zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 8.2007

Tata chrapie

4 komentarzy

Rano mała komentuje (ja wciąż śpię):
- Tata chrapie jak pingwin.

Starsza Siostra, Zosia, rozwija się wspaniale.

Kłopoty z chwilowym uwstecznieniem się i uciążliwości w zachowaniu wywołane pojawieniem się Młodszej Siostry traktujemy jako przejściowe.

To może w paru punktach.

Kochana.
Zosia biega i mówi:
- Wszyscy kochają Zosię!
Wszyscy gorąco potwierdzają i zapewniają o swojej miłości. Szczęśliwi.
Potem wyznaje np. Cioci Asi:
- Kocham Cię, Ciociu.
I Ciocia jest szczęśliwa.
Potem zajeżdżamy do bloku Dziadków Dzw., przywołujemy windę, winda zjeżdża, a nasza pociecha rozpromieniona przytulając się do drzwi wyznaje:
- Kocham windę!
Winda milczy…

Gaduła.
Potrafi nawijać sama do siebie nieprzerwanym potokiem słów. Lubi „rzucać” takie swoje frazy, typu: „A co wy tutaj robicie?”, „A kogut robi kuku-ryku?”.

Wie czego chce.
- Mamusiu, daj Zosi serka! (to przy kolacji).
- Dziadku! Wstawaj. Weź Zosię na spacer.
- Sama! Sama chcę! – tak przy wszystkim, co można robić samemu.
- Przeczytaj Zosi bajkę!
- Idziemy do Pani Sąsiadki oglądać zwierzątka. (Tak „zarządza” u Dziadków G.)

Hedonistka ;)
Zosia lubi przyjemności.
Jedząc coś dobrego głośno zachwala słowami „pyszne” albo „jakie dobre”.
Niemal do łez doprowadzała nas w trakcie konsumpcji owocowego loda, którego kupiłem jej podczas powrotu z weekendu u Dziadków G. Siedziała i po każdym „kęsie” wyrzucała z siebie słowa zachwytu:
- Ale pyszny lód!
- Jakiego dobrego loda kupił Tata Zosi!
- Ale dobre!
Same wykrzykniki, sam zachwyt. To, że się przy okazji nieziemsko wymazała nie miał już dla nas żadnego znaczenia :)

Uprzejma.
Lubi przysłodzić. Do codziennych zachowań małej weszły zwroty typu:
- Ale masz ładnie pomalowane paznokcie.
- Jakie masz ładne włosy.
- Jaki ładny(ładna) coś-tam (np. bluzka).
Jeśli nie jest onieśmielona nie zapomina również o podstawowych zwrotach, typu:
- O! Dziękuję Ci bardzo.
- Doooobry wieczór!
- Do widzenia.
- Posze, posze (proszę – jeśli nie działa „Daj Zosi!”).

Jestem Zosia.
Na nazwanie jej inaczej niż „Zosia”, np. Zosia Samosia, reaguje:
- Nie jestem Zosia Samosia. Jestem Zosia… (i tu następuje podanie nazwiska i adresu z numerem. Czasami podaje też miasto zamieszkania.)
Jest w tym cholernie konsekwentna. I nie nudzi się.

Właśnie minęły.

Przez te dwa miesiące nasz szkrab w miarę unormował się w sprawach kolkowo-żołądkowych, nauczył się czarująco uśmiechać, zaczął „gurzyć”, polubił kąpiele i przeszkolił Mamę w kwestii swej „obsługi”.

Po kolei (niekoniecznie w kolejności).

Uśmiech.
Uśmiech rozanielony. Uśmiech połączony z wejrzeniem zakochanych oczu. Uśmiech pojawiający się na widok nasz i innych członków rodziny. Uśmiech zniewalający.
Uśmiech pojawiający się nawet bez wyraźniej przyczyny – jako wyraz zadowolenia z braku uciążliwości, najedzenia, a niejednokrotnie i wypróżnienia…

Kąpiele.
Po obniżeniu wody do temperatury letniej, poniżej zakresu skali temperatur zalecanych przez producenta termometru, nasza pociecha przyjmuje kąpiele bez jednego słowa protestu. A nawet z uśmiechem. Tym uśmiechem, co wyżej :)

Gurzenie.
Tak Mama fachowo określa dźwięki wydawane przez Weronikę. Weronika szuka już nie tylko kontaktu wzrokowego, ale „zaczepia” i odpowiada w paśmie akustycznym ;)

Obsługa.
Mama świetnie już sobie radzi z komunikatami i poleceniami Weroniki. Dwa miesiące spędzone razem zrobiły swoje. Mama wie, kiedy małej musi się odbić, kiedy ma pieluchę do wymiany, a kiedy jest głodna.
W dowód uznania dla starań Mamy Weronika potrafi tylko raz w nocy budzić swą „jadłodajnię”.
Drugi raz budzi już rano. O piątej. I od tej pory nie idzie spać np. do dziewiątej ;)

A na koniec dwie rzeczy przypomniane przez Mamę.

To powinno być „numero uno” całej notki:
Weronika sama zasypia! Po doświadczeniach z Zosią, noszeniu na rękach, cudach-nie-widach – Weronika usypia sama. No nie możemy się nadziwić!

