zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 8.2006

Szczepienie

Brak komentarzy

Wizyta w przychodni.

Wizyta Gosi.
Zosia (mama opowiadała, nie widziałem) nie od razu przekonuje się do gościa. Mija trochę czasu, zanim bierze Gosię za rękę i prowadzi do kredek.

Awaria OOOO

Brak komentarzy

Druga już – dziewczyny unieruchomione.
Znowu przednie kółko odpadło – tym razem lewe. Części dostępne będą dopiero po 20 września. Szukamy spacerówki.

Mikołaj przeprowadził test na rozpoznawanie przez Zosię zwierzątek na kartach. Dokładając do kilku już leżących kolejną kartę – tym razem z motylkiem – zapytał:”Zosiu! Gdzie jest lew?”

A szkrab rozejrzał się, rozłożył ręce i oznajmił po swojemu: „Nie ma”.
Bo i nie było.

Wyjaśnienia są dwa:
a. Zosia zna zwierzątka;
b. Zosia czyta podpisy na kartach.

Podejrzewamy odpowiedź b. ;)

Sobotnia impreza urodzinowa Dziadka Dzw. zbiegła się w czasie z terminem dostarczenia przez pocztę dokumentu, w którym nasz kochany ZUS przyznaje i określa wysokość emerytury.
Dziadek od rana ma dobry chumor!

Ciotka Paulina w ramach „ciotczanych” grzeczności zajmuje się dziś po południu naszą małą.

Zjawiam się pierwszy, dzwonię do domofonu. Paula pyta Zosię, kto będzie.
„Tata!”.
Pewnie. Zosia przywykła, że mama _zawsze_ jest na miejscu.

A wracając do Ciotki Pauliny – właśnie pełna wrażeń wróciła z kolonii.
To ONA się opiekowała.

Dziś tylko kalendarzowo. Impreza z tej okazji w sobotę.

Trzeba jeszcze o:
- mama jedzie z małą na zakupy
Kasia – korzystając z faktu, że nasz szkrab przysnął w czasie spaceru, zaatakowała „kosmiczne centrum”. W efekcie Zosia ma nowe kredki świecowe i karty ze zwierzaczkami.

- wizycie u Martyny
To po zakupach – ciąg dalszy wizyt i re-wizyt z wczoraj.

- wizycie u Dziadków Dzw.

Ale to już jutro ;)

–< Urodziny Prababci >–
Tradycyjnie już, z okazji urodzin i jednoczesnych imienin, odwiedzamy jedyną prababcię naszej pociechy. Towarzyszy nam Ciotka Irena, której chłopaki są na męskiej wyprawie w góry.

–< Weekend na wsi >–
Dla moich dziwewczyn właściwie tydzień cały – u Dziadków G.

–< Dawaj rękę – zaprowadzę Cię >–
Niemożność porozumienia się za pomocą języka Zosia rozwiązała poprzez chwytanie za rękę i prowadzenie w „z góry upatrzonym” kierunku. Nie złości się, nie staje i nie krzyczy, aż ktoś się nią zainteresuje. Sama przejmuje inicjatywę.

–< Pomidorowa przytulanka >–
Do grona ludzi i przedmiotów przytulanych przez naszego szkraba dołączyły wiszące na krzaczkach pomidory. Zosia zabierała mamę na spacer do namiotu, z którego trzeba już było ją zabierać niemal siłą. A w namiocie nie tylko wyrażała swoją sympatię do pomidorów, ale również odpytywała mamę ze znajomości roślinek rosnących w „dziatczynym” namiocie.

–< Śmierdząca Świnia >–
Śmierdząca naprawdę! W chlewie zaduch, momentami trudny do wytrzymania, samotna świnia leniwie kręci się po kojcu i pochrząkuje.
Fascynujące…
Zosia siada „w kucki” i przygląda się naszej siostrze w rozumie. Kolejne miejsce, z którego trudno ją zabrać, bo broni się, a korzystając z chwili nieuwagi wraca ponownie.

–< Kaczki, kury i krowy – gdy tylko się
obudzę >–
Pierwsze słowa wypowiadane rano to „ku!”, którym towarzyszy ręka wskazująca na okno wychodzące na zagrodę „Babci Sąsiadki”
Mała śmiga i podziwia „ko”, „ku” i „kwa”.

–< coto coto coto coto?! >–
Paluszek wędruje po otoczeniu, a jego posiadaczka odpytuje nas ze znajomości świata. Co to?

Wizyta

Brak komentarzy

Na wtorek Kasia zorganizowała u nas obiad.
Kuzynka – podwarszawska chrześnica Dziadka Dzw. z koleżanką + Martyna z mamą.

Obiad – wiadomo: przepyszny. Duszona cielęcina + obowiązkowe schabowe dla chrześnicy Kasi. Do tego ziemniaki, sałatki…
Przez to ciągłe duszenie przez Kasię zaczynam się obawiać o własne życie ;)

Zosia, która generalnie rozumie większość tego, co się do niej mówi, a co dotyczy dnia codziennego, budzi niemałe zdziwienie u osób, które stykają się z nią rzadko lub pierwszy raz.

A już zachwyt wzbudza widok małej siedzącej nad gazetą, przewracającej strona po stronie i pytającej: „co to?” lub nazywającej widziane przedmioty. Wiadomo, że krowa to „mu” a nie „krowa”, piesek „cha” a nie „pies”, kot to „ktek”, a kubek to „kaf” (to przez nasze umiłowanie kawy ;). Ale zawsze!

Do tego dochodzi – piszę, bo sami nie zwracamy na to już uwagi – zdolność do skoncentrowania się na dłuższy czas nad oglądaną bajką, książeczką czy gazetą właśnie.

A! I jeszcze jedno. Martyna dała Zosi korepetycje z literek. Zosia pokazywała literki na macie, Martyna czytała je na głos. Najwięcej radości sprawiło Zosi „Q”. Jedna literka – a już kura!

Więcej nie piszę – trzeba coś zostawić na większe podsumowanie związane z niepisaniem w blogu.

Dawno nic tu się nie działo – sporo jest do nadrobienia…

Problemy z „prowajderem” i w łeb wziął zwyczaj wiczornego wklepywania notatek z życia córki…

Ej! Ej!

Brak komentarzy

Z powodu przeziębienia leżę w ciągu dnia w łóżku.
Przysypiam…

Zosia przybiega z kuchni i na całe gardło nawołuje:
- Eeeeeeeeeeeej! Eej!

Podnoszę głowę, by zobaczyć zadowolonego ze swojego wyczynu malucha.


  • RSS