zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 1.2006

Pierwsze – o pogodzie. Słupek waha się w okolicy zera.

Drugie – kolejna wizyta Zosi u Zosi. Ponad dwie godziny!

Pierwszy pisk i… płacz.
Ale potem było już dobrze – dziewczyny odbierały sobie wzajemnie zabawki, razem czytały książeczki, dużo gadały – Kasia mówi, że nie widząc, która mówi, nie można ich było odróżnić po głosie. Używają też podobnego zestawu dzwięków.

No i obydwie cieszą się na hasło: „Zosia!” ;)

Prawie.
Kasia opowiada o dzisiejszej wizycie u małej Zosi P.
Dziewczyny zawitały „w gościach” w chwili, gdy nasza Zosia była już śpiąca, co może odrobinę tłumaczy jej zachowanie.
Najpierw powitanie. Nasz szkrab łapie kumpelę, ciągnie do siebie i przytula. Radość jest obopólna, a z tej radości z gardła Zosi P. rozchodzi się bardzo wysoki pisk zachwytu. Nasza Zosia wpada niemalże w histerię – zaczyna strasznie płakać, łzy się leją, mama interweniuje, próbuje nawet „cyca” – nie pomaga. Nie pomaga wyjście do drugiego pokoju – mała z niepokojem spogląda na drzwi, zza których dochodzą odgłosy zabawy.

Prób wspólnej zabawy było kilka, kilka razy obydwie dziewczyny cieszyły się, Zosia P. piszczała, Zosia G. wrzeszczała z przerażenia, mamy uspokajały…
Ustawiona jest kolejna sesja. Może będzie lepiej.
Mama Zosi P. twierdzi, że to nie pierwszy raz, gdy inny berbeć w ten sposób reaguje na pokrzykiwania jej córy. Ufff. Ulga.

I wyzwanie ;)

Moje!

Brak komentarzy

Ciotka Paulina przyszła ze swoim „kumplem” Mikołajem.
Mikołaj zagaduje Zosię, pokazuje jej książeczkę, daje do „czytania”… – Zosia chwyta ją oburącz i przytula do siebie z takim spojrzeniem w oczy: Dawaj! Moje!

Obserwujemy zmiany w zachowaniu szkraba. Coraz jaśniej i wyraźniej odpowiada na „dialogi i zaczepki”:
- Jaka duża jest Zosia? – tu następuje podniesienie rączek do góry. Duuuuża jest ;)
- Jakie kłopoty ma Zosia? Oj, jakie kłopoty! – i mała w popisowym numerze chwyta się oburącz za głowę. Straszne ma kłopoty;
- Nie nie nie… – następuje potem cykl potrząśnięć/kręcenia na boki głową – oznaczających „Nie”;
- Pa pa Zosiu, pa pa! – czasami „odmacha”, czasem jest to tylko krótkie, pojedyncze machniecię samymi palcami, nawet nie całą dłonia – wygląda wtedy, że zdobywa się na niezwykłą uprzejmość;
- Choć, przytul się do Mamy/Taty/Dziadka/Babci! – Zosia przytula się, na chwilę zastyga w bezruchu. Z każdym tygodniem to przytulenie jest dłuższe, często przytula się sama. Potem odpycha się zdecydowanie – tyle rzeczy na nią jeszcze czeka…

Generalnie – wszystkie w/w zachowania mają miejsce tylko wtedy, gdy Zosia ma na nie ochotę. Jeśli nie – po prostu nie reaguje.

Jeszcze o pogodzie.
Już jest cieplutko – rano aż -6 stopni. Rewelka.

Mrozy

1 komentarz

Wczoraj wieczorem, tak około jedenastej, zgasło światło. Strach blady padł na nas, rodziców – ogrzewanie mamy elektryczne, a na zewnątrz -20 stopni Celsjusza!
Po około pół godzinie dostawa prądu została przywrócona. Ulga.

A dziś – od -18 rano do -15 stopni w ciągu dnia. Milutko.

Zosia śmiga po domu ubrana cieplutko, połyskując już w uśmiechu kawałeczkiem trzeciego zęba – górnej jedynki.

Kolejno sobota i niedziela.
W sobotę Zosia „wręczyła” dziadkom foto-laurki – najpierw Dziadkom G., którzy szczęśliwie akurat byli u Joaśka, potem Dziadkom Dzw., u których to spędziliśmy noc i niedzielne przdpołudnie.

W niedzielę, o piętnastej, składaliśmy (już całą trójką) życzenia naszej Babci, a Zosinej Prababci, Marysi.

Zosia miała okazję zaznajomić rodzinę ze swoją miłą, uśmiechniętą, sympatyczną osobą ;)
Przeczytała też wszystkim książeczkę. Małe szoł.

Prababcia Marysia czytała małeej książeczkę o „Kamyczku”. Szczęśliwa Prababcia – to już jej drugie „prawnuczę”.

Mała straszy, pokrzykuje, woła: Uuuuu!
Kogo straszy?
Sama siebie straszy!
W lustrze.
Stoi w łóżeczku, drzwi szafy uchylone – widać jakiegoś berbecia – trzeba go nastraszyć!
Fajna jest :)

Wieczorem pytam niemogącą usnąć* Zosię:
- A gdzie jest misiu?
Zosia rozgląda się, łapie Petera za wdzianko, przytula go i… za burtę. To ja go ponownie do łóżeczka – Zosia swoje. I znowu, znowu i znowu. Z niezwykłą energią i chwilami złością (gdy zaciął się między szczeblami) pozbywała się nieproszonego gościa.

*A nie mogła usnąć, bo spała w ciągu dnia, nawet raz trzy godziny „ciągiem”. Poprzestawiała sobie godziny spania. Mam nadzieję, że mama przestudiuje nabytą książkę – właśnie o spaniu. Książka obiecuje pomóc. Zobaczymy.

11:11 była na zegarku naszego ścigacza, gdy startowaliśmy spod somu dziadków Dzw.
Zosia spała w najlepsze całą trasę, ukołysana przez Babcię Dzw.

Mały włos, a noc spędzilibyśmy u Dzw., ale:
- nie grzały kaloryfery
- nie było ciepłej wody
- Kasia chciała do domu… :)

Kasia – w związku z katarem i „podpieluchowymi” odparzeniami – wybrała się z małą do lekarza. Przypisał leki i tyle.
Już w południe dziewczyny dotarły do Dziadków Dzw. – tam spędziły resztę dnia.

No prawie.
Sobota wieczór – niedziela ta sama pora.
W niedzielny poranek Zosia zachwyciła Dziadków G. – przeczytała im kilka razy książeczkę „Na starganie”. To ponad kwadrans.
Standing ovation.

Zachwyca nas tym, że nie przeszkadza jej język, w jakim wydana jest książeczka. Po niemiecku czyta równie płynnie, jak w języku ojczystym.
Siada, otwiera książeczkę i czyta. Obraca kartki. Pełne skupienie. Nie rozgląda się, nie szuka uśmiechów. Czyta.

W poniedziałek – katar.
Wieczorem – zamiast uzupełniać bloga – nosiłem małą, starając się ją uśpić. Do 00:30. Wtedy oddałem skarba Kasi. Sen przyszedł przy cycu.

Przytulanki

Brak komentarzy

Kasia opisuje dzisiejszą zabawę Zosi.
Szkrab przytula lalkę.
Podobnie, jak czasami przytula nas – podchodzi, przytula się na chwileczkę – i idzie dalej poznawać świat…


  • RSS