zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 11.2006

Katar cd.

Brak komentarzy

Wydaje się już kończyć.
Zosia !chętnie! pije miksturę z zasypanego cukrem czosnku, cebuli i cytryny.
Ma już naprawdę dosyć wycierania nosa.

Katar

Brak komentarzy

Szkrab wstał rano i kichnął.
I upodobnił się do lwa morskiego…
Szybko! Chusteczka! Wycieramy nosa i piżamkę ;)
Zaczął się katar.

Wieczorem mała potrafi już nazwać swoją dolegliwość. Ma też dosyć wycierania kinola.

Usypia marudząc, budzi się dwa razy w ciągu pół godziny.
Ciężka noc się zapowiada.
Miłych snów, szkrabie!

U mamy Zosi.

Kasia wychodzi rano na badanie krwi.
Zosia już jest „aktywna” i śmiga po pokoju. Domaga się czytania bajek.
Spaaaaaać!!! Ja chcę spać!
Szkrab poddaje się i zaczyna sam sobie czytać bajki. Potem staje między łóżkiem a regałem z książkami i rozpoczyna hurtowe czytanie niedostępnych na co dzień bajek.
Zdejmuje książkę z półki, kładzie na łóżku, przegląda, odkłada, sięga po następną, przegląda, odkłada, sięga…
Ja drzemię.
Szczęśliwy każdą przedrzemaną minutą.
Po pół godzinie półka jest „przeczytana”. I wraca mama.
Dostaję „prztyczka w nos” za pozwolenie na sięganie do półki, z której szkrabowi sięgać nie wolno. I prikaz poukładania bałaganu.

Mama ma swoje święto.
Zosia korzysta ;)
Piątek – Babcia G. z Joaśkiem i rodzicami.
Joasiek śpiewa piosenkę „Gdy Pan Jezus był malutki…”. Piosenka wymaga „pokazywania”. Nasz szkrab, który daaaaawno temu przerabiał z mamą tą piosenkę, dołącza się do choreografii. Nie widziałem, z opowiadań tylko wiem, że Zosia była strasznie dumna ze znajomości układu „tanecznego”.
Bije sobie brawo. Wszyscy biją jej brawo.

Sobota – mniej zwracający na małą uwagę goście. Oklaski Zosi nie przyciągają niczyjej uwagi. Idzie spać niepocieszona, podczas gdy goście dalej zajmują się sobą na wzajem.

Niedzielna laba i późny spacer.
Ciotki Monia i Palka zostały na noc po imieninach. Uprawiamy zbiorowe lenistwo. Bardzo przyjemny dzień. Bardzo.

Zosia spogląda na elektryczny grzejnik w łazience i komunikuje mi: „si!”.

Ściąga z półki krem, chowa się za ręcznikiem wiszącym obok grzejnika i zza tej zasłony, daleko wyciągniętą ręką „atakuje” ciepłe powietrze przelatujące przez spirale.
Atakuje kolejnymi tubkami. Pytana o przyczyny swego zachowania nie traci czasu na wyjaśnienia. Atakuje.

Dziwne…

Szczęśliwie: przed atakami nie odkręca opakowań.

Szczęśliwie dla grzejnika.

Od dziś, czyli środy, Babcia G. jest znów u wnuka.
Kasia z Zosią podeszły z odwiedzinami. Ja dołączyłem wracając z pracy.

Babcię trochę połamało. Nieskora do harców, jakie zwykła wyczyniać z naszym szkrabem.

Nasz szkrab nie jest połamany. I wyczynia ;)
Chowa się pod stołem, biega po pokoju, zasłania telewizor stojąc z nosem w ekranie, stara się usiąść na ogromnym brzuchu Ciotki Ireny, próbuje obejrzeć taśmę VHS z bajkami.
Dosłownie „TAŚMĘ”.
Interweniuję.

Zosia mówi coraz więcej.
I coraz wyraźniej.

Dzisiaj mama „popisywała” się umiejętnościami szkraba, który na pytanie: – Czyja jest Zosia
odpowiada:
- Mamy.
- I czyja jeszcze?
- Taty.
- A czyją jest wnuczką?
- Baby

Kasia opowiada również, ile zwierzątek potrafi już nazwać szkrab po obejrzeniu edukacyjnej bajki.

Przemiło jest słyszeć, jak maluch artykułuje coraz wyraźniej coraz to dłuższe i trudniejsze wyrazy. Najzabawniej jest, gdy po prostu powtarza wyrazy po nas, co – mam nadzieję – sprawia radość nie tylko nam.

Teraz nawet nie trzeba się domyślać, co autor ma na myśli :)

Niedziela

Brak komentarzy

Rekord!
O jedenastej jesteśmy na spacerze w okolicach 3 orłów.
Po blisko godzinnym spacerze jedziemy do Dziadków Dzw. Tam „gnijemy” do wieczora, pozwalając reszcie domowników zajmować się Zosią.

Z innej beczki.
Zosia lubi bujać się na koniku na biegunach, huśtać się na wiszącej w domu huśtawce (na placach zabaw zresztą też) czy też być podrzucaną przeze
mnie pod sufit.
Na spacerze nie było sufitu, więc mała mogła sobie naprawdę „polatać”. Masa śmiechu, radości i „jeś! jeś!”.
Przechodząca obok smutna pani zwróciła głośno uwagę, żeby nie podrzucać, „bo dziecko jeszcze SPADNIE!”.
Ki czort? Przecież wiadomo, że w górę nie poleci ;)

Baka

Brak komentarzy

Dzień dla mnie zaczął się bardzo ciepło. Gdy tylko otworzyłem oczy szkrab krzyknął „cześć” i przytulił się mocno…
Spacer w południe
Żuczki w ciągu dnia.
A wieczorem – „baka! baka!” – mała domaga się czytania bajek.
I błogosławiony rozwój malucha – potrafi czytelnie komunikować swoje potrzeby. Przed snem, mówiąc „pić” wskazała na niewidoczną dla mnie butelkę.

I jeszcze coś miłego dla Ciotek Dzw.
Przy oglądaniu zdjęć Zosia nazywa Was: „Monia” i „Palka”.

Kasia z uporem lepszej sprawy zachęca małą do używania magicznych słów.
Jeśli zachęci się odpowiednio Zosię – ta powie „posze” (proszę). Ale zawsze po przypomnieniu.

Do dziś.
Kasia „szlifuje” język.
Ja jestem w domu.
Jest wyjątkowo senny dzień – chodzimy nieprzytomni.
Poza szkrabem, który przybiega do mnie (na wpół-śpiącego na narożniku) z pomysłem na czytanie książek. Ociągam się. Pada zachęcająca mnie do działania seria ” posze posze posze”.
Po takiej prośbie zrywam się i z ochotą podejmuję powierzonych mi zadań ;)


  • RSS