Wiem, że ssak, wiem.
W niedzielę kupiliśmy małej nakręcanego wieloryba, w kolorze blue. Wieloryba machającego ogonem, co stanowi jego siłę napędową do poruszania się w wodzie. Ślamazarnego. Ale zawsze.

Dziś wodowanie.
Wanna pełna wody.
Wieloryb nabiera prędkości w ucieczce od Zosi. Ta ostrożnie wyciąga dłoń i delikatnie, dwoma palcami chwyta uciekiniera. Nie gryzie, więc śmielej – cap i nad wodę. Ogon, uwolniony od oporu wody, przyspiesza. To dopiero radocha! Okazało się, że radość szkrabowi przyniósł fakt, że zabawka macha płetwą, a nie, że porusza się w wodzie.
I zrozum tu…

A wcześniej – Kasia na nadzwyczajnym posiedzeniu komisji, potem na zakupach. Ja zjadam obiad, podkarmiam Zosię, bawimy się trochę, czytamy książki, aby po jakimś czasie zapaść w zasłużoną, poobiednią drzemkę. Do 18:30. Półtorej godziny snu.
Kasia wróciła akurat w chwilę po pobudce – w porę, żeby napoić spragninego szkraba.