Rzecz druga – Weronika z Mamą była wczoraj na pierwszej „babskiej” imprezie. Mama odwiedziła swoją koleżankę w Wołczkowie. W/g słów Mamy:
- Weronika zachowywała się bardzo przyzwoicie.

Ściana

Brak komentarzy

Zatrzymaliśmy się na ścianie.

Zosia, starając się zwrócić na siebie uwagę – właściwie odwrócić ją od Weroniki – załatwia się w rozmaitych miejscach.
Na dywan, na fotel, pod ławą, w pokoju Ciotki Paulinki.
Kupa na dywanie u Dziadków Dzw. stała się widokiem prawie równie powszechnym jak okruszki od chleba rozrzucone przez małą przy posiłku.
Zalecamy nie mylić jednych z drugimi…

Drastycznie, nie?

Jest drastycznie!

Kiedy Weronika śpi i nikt na nią nie zwraca uwagi – jej starsza siostra zachowuje się wzorowo: woła o nocnik, słucha się, nie stara się „wymusić” uwagi.
Kiedy pojawia się w pojęciu małej „konkurencja” – pojawia się zupełnie nowa Zosia. Zosia niszczyciel, potrafiący realizując swoje zamysły doprowadzić w kilka minut do…
No. Do ściany.

Jeśli jest gdzieś do nabycia cierpliwość, najlepiej od razu całe morze – proszę o namiary.
Pilnie.

Dobranoc

Brak komentarzy

Wracam późno do domu.
Wchodzę do pokoju do usypiającej Zosi.
Chwilę rozmawiamy.
- Dobranoc Zosiu.
- Dobranoc Tato.

Obowiązkowa lista opowieści o „wiejskim tygodniu”, zwłaszcza tekstach Zosi.

Zasłyszane przez Dziadka G.:
Zosia wchodzi do garażu, rozgląda się i sama do siebie:
- Co by tutaj zrobić?

Weronika „komunikatywnie” przygląda się otoczeniu, czarującą i rozbrajająco uśmiecha się do wszystkich.
W trakcie jednej z bezsennych nocy mama przy każdym kolejnym wstaniu i podejściu do marudzącego szkraba witana jest serdecznym i rozbrajającym uśmiechem.
No jak się złościć?

Zasługuje na osobną notkę.

Wnoszę Zosię po schodach. Stawiam przed drzwiami, otwieram je.
Czekam. Zosia nie może się zdecydować: wchodzić czy nie?
Poganiam słowami:
- No! Wskakuj Zosiu do domu!
Zosia przyjmuje pozycję Małysza na rozbiegu i… przeskakuje przez próg.

Właśnie wróciłem do domu.
Pogoda paskudna – w zasadzie cały czas pada.

U Dziadków G. Zosia z zazdrości o Babcię G. ugryzła (po raz kolejny już, choć nieliczny) Weronikę. Tym razem sprytnie symulując przytulanie ugryzła szkraba w brzuch. Jedyny ślad to niewidoczna, ledwie wyczuwalna plama od śliny na wdzianku Weroniki. Oj Córcia Córcia! Kiedy to się skończy i zrozumiesz, że jesteś tak samo ważna dla nas jak zawsze?

Byliśmy dzisiaj z Weroniką u speca, który obejrzał jej „nóżkę bardziej” i stwierdził, że to czysta kosmetyka. Mamy się zgłosić po ósmym miesiącu życia szkraba. Wtedy będzie można przeprowadzić zabieg „naprawczy” bez zbędnego ryzyka związanego z wiekiem pacjentki.

Po powrocie ze szpitala poszedłem z Zosią na plac zabaw – do kałuży. Nasze szaleństwa z bieganiem i przeskakiwaniem przez kałuże zakończyły się upadkiem i wypełnieniem wodą kaloszy.
Ale zabawa była tu najważniejsza!

Wczoraj odwiedził nas poeta Adam z małżowinką i latoroślą.
Latorośl nad wyraz spokojna. Leżąca i niepłacząca. Cichutka.
Nasza latorośl w tym czasie wrzeszczała.
Niespokojnie i głośno. Machając kończynami.
A starsza – dokazywała, popisywała się, zwracała na siebie w każdy możliwy sposób uwagę. Zwłaszcza w możliwie dokuczliwy ;)

Plac zabaw

4 komentarzy

Trzeba pilnować Zosię.
Kasia opowiada, że nasza pociechę trzeba stale pilnować. Zabiera się za konsumpcję znalezionych przedmiotów.
Ktoś zgubił paluszka – pycha!
Lizak koło śmietnika? Mała mówi: „tylko popatrzeć, tylko popatrzeć”. Kasia wyrzuca znalezisko przy protestach malucha, który namawia do umycia smakołyka ;)
Szkło znalezione w piachu też znalazło się jakimś trafem w ustach. Szczęśliwie bez większych konsekwencji.

Weronika waży 5,440.
Szczepienie na żółtaczkę i jeszcze pięć innych paskudztw.
180pln.
Nie płakała zbyt mocno.
Następne będą tańsze.
Jeszcze mniej będzie płakała… Mama ;)

Weronika szczepienie zniosła dzielnie.


  • RSS