zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 2.2006

Znów wiem tylko z relacji Kasi (strasznie szkoda, że sam nie widziałem):
Dziś rano Zosia zrobiła kilka pierwszych, samodzielnych kroków. Jeszcze nie chodzi tak po prostu – to jest kilka kroczków do celu – jeśli cel jest wystarczająco blisko. A jeśli nie jest – no cóż! Klap na pupę i dalej, na czworaka.
Cały dzień było słychać w domu tupanie obutych nóżek.
Strasznie jesteśmy dumni.

Z mniej spektakularnych zdarzeń – trzeci dzień z rzędu córkę naszą odwiedziła Weronika. Dziewczyny przypadły sobie do gustu – mimo trzech lat różnicy.

Kasia opowiada (przez telefon), że Zosia kontynuuje ćwiczenie równowagi – postępy są widoczne! Niedługo będziemy razem biegać :)
Aha! Chować wszystko, co może znaleźć się w zasięgu rączek małej. Nie ponosimy…

Dzisiaj z odwiedzinami do Zosi „wpadły” babcine sąsiadki. Paulina i Weronika. Zosia akurat zmęczona, taka marudząca przed snem. Podobno nie było źle.
Ostatnimi dniami naszemu szkrabowi odrobinę się poprzestawiało ze spaniem. Mało spania w ciągu dnia, dosyć późne zasypianie i… wczesne pobudki. Mama musi _szybciej_ spać.

Tak dzisiaj chodziła Zosia. Lewa do przodu – prawa dostawiona do lewej. Znów lewa do przodu – i tak dalej – prowadzona za rączkę przmierzała kuchnię u Dziadków G., do których pojechaliśmy wczoraj. Ja już w domu – dziewczyny zostały na tydzień.

Zosia klaszcze już _akustycznie_.
Czasem „dokłada” sobie klaskanie do ćwieczenia równowagi – stoi na nogach, „giba się” i klaszcze.

Od 2 dni Zosia połyskuje wszystkimi już jedynkami. Te górne są jeszcze bardzo małe, ale już je widać.
I już je czuć, o czym przekonuje się Kasia podczas karmienia piersią…

Mniej więcej tyle samo dni (dwa) Zosia macha „pa pa” sprawnie, z chęcią i jakby zrozumieniem. Pa pa – samymi palcami.

Wracając do siekaczy.
Obserwowałem dziś, jak używała ich – bardzo zresztą skutecznie – przeciwko kawałkowi marchewki (taka „kostka” 5x5x5 cm). Nie dawała jej szans! „Wióry” rozsypane są po podłodze.

Jeszcze jedno. Przytulanie się.
Pisząc (teraz) spoglądam od czasu do czasu na Zosię. Ta właśnie podeszła do narożnika i… przytuliła się do poduszki. Popatrzyła na mnie, oderwała głowę, uśmiechnęła się, i dalej przytuliła.


  • RSS