zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 4.2007

Kreatywna

Brak komentarzy

Po powrocie do domu przynoszę sobie stołeczek i siadam obok rysującego szkraba. Rysujemy razem. Kwiatki w ziemi, pająki, marchewki, świnki, samochody, kaczki…
Potem odwozimy mamę na lekcję (Ty uczysz w mojej klasie języka…).
Po powrocie Zosia, po dokończeniu kupionej przed chwilą w sklepie bułki, sama przynosi stołeczek i stawia obok swego stolika.
Narysowałem czarnego pająka. Zosia zamazuje go czarną kredką i stwierdza:
- Schował się pająk. Pod ziemią.

Kierowca

1 komentarz

Mała lubi sobie pofantazjować, że prowadzi auto. Najczęściej przy wysiadaniu. Kasia rozpina małej szelki i wychodzi z auta. Ja opuszczam swoje miejsce i idę po szkraba. Szkrab w tym czasie przeskakuje na fotel kierowcy, chwyta za kierownicę i „jedzie”.
Czasami trwa dziesięć minut, zanim nadejdzie znudzenie (lub skończy się moja cierpliwość).
Dziś sam przywiozłem Zosię, otworzyłem drzwi, odpiąłem szelki i… chwyciłem wyrywającego do przodu szkraba.
Mała rzuciła smutno:
- Nie udało się.

Jedzenie

Brak komentarzy

Zosia po swojemu.
Zabrała na balkon u Dziadków Dzw. suchy chleb, zerwała rosnący tam szczypiorek, rozsiadła się w fotelu na świeżym powietrzu i pałaszowała ;)

Naprawdę niewiele do szczęścia…

Mycie głowy stanowi dla naszego szkraba poważny problem.
Generalnie płacze i mówi przez łzy „juuuuż juuuuż”, ale pozwala przy odrobinie zachodu z naszej strony głowę umyć.
Tłumaczymy jej cierpliwie, że wszyscy myją głowę, że to nic strasznego i żeby się tak nie przejmowała ;)

Wczoraj mała była z Dziadkiem Dzw. na placu zabaw.
Na placu zabaw piach jest potworny – wygląda jak wytrzepany z wycieraczki.
Położyła się w tym piachu na plecach. Głowa do mycia!

Po kąpieli tak opowiadała swoje przeżycia:
- Zosia płakała. Ale to nic nie szkodzi. Zosia nie lubi myć głowy, ale trzeba było głowę umyć, bo Zosia kładła się na piasku.

Właśnie skasowałem omyłkowo tą notkę!@^#^@^#^&^!!!!

Zosia wróciła ze spaceru z kwiatami dla mamy w jednej i lizakiem w drugiej ręce.
Zosia nauczyła się najważniejszego zwrotu w życiu dziecka. Brzmi on: trzeba kupić.

Tak zaczyna się ranek i popisy wokalne naszej pociechy.
Pewne jest, że nie potrafimy powtórzyć słów i melodii wyśpiewywanej przez Zosię. Pewne jest również to, że dźwięki wydobywające się z ust szkraba są w jakiś sposób melodyjną piosenką.

Zosia ma nowego kumpla.
Pingwina.
Pingwin jest bohaterem epizodu z bajki o Misiu Tommym. Sprzedaje słodycze i przysypia za ladą. Ze snu wyrywa go dopiero interwencja Misia Okruszka.
To w skrócie.

Zosia ciągle opowiada o pingwinie.
Rozmowa z dzisiaj – o tym, gdzie pingwina nie ma.
Zosia: A może nie ma go w pokoju?
Ja: A może nie ma go w kuchni?
I tak po kolei po wszystkich pomieszczeniach, gdzie być może go nie ma. Na koniec mała stwierdza, że pingwin jest w sklepie ;)
Zosia pokazuje mamie, gdzie są w domu półki ze słodyczami!

Ach!
Zosia „rzuca”:
- Pingwin kocha Zosię.
- Ja też Cię kocham, Zosiu – zapewniam.
- Wolę pingwin…

Karuzela

Brak komentarzy

Rano wyruszamy na spacer nad Głębokie.
Z Żuczkami, „w dwa wózki”, niespiesznie.
A tam lato.
Plaża wyłożona bladymi ciałami, tłumy (bez odrobiny przesady) spacerowiczów i rowerzystów.
Ponad dwadzieścia stopni!

Obiad.
Po obiedzie Żuczki udają się do siebie.
A my – sjesta.
Dopiero w okolicach piątej jedziemy na obiecaną szkrabowi karuzelę – wesołe miasteczko rozbiło się obok te-em-e.
Zosia piszczała – jak to ona – z radości, gdy wchodziliśmy na teren „miasteczka”. Już na karuzelach siedziała skupiona i poważna – bez przesadnej ekspresji w wyrażaniu zadowolenia ;)

Pokrzywa

Brak komentarzy

W czasie zabawy na ogródku sąsiadki z poddasza szkrab nasz natknął się na młodziutką pokrzywę.
Mama musiała szybko wracać do domu z rozkrzyczanym szkrabem.
Wspominała potem i opowiadała przejęta, jak to ją pokuło.

Następnym krokiem w kłuciu był kaktus – taki „gęsto zaiglony” (igły tworzą jakby meszek – nie znam nazwy) – mała skarżyła się nam, że coś w rękę ją kuje – dodawała, że kaktus. Po kilku minutach oglądania dłoni nic nie wypatrzyliśmy. Zosia narzekała. Dopiero przy świetle podającym bezpośrednio z okna (w promieniach słonecznych) udało się wypatrzeć cieniutkie igiełki wychodzące ze skóry szkraba. Teraz można było już pomóc.

We wtorek powiedzieliśmy Zosi, że mamy prezenty dla Joachima i Mateusza – i że będziemy do nich jechać z wizytą.
I tak już do końca tygodnia, przed każdym wyjściem z domu Zosia mówiła „Chima” – a my do końca tygodnia tłumaczyliśmy, że jeszcze nie teraz ;)

Może o chrzcie, który mnie i małą ominął – szkrab słodko przespał uroczystość w aucie – msza była po trzynastej – w najlepszym do spania czasie.

W domu u Ciotki Ireny było odrobinę gości, w tym mniej/więcej dwoje dodatkowych rówieśników Joaśka.
Obecność innych dzieciaków spowodowała, że ulubieniec Zosi odpychał ją „oschle”. Szkrab kilkukrotnie, ze zdziwieniem na twarzy próbował ponawiać swoje czułości – niestety – bez rezultatu. Ale i bez rozpaczy.


  • RSS