zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 12.2006

Od wczoraj znowu mamy w domu „morsa” ;)
Mors pojawił się jako efekt przeciągu w sypialni Ciotki Paliki (jak ostatnio nazywa ją Zosia).

Mała pozwala na wycieranie nosa, posłusznie „wydmuchuje”, gdy ją o to poprosić, nie spiera się i nie protestuje.
Tu jest super!
Jest też problem: spanie.
W wyniku kłopotów z zaśnięciem i ciągłym budzeniem się mama przeniosła się na noc do sypiali szkraba.

Poniedziałek i wtorek u Dziadków Dzw.
Joasiek z Dziadkami G.
Katar u małej

Wizyta u Martyny

Wigilia

1 komentarz

Trzynaście osób przy stole – całkiem pokaźna „impreza”.

Mateusz – pierwsze spotkanie z całym gronem rodzinnym. Powszechny zachwyt.
Ciągle nie mogę uwierzyć, że nasz szkrab też kiedyś był taki mały..

Telefon od Mikołaja. Odebrał Joachim. Mikołaj był świetnie zorientowany w „sprawowaniu się” rozmówcy. Pochwalił, porozmawiał chwilę. Właściwie zadzwownił, żeby wytłumaczyć się z nieobecności: nie miał gdzie postawić sani i zostawił prezenty na balkonie. Joasiek skakał rozemocjonowany z radości!

Wśród prezentów znalazł się „Tubiś” – taki czerwony, z antenką, śpiewający „piosenkę” wymieniającą wszyskich swoich kumpli. Zosia rozczulona. Tuliła swego nowego kumpla w objęciach i nie rozstawała się z nim do końca wieczora.

Joachim wyjaśnia dziadkowi prezent. Dziadek G. ogląda z namysłem pudło z jakimś urządzeniem. Obraca na wszystkie strony… Do chwili, gdy wnuk nie krzyknął: „Dziadek! Dostałeś odtwarzacz płyt DVD!”. Twarz dziadka rozjaśnił błysk zrozumienia. Potem zadowolenia ;)

Force feedback.

Dziewczyny „kręcą” film dla Radka. . Stęsknione za bratem upamiętniają przebieg całego dnia.

Walka Babć o wnuczkę ;) Każda z nich chciała się zajmować naszym szkrabem. Obyło się bez rękoczynów ;)

Jak zwykle do syta…

Choinka

Brak komentarzy

W zeszłym roku odpuściliśmy – baliśmy się o szkraba, że krzywdę sobie zrobi.
Tym razem jednak nie oparliśmy się pokusie i stanęło u nas drzewko.
Horror zaczął się z momentem wieszania bombek (takich prawdziwych, nie „plajstikowych”). Bombki są niewielkie. Na tyle niewielkie, że szybko okazało się, że mała potrafi chwycić najbliższą zębami…
Wrzasnąłem na nią (nie wiem, czy mądrze, ale byłem mocno przestraszony) i berbeć zabrał zębiska. I ponowił atak!

Aleśmy się nagadali i natłumaczyli…
Czekamy i bacznie obserwujemy.

A z mniej traumatycznych zdarzeń – Dziadkowie G. przyjechali właśnie w chwili, gdy skończyliśmy ubierać drzewko.
Zosia – po długim niewidzeniu – podchodziła do dziadka „z odrobiną..”. Ale szybko jej przeszło.
Babcię, która już się trochę „podkurowała”, ciągała bezlitośnie po domu i namawiała do zabaw w coraz inne rzeczy.

Ze spostrzeżeń: Dziadek G. delikatnie strofuje szkraba, że nie powinien się kręcić w kółko, bo będzie mu się kręcić w główce.
Ale Zosię właśnie to kręci, że jej się kręci ;) Potrafi wywracać się, gdy nie może już utrzymać równowagi, po czym niezdarnie podnosi się u kontynuuje.
A już maksimum frajdy ma wtedy, gdy jednocześnie buja się na huśtawce i obraca się wokół własnej osi (najpierw oczywiście huśtawkę trzeba „nakręcić”).

Pamięć

Brak komentarzy

Naprawdę niezła.
Ta zosina pamięć.

Podbiega do półki i sięga po aniołka, którego dostała po przeglądzie uzębienia.
Na pytanie, ad kogo dostała aniołka, odpowiada „Cioci”. Po kolejnym, uściślającym pytaniu („A od której cioci?”) pada odpowiedź: „Magdy” (prawie idealnie wymówiła imię).

Nasza mała założy „Świński fanklub”. Jak tylko będzie w stanie pisać i korzystać z netu.

Po siedzeniu w kucki w chlewie u „Pani Sąsiadki” na wsi przyszła kolej na pogawędki ze świnką… morską w mieście.
U Martyny.

We wtorek dziewczyny były w odwiedzinach (jak zwykle dojechałem później).
Pod blatem w kuchni, w klatce, pomieszkuje od jakiegoś czasu wspomniany gryzoń. Zosia znikała na długie minuty, kucała i długo i z zaangażowaniem opowiadała śwince coś we własnym języku. Nie znamy ustaleń wynikłych ze spotkania ;)

Świnka wygrała z:
- mamą i tatą
- Martyną i Ciotką B.
- bajkami w telewizji
- … cokolwiek jeszcze by nie wymyślić.

Papuga

2 komentarzy

Nawet się nie spostrzegliśmy, a w naszym gniazdku zalęgła się papuga.
Powtarza po nas, czasem przedrzeźnia, czasem rozśmiesza. A czasem każe się zastanowić…
Jak dziś rano, gdy rozlałem stojący na parapecie kieliszek z nalewką (został z wieczora – nie zaczynam dnia od „głębszego” :).
Jęknąłem:
- Kurde!
Na co papuga z roześmianymi oczami:
- Kurde kurde!

Zaczyna się ;)
Kasia częstuje małą pomarańczą.
A ta tylko „siama siama!”.
Nie chce przyjąć do wiadomości, że niebawem idzie spać i nie chcemy, żeby się brudziła.
Awanturuje się przez dłuższą chwilę, krzyczy, odmawia ugryzienia kawałka owocu. Ulega, gdy przekonuje się, że nic nie wskóra.
Jutro pewnie znów spróbuje… ;)

Zosia pożyczyła wczoraj od koleżanki Zosi komplet „Bisiów” w wersji krasnoludkowej, tj. „na oko” 20 cm wzrostu każdy.

Gdy mała dała nam rano znać, że już nie śpi, pierwsze słowa, które od niej usłyszałem to były „Bisie”. Ręce wyciągnięte w kierunku zabawek.

Teraz nigdzie się bez nich nie rusza, tuląc wszystkie naraz i mozolnie układając sobie w objęciach, aby dało się jeszcze chodzić.

W celu ułatwienia córce poruszania się po domu (i podniesienia bezpieczeństwa szkraba – obydwie ręce obejmują kompanów) wypróbowaliśmy najpierw reklamówkę. Kasia wpakowała do niej „Bisie”.
Szkrab szybko oswobodził z niej swych przyjaciół.
Następny pomysł to wiaderko do piasku. Ten chwycił. ;)

Wersal

1 komentarz

Joasiek i Babcia G. z wieczorną wizytą.
Najzabawniejsza dla małej czynność to gonienie za zdalnie sterowanym przez kuzyna minisamochodzikiem.

Teraz Wersal :)

Goście ubierają się w przedpokoju, Babcia kuca założyć buty, a między nią a wózkiem przeciska się nasz szkrab.
I co mówi?
„Pasiam” (Przepraszam)
Naturalnie i bez zastanowienia.

A my? Jak to my: znowu zachwyceni…


  • RSS