zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 6.2007

Oczko

Brak komentarzy

Potem się wyjaśni.

Dla nas również.
Weronikę wypisano ze szpitala z fantastycznymi wynikami.

Nikt nie zauważył, że mała ma jedną nóżkę bardziej. Tzn. u prawej trochę jakby więcej palców niż trzeba. Czwarty zrośnięty jest z piątym, który jest szerszy i ma „podwójny” (na szerokość) paznokieć. Kształt paznokcia też przypomina połączenie dwóch egzemplarzy.

W zbliżającym się tygodniu musimy odwiedzić specjalistów, którzy prześwietlą i ocenią, co dalej robić.

I uściślą ile tych palców jest ;)

Jest to proces trwający, więc myślę, że będę wracał do tego miejsca z kolejnymi uwagami.

Pierwszy wieczór po wyjściu ze szpitala.
Siostry spotykają się u Dziadków Dzw.
Postanowiliśmy specjalnie ze względu na Zosię „posiedzieć” odrobinę u Dziadków – żeby miała czas oswoić się z nowym domownikiem w „kontrolowanych” warunkach (a nie w jakimś samochodzie, w pośpiechu i byle jak.)

Pierwsza reakcja – ignorujemy.
Mama – owszem – przytuliła się do mamy, ale bez wylewności.
Do Weroniki podeszła po dłuższym czasie.
Dziadkowie cali drżący o młodszą latorośl ciągle upominali pierworodną: a to nie dotykaj, a to ostrożnie, uważaj, nie można…

Zosia – już po przyjeździe do domu – przestała mówić.
Zaczęła piszczeć i krzyczeć – żeby to na nią zwracać uwagę.
A uwagi potrzebuje masę.

Do zalet zachowania Zosi zaliczyć można opiekuńczość i zupełny brak złośliwości czy prób „zaszkodzenia” siostrze.
Podobno u innych bywa to różnie, więc się cieszymy.

Wracając do uwagi, którą trzeba Starszej Siostrze poświęcać.
Okazało się, że przy narodzinach drugiego dziecka Ojciec najbardziej potrzebny jest temu… pierwszemu.
W związku z opłakanym stanem Zosi postanowiliśmy spędzić weekend bez gości, bez wizyt i znajomych (piszę to 01-07-2007).

W sobotę, mimo wizyty Babci G., wybrałem się z małą do bawialni, potem na plac zabaw.
W ramach „wypadu” zafundowano:
- godzina na bawialni
- 5x karuzela (siedzi się na kucyku, sztuk kucy jest 2)
- balonik w kształcie pegaza.
Na placu zabaw mała mogła pobiegać sobie i pochlapać się w sporej kałuży, jaka znajduje się na środku asfaltowego boiska.
Chlapanie wodą, zabawa w piachu, chlapanie wodą… – mała wróciła do domu mokra i brudna.
Ale zaczęła się zachowywać jak przed urodzeniem Weroniki. Spokojna, wyciszona, mówiąca normalnym głosem – bez tych wszystkich wrzasków i krzyków próbujących przypomnieć o istnieniu.

Choć nie do końca.

Może w/g wieku – w skrócie.
Mama: dołek poporodowy.
Ja: robię przetwory.
Zosia: odrobinę histeryczne zachowania zmuszające nas do zwracania na nią uwagi.
Weronika: na zmianę je i śpi. Czasem popłacze.

Pierwsza noc.
Na pomoc przyjeżdża Ciotka Paulinka.
Najpierw pomaga „przy” Zosi, potem przy słoikach.
Dzięki!

Do sypialni zawędrowałem po trzeciej. Padnięty. A tam…
Dla Mamy to noc bez spokojnego spania. Właściwie to bez spania – bo co to za spanie. Starsza Siostra tak wczuła się w rolę, że kilkukrotnie wstawała, żeby „pomagać” Mamie.

Dopiero teraz jest czas, żeby coś napisać.
Właściwie tylko zaznaczyć fakt.

Niespodziewanie szybko.

Około dziewiętnastej byliśmy w szpitalu.
A już od godziny 21:46 Zosia ma młodszą siostrę – Weronikę Annę.
Weronika urodziła się mając tą samą długość co Starsza Siostra (56 cm), jednak waży „odrobinę” więcej.
Położna podczas ważenia powiedziała:
- O Jezu!
Nie wiem czemu ;)
Waga pokazała 3,965 Kg.

Wszystko wczoraj.

Już można dzwonić.

S.O.S.

6 komentarzy

Skurcze.
Zosia u Teściów.
Wychodzimy z domu.
Trzymać kciuki za Babeczki.
Nie dzwonić przez najbliższe 48 godzin. :)

W czasie popołudniowej drzemki szkraba (i mamy ;) pojechałem na zakupy.
Na liście: makaron. Kupiłem rurki.

Po przebudzeniu nasze szczęście zażyczyło sobie… makaronu.
Woda na makaron wstawiona. Zamknięta paczka czeka na kuchennym blacie. Zosia sięga po nią i próbuje otworzyć swoim plastikowym widelcem.
Tłumacząc, że surowy makaron jest twardy i nie nadaje się do jedzenia, otwieram paczkę i podaję jedną rurkę.
Mała wącha i stwierdza:
- Pachnie.
Po czym – mimo odradzania – zaczyna gryźć.
Po chwili słyszymy:
- Pyszne.

Już mieliśmy wyłączać wodę i z oszczędności zasypać serek z truskawkami makaronem prosto z paczki, gdy szkrab zaczął wypluwać „pyszny” makaron…
„Nie udało się” :)

Rano Babcia Dzw.
Potem Dziadkowie G.
Wieczorem Dziadek Dzw.

A teraz z zupełnie innej beczki.
Zosia różne rzeczy opowiada. Opisuje sobie ten świat.
Rano, po przebudzeniu, staje przy kołysce (tak – dzięki uprzejmości Żuczków mamy w domu kołyskę :) i mówi:
- Tu będzie leżała Weronika. I będzie wołała „maaama! maaama!”
Co za zdolne dziecko nam na świat przyjdzie…

Zapytana przez Dziadka Dzw.:
- Gdzie masz tatę?
- W pracy. Zarabia na chlebek dla Zosi i Weroniki.
Także jakby ktoś miał na masełko dla moich córek – proszę o podanie adresu e-mail – podam numer konta do przelewu ;)

Keczup

Brak komentarzy

W czasie wizyty Martynki.
Na stole pojawił się talerzyk z keczupem – Mama jadła z min parówkę.
Zosia zanurzyła palca i oblizała.
Ostry jest! Naprawdę!
Pobiegła popić sokiem – jak po „jednym głębszym”.
Po drugim razie – tzn. drugim spróbowaniu keczupu – zaczęła pluć na podłogę.
Bardzo niezadowolona.
Na tym skończyła się degustacja.

Odwiedziły nas.
Zosia zaczęła od małego popisu, kładzenia się na podłodze i przykrywania kocykiem. Standard. Szybko skończyła.
Ciotka stwierdziła, że nie może się napatrzeć na małą – co w zasadzie rozumiemy: niebieskooki szkrab w niebieskich okularkach, z kręcącymi się rudymi włosami… Sami nie możemy się napatrzeć.

Coś z życia – nie o Zosi.
Bardziej o Weronice.
Wieczorna rozmowa o nieuniknionym porodzie. Kasia skarży się, że przytyła w ciąży czternaści kilo.
- Nie przytyłaś Kochanie – zapewniam – tylko przybrałaś. Policz: sześć kilo Weronika…
Atmosfera została rozładowana ;)


  • RSS