zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 3.2007

Ponieważ widzimy się pierwszy raz od kilku dni Dziadek kolejny raz wspomina „jak to Zosia mu buty wyczyściła”…

Wczoraj szkrab był na pomiarach.
Wzrost: 88cm.
Waga: 12kg.
Idealnie średnie wyniki dla swojego wieku – w samym środku „siatki centylowej” – jak po powrocie z przychodni mama cytowała panią doktor.

Zosia – prawdopodobnie w związku ze wspomnieniami z szycia ucha i potem ze zdejmowania szwów – strasznie płakała w czasie badań i pomiarów.

Gdy po południu siedziałem i jadłem obiad maluch opowiadał mi coś z przejęciem. Domyślam się tylko, że chodziło o w/w wizytę…

U Dziadków G.
Wśród przebojów weekendu:
- „opiekunka” Weronika skarży się na tatę;
- głowa kury.

Weronika skarży się:
- O rany, ja to chyba nigdy od tego mojego taty się nie uwolnię.
- Czemu?
- Bo on ciągle się do mnie MIZDRZY…

Głowa kury.
Jestem z małą na podwórku u Pani Sąsiadki – palę w wędzarni, Zosia biega z patykiem i trąca różne śmieci leżące na ziemi. Trafia na głowę kury.
- Co to?
- To jest głowa kury.
- Głowa kaczki – stwierdza jednak mała.
- Nie Zosiu, to jest głowa kury.
Zosia stoi kilka minut i trawi informację. Spogląda na biegające obok kurczaki, kaczki, obraca patykiem głowę. – Głowa kury – stwierdza w końcu.
Kilka godzin później, po południowej drzemce, przybiega do kuchni, zaczepia Babcię G. i pokazując na dwór mówi: „Głowa kury”.
Mocne przeżycie…

Ą Ę

Brak komentarzy

Babcia G. pyta szkraba, czy pójdzie z nią zobaczyć ogień.
- Chyba nie – pada kulturalna odpowiedź.

Ja!

Brak komentarzy

Puk puk do drzwi toalety.
Wołam:
- Kto to?
- To Zosia! – pada odpowiedź, a po chwili: To ja!.
I w ten zwyczajny sposób mała zaczęła mówić o sobie JA.

Zosia „nawija”.

Nawija do kotów na dworze, do lalek i misiów, do nas i nawet do siebie.
Opowiada, że się cieszy, że bawi się, że jest jej fajnie i jest zadowolona.
Nawija nawet do siostry Weroniki – każe mamie odsłonić brzuch, przytula się do niego, gładzi i… gada.
Pępek jest jakby odrobinę mikrofonem ;)

Mama potrafi wyłowić z tego potoku wymowy całkiem sporo sensownych informacji – reszta świata potrzebuje jednak ciągle tłumacza (zwłaszcza, gdy szkrab mówi coś „bez kontekstu”).

Wczoraj dziewczyny były u Dziadków Dzw.
Zosia zasiadła w przedpokoju, wzięła szczotkę do czyszczenia butów i wyczyściła „kamasze” Dziadka Dzw.

Tym jednym prostym czynem sprawiła, że jeden człowiek będzie szczęśliwy przez jeden miesiąc ;)

Dziadek gadał o tym cały dzień…

Córka – złoto.
Poszliśmy do „kosmicznego centrum” na zakupy. Małą nie interesowały zabawki. Interesowały ją schody ruchome i spoglądanie przez szklane barierki na przestrzeń centrum handlowego.
Na pytanie, czy chce, żeby dla lali coś kupić, padała zdecydowana odpowiedź „Nie!”.
Mama znalazła butelki z „sokiem” i „mlekiem” – takie z podwójnymi ściankami, które „opróżniają” się po odwróceniu smokiem w dół, a napełniają po postawieniu. Zosia, widząc, że prezent ląduje w wózku z zakupami zaczęła mocno protestować. Musieliśmy „przemycić” prezent tak, żeby nie widziała, że wkładamy go do koszyka.
Wózek dla laki też nie spotkał się w sklepie z przychylnym przyjęciem.
W domu było już dużo lepiej – Zosia nie mogła się nadziwić, że butelka po „wypiciu” mleka przez lalę staje się znowu pełna.
Mnie również napoiła mlekiem i sokiem – kiedy oddawałem „pustą” butelkę mała odwracała ją i mówiła „znowu!” – ponownie wręczając do opróżnienia.

Ach! Jeszcze wizyta w „małpim gaju”.
Szkrab poczuł się gospodarzem.
Pilnował, żeby wszystko było na swoim miejscu.
Jeśli więc wyleciały gdzieś z kojca piłki – Zosia zbierała je i zanosiła na miejsce.
Pomagała również pani zatrudnionej do pilnowania porządku w przenoszeniu kosza na piłki, a gdy ten został odstawiony w niewłaściwym (dla Zosia) miejscu – nie wahała się wziąć spraw w swoje ręce i ustawić go w miejscu i w sposób, który według niej był stosowny.
Masa radochy z obserwacji.
WSZYSTKO MUSI BYĆ NA SWOIM MIEJSCU!!!

A na koniec największe szczęście: karuzela.
Wyraz zadowolenia i radości, który odmalował się na twarzy szkraba po wrzuceniu do automatu monety wart był każdej kasy.

2 lata

Brak komentarzy

Jak zwykłem mówić: nie wiedzieć kiedy.
Rano złożyliśmy Zosi życzenia urodzinowe. Życzenia przyjęte z „życzliwym zainteresowaniem”.
Na popołudnie planujemy atrakcje i prezenty uzupełniające sobotnie prezenty – trzeba „obkupić” lalkę, której mała poświęca sporo czasu.

Mała zrzuciła na podłogę talerzyk z rogalikami.
Bałagan się zrobił.
Pobiegła do kuchni po zmiotkę i sama zaczęła zamiatać podłogę.
O losie! Niedługo mnie zacznie wychowywać… ;)


  • RSS