zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 7.2006

Zosią wciąż stara się przecisnąć między szczebelkami. Nie rozumie, czemu nie może się przepchnąć.

A powód jest prosty: szczebelki wróciły na swoje miejsce i zostały „zablokowane” porcją papieru.

Binowo

Brak komentarzy

Wyprawa na dwa auta, dwa szkraby i trzy pary, tzn. Dziadkowie Dzw., Żuczki, my i pociechy.

Piękna pogoda, upał jednak jakby odrobinę zelżał, nie jest tak sucho – dzięki wczorajszym deszczom.

Zosia sporo czasu spędziła w wodzie. Skutecznie domagała się od Babci czytania książeczek i spacerów po okolicy.

Kasia nadepnęła na osę, za co ta się boleśnie „odgryzła”. To już druga osa w te wakacje. I druga w życiu. Plaga jakaś :)

Żuczę niestety w nastroju „niewycieczkowym”: ani jedzenia, ani spania. Troskliwi rodzice zebrali się odrobinę wcześniej, żeby w domowym zaciszu uspokoić „Karolajnę”.

Z odtwarzacza lecą „Fasolki”.
Po zakończeniu utworu szkrab podnosi alarm pokrzykując „jeś, jeś!”. Ponownie puszczamy wybrany utwór.

Kasia mówi, że mała potrafi kilkakrotnie domagać się powtarzania jednego „kawałka”.

A do niedawna niespecjalnie reagowała na muzykę…

W dzisiejszym programie był jeszcze przerywany deszczem, dwugodzinny wieczorny spacer Zosi z ojcem po „Kasprowiczu”. Ciepło, parno, ale chłodniej niż przez ostatnie potworne dni. Sama przyjemność!

Są fotki, bo zachodzące za drzewami słońce tworzyło w nasyconym parą powietrzu fantastyczne smugi światła.

I jeszcze jedna sprawa – śpią u nas Dziadkowie Dzw. bo u nich remont łazienki. Ale o tym Zosia dowie się dopiero w niedzielę…

Fu fu

Brak komentarzy

Jesteśmy na poziomie komunikacji pozwalającym zapytać małą: fu?
No i odpowiedź twierdząca informuje nas, że pielucha jest pełna.

Dziś Kasią kąpała szkraba po wizycie w piaskownicy, w środku dnia.
Fu pojawiło się w wannie…

Dwa szczebelki w łóżeczku są wyjmowalne – wiadomo: dziecko podrasta, samo zaczyna wchodzić i wychodzić z i do łóżeczka.

Niestety – jeden ze szczebelków, zbyt luźny, spoczywa w podłóżeczkowej szufladzie.

Dziś Zosia, strasznie marudząc i opierając się spaniu (22:00) wydostaje się z łóżeczka. Najpierw nogi, potem obrót o 90 stopni i… biegniemy do mamy!!!

Odwiedziliśmy Adama z Żonką w prawie całkiem już zagnieżdżonym mieszkanku. Mieliśmy w końcu możliwość popatrzenia na zdjęcia ze styczniowego wesela.

Zosia została obdarowana lalką – szmacianką, rozmiarami niewiele różniącą się od niej samej. Gospodyni nadała jej imię Tola – i niech tak zostanie (bo ładnie).

Zosia z kolei obdarowała Adama niespotykaną u niej wylewnością. Siadła obok i chowając się w „nie ma Zosi, gdzie jest Zosia” wtulała się w jego nogę. Potem wspólnie układali płyty i kasety, których dekompozycji mała dokonała chwilę wcześniej. Potem znów, już bez pretekstu, nasz drobiazg obejmował nogi wyraźnie zadziwionego Adama.

Nie widzieliśmy jej dotąd takiej…

Najważniejsze wspomnienie: stopy piechura ;)

W trakcie zabawy na podłodze stopy szkraba znalazły się w okolicy mojego nosa. No normalnie sandał zdrożonego wędrowca! Bieganie w upale w bucikach z odkrytym palcem, bez skarpet, doprowadziło do powstania niespotykanego u małej do tej pory zapachu.

„Stary, prawie mi przeżarło nos! Tak jak wtedy jak … a na deser brukselki, no kamikadze boski wiatr nie ma przebacz! …”

Osiemnastka.
Skład jak przed rokiem -tylko starszy o rok.

Najlepiej opisze to sama mama:

Powróciłam do Zosi, a ona zadowolona powitała mnie. Myślałam, że może się na mnie obrazi tak, jak któregoś razu na tatę, ale nie obraziła się. Myślałam, że może powita mnie z entuzjazmem i nie będzie chciała mnie odstępować, przynajmniej na jakiś czas, tak jak kiedyś tatę, ale nic takiego nie miało miejsca. Zosia po prostu się ucieszyła. Przytuliłam ją i jak spojrzała na „cyca” powiedziałam, że dla Zosi już nie ma mleczka. Nasza mądra i rozumna córka zrozumiała.

Tata uskarżał się, że Zosia przy babci spożywa ogromne ilości jedzenia. Natomiast babcia nie posiadała się z zachwytu na tym, jak Zosia pięknie wszystko je i stwierdziła, że takim dzieckiem opiekować się to sama przyjemność. Bez względu na opinie” faktem jest, że nasza córka w ciągu dwóch dni zrobiła osiem kup.

Mama właśnie wyszła za drzwi i wyruszyła na wyprawę do „Stolycy”.

Dla małej oznacza to dwie noce i jeden dzień bez mamy. I początek odstawienia od cyca…

Niepokoimy się o szkraba.

Jutro liczymy na pomoc babci Dzw., która specjalnie wzięła dzień wolnego w pracy.


  • RSS