zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 10.2007

Problemy ze spaniem

Brak komentarzy

To Weronika.
Zmiana – wieczorne wrzaski.

Hobby

1 komentarz

Zosia ma nowe hobby.
Polega ono na dekorowaniu otoczenia zawartością tub i butelek.

Zaczęło się od oliwki.
Potem – ketchup.
Dziś rano – balsam do ciała.

Jęczuś

Brak komentarzy

Zosia posiadła wiedzę. I umiejętność.

Jęczy.
Buuuuuuuuuuuuuuuuu! Eeeeeeeeeeeeeeeee!
Domownicy reagują i uspokajają.
Buuuuuuuuuuuuuuuuu! Eeeeeeeeeeeeeeeee!
I już jest szansa, że dostanie to, na co ma ochotę.
Buuuuuuuuuuuuuuuuu! Eeeeeeeeeeeeeeeee!
No choć Zosieńko, już dobrze, dobrze. Ojojojoj!
Buuuuuuuuuuuuuuuuu! Eeeeeeeeeeeeeeeee!
Mija „jak ręką odjął”…

Szok! Sensacja!
Nagłówki gazet tłustym drukiem:

NIKT NIKOGO NIE ZABIŁ!!!
;)

Za moich czasów…

1 komentarz

Czuję się jak stary dziad.

Patrzę na córkę, która gawędzi sobie przez komórę z Babcią G.

Komórę z aparatem foto 3.2 megapiksla i funkcją kamery, kolejnym obiektywem do rozmów wideo w sieciach 3G, wyświetlaczem LCD, dyktafonem, budzikiem, kalendarzem, odtwarzaczem mp3, radiem, grami java, Sinozębym i irdą, łączem USB do peceta i gniazdem na kartę pamięci…

Normalka – zdaje relację z tego, co dziś czy wczoraj robiła, snują plany na przyszłość. Gadu-gadu. Jak to panie.

Za moich czasów…
Za moich czasów to telefon był z czarnego bakelitu. Na korbę – taką prądnicę, która podnosiła alarm na centrali i „wyrzucała” klapkę z numerkiem telefonu.
Bateria podtrzymująca rozmowę stała na podłodze i była wielkości radia samochodowego. A rozmowa toczyła się dzięki porcji grafitu przyciskanego przez membranę w mikrofonie i cewce w słuchawce. Tak, jak porządnie wymyślił to pan Antonio Meucci i poprawił pan Edison.
A panie na centrali były najlepiej poinformowanymi babeczkami w mieście!
To były czasy…

Dziś irytuje mnie, gdy mam zasięg „na jedną kreskę” albo muszę ładować baterię co drugi dzień.

Co będzie irytowało nasze córki za lat dwadz… trzydzieści?
Że laser wyświetlający obraz na siatkówce oka nie koryguje automatycznie astygmatyzmu, a dźwiękowy implant w zębie słabo przenosi głębokie basy?

E! Za moich czasów. To były telefony…

Plotki , ploteczki

Brak komentarzy

Byliśmy wczoraj (niedziela wieczór) u Żuczków.
A tam… Pani Żuczkowa złożyła jajko i czeka. Musi, że ktoś z tego będzie!

Wizyta i zestawienie wzrostu naszych pociech uświadomiło nam (mi i Kasi) jak bardzo Zosia urosła. Kawał człowieka się z niej zrobił.

Dziewczyny rosną.
Zestaw odzieży, który został zabrany na czas remontu, uległ w znacznej części „przedawnieniu”.
Kasia musiała odwiedzić nasze mieszkanie w celu uzupełnienia garderoby.

Ze smutkiem spoglądam na stan bloga.
Głównie jestem w pracy – nawet nie mam czasu, żeby wybrać się z córami na spacer.

Czyli zbiór spostrzeżeń z pobytu u Dziadków Dzw.

—- Nie mów tak do mnie! —-
To cytat z Zosi, gdy mówią coś nie po jej myśli. Lub podniosę głos, kiedy już mocno przesadzi.
Tzn. robi dalej swoje, ale kręcąc głową mówi: Nie mów tak do mnie! Ale nie mów tak do mnie!

—- Awionetka z Ciocią Monią. —-
Zosia już wie, że Ciocia Monia przybędzie samolotem.
Na spacerze z Dziadkiem Dzw. wypatruje awionetkę krążącą nad osiedlem.
Z zadartą głową pokazuje Dziadkowi samolot i woła wytęsknioną Ciocię…

—- Babciu! Daj mi jeść. —-
Szkrab wbiega do sypialni dziadków i budzi Babcię Dzw.:
- Jestem głodna. Daj mi jeść.
Babcia – dobra kobieta – wstaje i robi kanapki. Zastanawia ją ciemność za oknem.
Rzut oka na zegarek. Jest czwarta rano :)

—- Naukowo wytłumaczone. —-
Ciotka Monika zaśmiewa się z Zosi, która w „naukowy” sposób tłumaczy jej świat,
kończąc zdania „… wiesz!” – albo podobnie je zaczynając ;)

—- Wołacz. —-
Wołacz – przypadek w zaniku, nie używany nawet przez redaktorów publicznego radia i telewizji.
Używany przez nas (jesteśmy okropni, nie?).
Dzięki temu nasz mały „naukowiec” zwraca się do otoczenia: ciociu Moniko, dziadku, babciu, wujku czy tatusiu.
I mówi WŁĄCZAM.

Primadonna

2 komentarzy

We wtorek rano okazało się, że pan od remontów powinien nosić jako strój organizacyjny baletki…

Od poniedziałku wchodzi nowa ekipa, a my dalej „przemieszkujemy” u Dziadków Dzw.
I nadal nikt nikogo nie zabił ;)

Za oknami jesień, z części drzew już nawet opadły liście.

Wróciła Ciotka Monika, co pozwoliło jej na zajęcie się szyją Zosi.
Bo szyja niezmiennie jest Cioci Moni.

Z naprawy wróciły również okulary. Zosia była bardzo zadowolona.

Na głowie Weroniki wyrosły długie i gęste włosy. Ciekawostką jest fakt, że znaczna ich długość nie powstrzymuje wcale przed sterczeniem w malowniczym „kogucie”. Podsumowaliśmy to krótko: skazana na grunge. Punk też może być – w ostateczności :)

Weronika kilka dni temu rozpoczęła naukę polskiego. Doszła już do uuuuuuuuuu. Dużo ćwiczy. Ćwiczy również rozmaite minki i spojrzenia. W kwestii minek ludzie dzielą się na oczarowanych i takich, którzy nie widzieli naszej najmłodszej :)

Jeśli już mowa o mówieniu – Zosia nie pozostaje w tyle. Od około tygodnia znacznie poprawiła się wymowa i „rozumialność” naszej pociechy. Dla mnie to był skok jakby z dnia na dzień.


  • RSS