zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 5.2007

To drugi z rzędu dzień, gdy Dziadek Dzw. zabiera szkraba na spacer.
Wczoraj był napraaaaaawdę długi spacer – trzy godziny na nogach.

Dziś:
- sklep i cukierki (mam lizaka i cukierka!)
- sama położyła się spać, bo jutro jest wizyta..
Potem rozwinę

Rozwijam.
Dziadek wyszedł z małą na spacer (ma prikaz nie kupowania słodyczy). W chwilę potem Kasia wychodzi do „naszego” warzywniaczka po jakieś drobiazgi.
Zastaje tam… wiadomo.
Dziadek kupił jej lizaka.
Pani sprzedawczyni dała cukierka.
Wchodzącej na to mamie rozpromieniona oznajmia spoglądając na jedną rękę:
- Mam lizaka!
I na drugą rękę:
- I mam cukierka!

Wieczorem Kasia zachęca szkraba do szybszego pójścia spać, bo rano, jak tylko wstaniemy, jedziemy w odwiedziny do Kalinki.
Zosia sama kładzie się po kąpieli w łóżeczku, oznajmiając, że musi iść spać, bo rano jedzie do koleżanki.
Tego dnia nie było czytania bajek, napominania o konieczności pójścia spać itp.
Magia!

Drobna Pani z Wielkim Brzuchem przeżywa katusze. Strasznie duszno jest przez ostatnie dni w naszej wiosce z tramwajami. Gorąco i duszno. I ołowiane chmury.

Drobnej Pani z Wielkim Brzuchem obrzękły kostki u nóg. Odczytuje to jako niechybną oznakę przyspieszonego porodu Weroniki. Albo zatrucia ciążowego. Albo…

Wielki Pan z Wielkim Brzuchem stara się zachować spokój, mimo że jemu napuchła twarz. To niechybna oznaka niewłaściwego trybu odżywiania.

Zosia, dziecko Państwa z Wielkim Brzuchem, nic nie wie o meteopatii, nadwadze, wcześniakach i zatruciu ciążowym. Nie wie nawet, że kaszle przez sen i krztusi się w związku z katarem. Państwo z Wielkim Brzuchem podnoszą śpiącą na ręce i poklepują po plecach. Ulga…

- Piotrek! Puść bajkę! – rzucił szkrab, gdy przestała „lecieć” kolejna część Misia Uszatka na DVD.
- Co? Ale ja jej się nie przedstawiałem! – skomentował Piotrek ;)

Kalinka.
Kumpela Zosi nabyta „w pakiecie” z kumpelą mamy.
Wizyta w domu na obrzeżach miasta (właściwie to już inna wioska ;). Masa atrakcji: od plenerowego dmuchanego basenu i wylewania z niego wody (żeby pochlapać stopami w kałuży), biegającego po posesji kota, cukierków, arbuza, czekolady i – tu ukoronowanie – wyprawy na lody.
Zosia nie chciała wracać do domu.
I to powinno starczyć za komentarz.

Mycie głowy.
Każda zbliżająca się kąpiel jest poprzedzana serią zapewnień ze strony Zosi: Nie trzeba myć głowy.
Niestety – dziś był dzień, gdy mama musiała zaprzeczyć i zasugerować szkrabowi, że jednak: „Chyba trzeba głowę umyć, bo już jest brudna”.
Mała szła do wanny z płaczem, że będzie myta głowa, a ona tego nie lubi. Co ważne: SZŁA do wanny – nie próbowała się gdzieś chować czy uciekać.
Po spłukaniu włosów szkrab rzucił swoje „nie trzeba myć głowy”, co zostało skwapliwie potwierdzone przez mamę.

Wybieramy się z Mamą, małą i Ciotką Paliką w odwiedziny do Dziadka Dzw., do szpitala.
Zosia akceptuje fakt, że wyjazd jest do dziadka – do momentu, gdy go widzi. Wtedy wtula się we mnie zawstydzona i nie chce się przywitać. Nie lubi zaskoczeń – „jej” dziadek w jakimś nieznanym miejscu, w piżamie…
Gdy się odrobinę rozbrykała miałem pełne ręce roboty z bieganiem za nią po sali i pilnowaniem, żeby nie kładła się na pustych łóżkach ;)
Na pożegnanie Kasia została opieprzona przez lekarza robiącego wieczorny obchód – że wprowadza dziecko do szpitala, a tu straszne zarazki i „w ogóle niebezpiecznie”. Ciekawa jest przyjęta konwencja, że to matkę się opieprza za prawdziwe lub wyimaginowane winy lub niedopatrzenia związane z dzieckiem.
Ojciec jest niewinny i pomijany w procesie opieprzania/upominania.

Wieczór. Opowiadam Ciotce Palice, że Zosia nie opanowała jeszcze samodzielnego wychodzenia nocą z łóżeczka (mimo wyjętych szczebelek). Mija kwadrans, otwierają się drzwi… nasz szkrab wbiega roześmiany wołając „Już nie śpię!”.
I po mojej radości.
Piszę notatkę dwa dni po fakcie (tzn.: data jest prawidłowa, treść uzupełniam z opóźnieniem). Do tego czasu zdarzyło się małej wylecieć o pierwszej w nocy ze swego pokoju. Zobaczymy, co będzie dalej…

Zosia, po drzemce, siedzi na krzesełku i wcina lizaka.
Zaskoczeni słyszymy:
- Tatuś, powiedz otomatopeja.
Prawie dokładnie jak powinno być!

Zachwyt. Zosia wniebowzięta. Dostała napój w butelce z korkiem i czekoladę. Sukienka i inne ciuchy już nie miały znaczenia. Wujek był dla niej „Wielki”.

Wpadli na chwilę odwiedzić moje dziewczyny.

Nie mogli się nachwalić małej po sobotnim spacerze i razem-przebywaniu.
Zosia nie mogła się nacieszyć i naprzytulać do Dziadka.
Sielanka.

Po południu mama ma wychodne – z małą wybieramy się do spacerującego ze swą pociechą Taty Żuczka. Przy wysiadaniu z auta wita nas deszcz – idziemy do domu, gdzie Zosia ze sporym zaangażowaniem bałagani w zabawkach Karolajny.
Karolajna z marsową miną broni swej własności przed „intruzką”.

Zosia przy wysiadaniu z auta – z myślą o zajęciu miejsca kierowcy:
- Może mi się uda się.

Zosia się wykazała.
Wytrzymałą całą imprezę w domu bez narzekania i „chcę do domu chcę do domu”.
Może świnka morska trochę na tym ucierpiała, bo mała nie przestawała jej karmić. W klatce lądowały kolejne porcje sałaty, suchej karmy, siana, surówka z kapusty z majonezem…

Generalnie cały czas pobytu na imprezie mogliśmy poświęcić na konsumpcji kolejnych dań: przepysznych, przesmacznych, przednich…

Z wypadu Zosia przywiozła do domu wózek od Martyny – ten sam, który kiedyś Chrzestna kupiła jej do kompletu do lali „New Baby Born”.
Wózek z w/w lalą to już trzeci mały, nie wliczając dwóch „dużych”, które mamy na stanie…

Ogłoszenie drobne:
Dodatkowy pokój dokupię! Może być do remontu lub zadłużony. Pilnie!


  • RSS