zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 1.2007

Wreszcie!
Rano odsłaniamy okno – a tam: ZIMA.
Kasię olśniło: Musimy kupić Zosi sanki…

Mama opisze dokładnie „naszej pociechy pierwszy spacer po śniegu”. A jest co, bo radości nie było końca.

Wzbudziła zachwyt faktem, że w czasie oglądania bajki siedzi spokojnie, skupiona, nie biega, nie rozgląda się – w zasadzie jakby jej nie było.

Dziś rano zapytałem szkraba: Gdzie wczoraj byłaś, Zosiu?
Zazwyczaj to mama odpowiadała, a mała potwierdzała.
Dzisiaj sama odpowiedziała, gdzie była. Potem – co robiła:
- bisie
- reszta potem ;)

Joasiek zaprosił Babcię G. na okolicznościowe przedstawienie do przedszkola.
Zaprosił również naszą małą z osobą towarzyszącą (w tej roli wystąpiła Kasia).

Ponieważ to blog Zosi, to będę pisał o niej.
Była zachwycona i czuła się dosyć swobodnie w otoczeniu „starszaków”. Dzieciaki ustawione były w półkole, a nasz szkrab w czasie oglądania położył się na podłodze i „doturlał” niemal do środka występujących. Ponieważ nie przeszkadzał ani nie zaczepiał nikogo – mama pozwoliła mu na to, czerpiąc uciechę z obserwacji.
Po występach Babcia G. zabrała swe wnuki na deser do pobliskiego lokalu.

Wypad zakończył się u nas. Na pożegnanie Zosia zgodnie ze swym zwyczajem uściskała serdecznie kuzyna. Kuzyn już jakby przywykł do czułości i nie robi już dziwnych, zakłopotanych min ;)

Wieczorem, gdy mama odpowiadała na pytania typu „łotsjołrnejm?” szkrabem zajmowała się Babcia Dzw.

Ach! Kasia wycięła, a Zosia własnoręcznie (dosłownie – malowała palcami) pokolorowała serca-laurki, które potem wręczyła dziadkom.
Mała bardzo przejęta tłumaczyła Dziadkom : „faba, faba” (farba).

Rozjazdy

Brak komentarzy

Na koniec tygodnia wyjechałem w sprawach „służbowych” poza dom. Powrót dopiero w niedzielę rano.
Dziewczyny – dla ułatwienia sobie życia – przeniosły się do Dziadków Dzw.

Dłuższy pobyt u Dziadków (i Ciotek, nie zapominam o Ciotkach ;) pozwolił małej na oswojenie się na tyle z otoczeniem, że pokazała swoje humorki.

Poszło o „Misia Uszatka”.
Skończyła się jedna bajka. Zosia podeszła do odtwarzacza, pokazała, że chce „uszatka”. Mama zakomunikowała szkrabowi, że bajek na razie starczy.
Wybuch histerii.
Płacz i krzyk.
Ciotki były zaskoczone: jak „ta wspaniała i spokojna, kochana Zosia” może się zachowywać jak rozpieszczony smarkacz?

Może.
Każdemu wolno mieć chwilę słabości ;)

Tym bardziej, że prawie na wszystko jej się tam pozwala. A tu nagle taki afront…

<———————————–>

Tata tata. Gdzie jest tata?

Dostałem SMS’a od Kasi:
„Zosia jak rano się obudziła to od razu wybiegła z łóżka szukając i wołając TATY. W ogóle wspomina Cię w ciągu dnia.”
To było miłe!

Z opowieści mamy:
Kasia przygotowuje coś w kuchni do zjedzenia.
Przybiega szkrab z okrzykiem: kupa!

O dziwo do zrobienia, a nie już wykonana ;)

No nie mogła się mama nachwalić szkraba

Jasienica

Brak komentarzy

Popołudniowa wizyta u Ciotki Asi.

Przebojem serce małej zdobył kolega P.
Rozśmieszał naszego szkraba, a ten z ogromnym rozbawieniem odpowiadał na zaczepki.

Zosia sięga po kubek nie-kapek.
Mama informuje:
- Tam nic nie ma.
Zosia:
- Nic nie ma. Puste jest.

Zosia cichutko siedzi pod stołem na balkonie.
- Co robisz Zosiu?
- Nie ma.
- Nie ma Zosi?
- Tak!
Zosia bawi się z nami w chowanego ;)

Tak mała „ochrzciła” swoich kuzynów.

We wtorek dziewczyny wybrały się do nich z wizytą.

Tuś (Mateusz) strasznie ją rozczula, przygląda mu się, stara delikatnie przytulać i głaskać.

Chim świetnie nadaje się do przytulania, ale dodatkowo można się z nim bawić bez ryzyka uszkodzenia (Chima, nie Zosi).

Zosia bawi się w kuzynem w chowanego (siedząc po przeciwnych stronach pufy). Nasz szkrab jest tak rozbawiony, że śmieje się w głos z odchyloną do tyłu głową. Wszystko to na plecach, pół-leżąc, podpierając się na łokciach (rzekłbym: „rozwalona”).

Naszło mnie takie wspomnienie czasu, kiedy Zosia zaczęła się śmiać. Najpierw tak niewprawnie, potem już głośno i na całe gardło. I tego, ile nam to dawało radości, jacy byliśmy zadowoleni i zachwyceni.
Nadal jesteśmy :)

Jak miło

Brak komentarzy

Rano córka wdrapuje się do łóżka.
Zostaję delikatnie „pacnięty” (takie niewprawne głaśnięcie) w głowę i dostaję całusa.
Jest mi cholernie miło.


  • RSS