zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 12.2005

W czasie, gdy Kasia na komisji, ja pognałem z małą do Żuczków.
Chwilę po mnie zjawiła się o dwa miesiące młodsza od Zosi chrześnica Rafiego.
Zosia – znalazłszy się na wyciągnięcie ręki od „koleżanki” – zdecydowanym ruchem sięga i chwyta ją za wdzianko, starając się przyciągnąć do siebie. Chce się bawić.
Druga strona chyba niezbyt przygotowana na taki obrót spraw, znosi Zosine zabiegi ze stoickim spokojem. Odwzajemnia jedynie uśmiechy. Wizyta nie trwała zbyt długo – mama odwołała nas po chyba dwudziestu minutach komunikatem: „Przyjeżdżajcie, marznę”.

Przyjeżdżamy, zabieramy zmarzlucha, ruszamy i… Z fotelika szkraba rozlega się wrzask: „Chcę mego cyca!”. No prawie ;) Brzmiało to mniej więcej tak: a a a a a aaaaaaAAAAAAAAA!!!!!!!!!
Szybko kolejny postój i karmienie.

(Tato) – Fajna ta nasza Zosia jest, nie?
(Mama) – No…
(T.) – Myślisz, że inni też mają takie fajne?
(M.) – Takie fajne jak Zosia? Na pewno nie!
(T.) – Ale nic im nie powiemy? Niech żyją w nieświadomości, co?
(M.) – Pewnie. Niech tam będą szczęśliwi…

Huśtawka

Brak komentarzy

Po świątecznej huśtawce nastrojów związanych z ilością osób towarzyszących przyszedł czas na instalację huśtawki od Mikołaja.

Po położeniu dziewczyn spać wyborowałem w futrynie otwory, wkręciłem haki i pobiegłem (daleko nie miałem ;) po Zosię. Hura! Nie spała. Usadziłem ją w huśtawce i – potem już podziwiałem jej wszystkie dwa zęby wyszczerzone w radosnym uśmiechu. Strasznie jej się spodobało. Nawet nie samo poruszanie się ruchem wahadła, ile fakt bycia przyciąganym i odpychanym, zbliżanie się i oddalanie od bujającego.
No i możliwość ugryzienia drewnianej konstrukcji huśtawkowego siedziska – ogromny plus!

Wśród wydarzeń mijającego dnia wymienię:
– spacer z mamą i sen na świerzym (o tyle o ile) powietrzu,
- wizyta u Ciotki Ireny – a tam zabawy z Joaśkiem i jego kumpelką.

Kasia zobligowała mnie do napisania, że:
Zosia wydaje dźwięki na nowy sposób. Jest to coś podobnego do „gili gili, didli didli”. Skomplikowane i w zasadzie nie do powtórzenia na piśmie są popisy naszej małej. Szkoda…

Syci

Brak komentarzy

Tak można najlepiej oddać stan, w jakim wróciliśmy od Dziadków Dzw. do domu.

Poza Zosią – ta nie odczuła świątecznego szału konsumpcji. Chociaż – pewnie odrobinę mleko było jednak inne…

Jesteśmy już domu.
Wyjechaliśmy od Ciotki Ireny o 0:50.

<———– Kontynuuję rano ———>

Trochę statystyki.

Wieczerzały cztery rodziny, razem dwanaście osób.

Godzinę rozpoczęcia ustalono na 17:00, ale my byliśmy później – pozwoliliśmy wyspać się Zosi, żeby miała jak najlepszy humor.

Potraw było 14. Trzy na słodko, dwie to zupy (uszka i kapuśniak), raz grzybki, reszta to karp, panga i śledź pod różną postacią.
Wszystko smaczne.
Zosia – poza opłatkiem – niczego w zasadzie nie spróbowała. Bo za mała.

Prezenty.
Żeby je przetransportować razem, potrzebna by była mała ciężarówka. Jednak i tak najbardziej wszyscy cieszyli się z obecności najmłodszego pokolenia. To dzieciakom najwięcej uwagi poświęcano.
Zosia dostała całą masę prezentów.
- szmacianą lalkę (Babcia G. nadała jej imię Zuzia) i pajacyka
- wiaderko z wieczkiem do dopasowywania klocków do otworków (generalnie o kształty chodzi)
- poduszeczkę z polaru
- huśtawkę (drewnianą, taką do montowania w futrynie)
- układankę drewnianą do dopasowywania kształtów
- książeczkę „Wesołe bajki”
- spodenki, rajstopki i skarpetki
- masę, masę, masę serdeczności, uścisków, uwagi, uśmiechów i sam nie wiem jeszcze jak nazwać wszystkie uczucia i emocje, krótymi bombardwana była nasza pociecha.

Zosia przechodziła z rąk do rąk (na początku można to było nazwać niemal „wyrywaniem sobie” ;), „biegała” po pokojach, sprawdzała, czy świeczki parzą (i parzą :), bawiła się z Joaśkiem… Dla nas zajęcie było tylko wtedy, gdy maluch odrobinę marudził, robił się głodny, czy w końcu – senny. Emocji było tyle, że sen przyszedł dopiero przed dziesiątą, w objęciach Babci G.

