Szczebiocze jeszcze więcej niż przed tygodniem. I chyba odrobinę wyraźniej (opinia Ciotki Paulinki)


  • RSS