zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 7.2007

Szajba

Brak komentarzy

Zosia:
Jeden głębszy.
Nalałem Babci Dzw. odrobinę nalewki wiśniowej – jakieś 60%. Zosia skorzystała z faktu, że Babcia ma zajęte ręce Weroniką podchodzi i przechyla kieliszek.
Szybko łyka (wie, że rozrabia, więc się spieszy).
Zaczyna płakać.
- Piecze! Aaaaaa. Piecze.
Niosę ją do łazienki, licząc, że może część odda. Nie oddała. Zapiła wodą.
Odrobinę bardziej radosna niż zwykle była przez jakiś czas potem.

Woła o nocnik
Od dziś. Będę pisał o postępach.
W nagrodę dostaje żelowe misie.

Gryzienie
Dwa ataki przepuszczone jednego dnia przez Zosię na Weronikę. Przy jednym byłem. Zosia pochyla się nad młodszą siostrą i – niby całując – gryzie ją policzek. Wrzask. Pierworodna ląduje w kącie. Wie, że źle zrobiła. Nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego. My też nie…

A Weronika:
Wrzeszczy.
Bez gryzienia też.
Strasznie.
Kolki…

Niewybieganie
Niewybieganie objawia się słowotokiem i bieganiem po mieszkaniu w poszukiwaniu zajęcia. Często takiego, które natychmiast zwraca naszą uwagę. Mocno zwraca naszą uwagę. Musimy natychmiast reagować :)

Szajba
Niewybieganie + wrzask Weroniki (kolki i kolki) tworzy odpowiednią atmosferę. Szajba to najlepiej opisujące ją słowo…

i niezauważenie.

Dziewczyny od niedzieli u Dziadków G.
Zosia gania bez pieluch – Kasia stara się ją nauczyć korzystania z nocnika. Z efektem różnym.
Weronika – chwilowa poprawa wyglądu skóry pozostała chwilowa. Już się nie polepsza. W poniedziałek najprawdopodobniej znowu wizyta u dermatologa.

A w perspektywie wizyta u Joaśka i Tusia (jutro) i na wsi u Dziadków G. (niedziela).

Co w tym tygodniu.
Weronika była z Mamą (a właściwie to chyba odwrotnie) u dermatologa.
Maść z antybiotykiem i lek recepturowy.
Jest poprawa w wyglądzie skóry twarzy i czoła – ropne krostki znikają i nasze maleństwo przestaje wyglądać jak pryszczata małolata :)
Trądzik po ojcu?

Zosia.
Martwimy się o szkraba.
Myślę, że Kasia najlepiej to opisze.
A trzeba wiedzieć, że przegląda bloga i robi notatki. Będą komentarze od Mamy!

Nie nadążam. Co dwie córki, to nie jedna.
Pomoc mamy w prowadzeniu bloga natychmiast potrzebna.
Mamie potrzebna dodatkowa doba na każde 24h.
O ile ogarnięcie wydarzeń trzyosobowej rodziny jakoś mi się udawało – tak teraz coś „nie za bałdzo”…

Dziś dziewczyny były u Dziadków Dzw.
Dziadek Dzw. sprawdził wyniki Ciotki Pauliny – dostała się na jedne studia. Teraz konieczne ponowne sprawdzenie – czy dostała się również na, na których Jej zależało.

Zosia ma:
- anginę i zapalenie dziąseł;
- antybiotyk i lek osłonowy;
- stany podgorączkowe;
- osłabienie i zimne kończyny;
- marudzenie i ogólne „rozbicie”;
- niejedzenie i płacz przy posiłkach;

Dziś zrobiliśmy mały wypad do Dziadków G.
Słówko o jedzeniu.
Nie chce nic specjalnie jeść, ale torta, którego Babcia G. zrobiła dla Wujka Artura, zjadła spory kawałek. Upominając się o więcej :)

Zosia ruszyła w obowiązkowy obchód posesji Pani Sąsiadki.

Cielak, prosiaki, kaczuszki i kaczki, gąski, kury, kot…

Towarzyszę jej przy drugim obchodzie.
W oborze pokazując cielaka stwierdza:
- Nie ma mamy.
Pani sąsiadka tłumaczy nam, że mama pasie się na łące.
Chlew. Wskazując na maciorę:
- To jest mama.
Zapachy jak zwykle jej nie przeszkadzają…

Z przyniesionym przez jednego z bliźniaków kotem miała problem – nie bardzo wiedziała, do czego to zwierzę może służyć. Pogłaskała go po głowie i dała spokój.

Obejście z małymi kaczkami (takimi mieszczącymi się w dłoni).
Zosia kuca nad pełniącym rolę miski kaflem od pieca. W kaflu niezbyt świeża woda.
- Tu jest zapach. Trzeba wylać wodę i nową przynieść.
Sąsiadka zaczyna się tłumaczyć (serio), że dziś rano wlewała.
Przekonujemy szkraba – odpuszcza ;)

Całą tą wycieczkę obserwowałem z niepokojem Zosię, bo chodziła już jak lunatyk. Było dopiero odrobinę po osiemnastej, a wymęczenie chorobą dawało już mocno o sobie znać.
Szkoda nam naszego szkraba.

Rano Kasia podała mi Weronikę na ręce.
Mała podniosła głowę i… spojrzała na mnie!
Rozbiegane i zezujące dotąd oczy zostały zmuszone do skupienia się na mojej twarzy.
Miło.
Cały dzień Werka patrzyła już na świat „z sensem” :)

Kolki.

Coś sobie śpiewam – z radiem.
Zosia marudzi:
- Nie śpiewaj! Nie śpiewaj!
- Możesz śpiewać ze mną jak chcesz, ale nie możesz mi zabronić (odrobina okrucieństwa ;)
- Zosia nie może śpiewać – stwierdza mała – bo Zosia ma małą buzię. Jak będzie miała dużą buzię to będzie śpiewała.
:)

Horror

Brak komentarzy

Zosia ma smarowane dziąsła barwiącym na fioletowo mazidłem.
W wyniku stawianego oporu pomazane ma również usta.

Wchodzę wieczorem do pokoju małej, bo dochodzi mnie marudzenie.
W półmroku w łóżeczku siedzi postać żywcem wyjęta z „Szóstego zmysłu”. Jak ktoś pamięta wymiotującą dziewczynkę/ducha to będzie wiedział, o czym mówię.

Tak nieprzyjemnie mi się zrobiło w pierwszej chwili…

A dziewczyny rosną.

Weronika – kolki
Zosia – angina i zapalenie dziąseł.
Kasia – jakiś wirus.
Ja – zarabiam na chlebek.
Przypominam się z wpłatami na masełko dla córek, bo jakoś nie było odzewu ;)


  • RSS