Czwartek to standardowo – ja z Zosią, Kasia na komisji. Dziś mała zmiana – po czwartej trafia do nas Joachim. Z nowym, właśnie kupionym, autkiem – zapomniał zabrać zabawki z domu i tata był tak dobry…

Jedzenie:
- mnie udaje się zjeść przygotowany przez Kasię obiad.
- Joasiek zjada trochę ziemniaków – sosu nawet nie rusza, mięsa już na wstępnie prosi „nie”. Jak to on.
- Zosia, na raty. Odrobina zupki (3 łyżeczki), trochę ziemniaków. Na poważnie i samodzielnie zabiera się dopiero za obrane ze skórki jabłko. Ściska je w dłoni (lub dłoniach) i pałaszuje. Potem jeszcze (to po powrocie mamy) chrupki kukurydziane.
Te dwie rzeczy, tj. jabłka i chrupki, to – nazwijmy je tak – dania, na które Zosi zawsze ma ochotę.

Już wieczorem Kasia ćwierka jak skowronek. Mała śpi już trzy godziny! I tylko raz się obudziła!
Przez następną godzinę za to udało jej się obudzić już dwa razy :(

Aha! Katar to prawie historia.