Rano – zamiast do pracy, zabieram się za mycie okna w kuchni.
Potem jadę z Zosią i Rafim po żuczą choinkę. Przewozimy krzaczorka w bagażniku naszego „słonecznego” auta – co za pojemność ;)
Kolejny raz doceniam spokojne usposobienie naszej małej – czeka cierpliwie, aż skończymy z przewożeniem chinki.
A mama myje podłogi…

Po porannych porządkach – dziewczyny do Dziadków Dzw. A tam – niedługo zjawi sią Paulina, Zosia pójdzie na spacer z Dziadkiem Dzw., Babcia jak zwykle nie będzie się chciała podzielić towarzystwem małej…

A teraz – już dzień wigilii – mineła północ.
Miłych snów. Wesołych Świąt. I prezentów – jak dzisiaj powtarzam: tego, czego wam trzeba (nie koniecznie tego, czego byście chcieli).

1. Żeby podgrzać obiad (Kasia na komisji)zostawiłem szkraba w łóżeczku. Gdy wróciłem okazało się, że spryciula wyciągnęła szczebelek (ten do wyciągania właśnie). Na szczęście nie skorzystała z uzyskanego w ten sposób wyjścia na świat. Niedawno zastanawiałem się, kiedy jej się to uda. Za szybko.

2. Karmię małą (w chwilę po zjedzeniu wspomnianego podgrzewanego obiadu) zupką. Niemrawo, wolno, z oporami – udało mi się „skarmić” prawie całą zostawioną przez mamę mioseczkę. Widać, że Zosia ma już dość – odwraca głowę, wypluwa ostatnią porcję.
Otwieram… „Danonka”.
Ożywienie, błysk w oku.
Otwierała dzioba, gdy tylko łyżeczka pojawiała się ponad krawędzią kubka (a taka najedzona zupką była ;). Zawartość niewielkiego kubeczka jogurtu truskawkowego zniknęła w kilka chwil. I tylko ten skonsternowany wzrok Zosi – rzut oka na mnie, na koszulkę, na kubeczek… Jak to możliwe – takie pyszne, a maminego cyca nie ma w pobliżu?

3. Najbardziej zajmujące jest osiąganie jakiegoś celu. Np. otworzyć szafkę i dostać się do zawartości; dosięgnąć gazetę leżącą na stole (albo łóżku); wypakować zawartość torby pełnej zabawek – to akurat wykorzystywane jest w celu zajęcia małej na dłuższą chwilę.

4. Wieczorne zakupy. Mała „targana” po sklepie w foteliku samochodowym. Spokojnie znosi oczekiwanie, aż wybierzemy kolejny produkt. Dziękujemy Zosiu.

Laryngolog

Brak komentarzy

Kasia była dumna – Zosia pozwoliła się zbadać pani laryngolog bez protestów – a badanie raczej nie należy do najprzyjemniejszych.
Wszystko jest ok!
Tylko trochę śluzówka w nosie przesuszona – ale już wiemy jak temu zaradzać.

Reklama?

2 komentarzy

No prawie.
Szkrab coś tak nie bardzo do zupek się garnął. Pisałem.
Kasia wypróbowała danie podpowiedziane przez Ciotkę Irenę – „Danonka”.
Zadziałało. Wtrząchnęła całego.
Hip hip – hura!
Mama zaczyna zapełniać lodówkę jogurtami ;)

I jeszcze istotne!
Dziś 21 grudnia, więc równo 9 miesięcy życia nasza pociecha ma już za sobą.

Jeśli nie pisałem – to napiszę.
Zmienił się sposób „gadania” Zosi. Nie jest już po prostu wydawaniem dźwięków nie przywiązane do sytuacji – teraz maluch gaworzy do lalek, do siebie, gdy coś robi, do nas – bardzo dużo tego gadania. Fenomenalnie wygląda, gdy odbiorcą paplaniny jest otwarta w jej dłonich książeczka – zupełnie, jakby czytała na głos.
Ciotka Kinga świetnie to oddała – Zosia potrafi siedzieć na podłodze, trzymać zabawkę, i prowadzić z nią długą konwersację. Strasznie „fajnie” jest ją wtedy obserwować.

Kasia pisała do późna, więc dopiero teraz mogę coś „skreślić”.
<–Właściwie to poszedłem spać, kontynuuję o 23:19–>

Niedziela odrobinę w pośpiechu.
Po dziesiątej rano odstawiliśmy Zosię do Joachima i w te pędy: zakupy i wizyta u Ciotki Pauliny. Pada śnieg, pada śnieg… Wyruszaliśmy w pełnym słońcu, a po pół godzinie – zasypało nas.
Ciotki Pauliny przybywa – na karcie odnotowywane są kolejne gramy odbudowanej masy ciała. Liczymy na powrót na czas świąt.

Odbieramy Zosię od Ciotki Ireny. Tu mały incydent – na chwilę „spuszczona z oka” ląduje z łóżka na dywanie. Najbardziej wstrząśnięty jest Joachim, my przestraszeni… Skończyło się na małym guzie i dużym strachu.

Wracamy do domu.
Około piętnastej zjawia się Babcia Dzw. z Ciotką Moniką. Dziadek dołącza później. Kasia serwuje obiad. Pycha. Serio! Schabowe, żeberka, ziemniaczki z zielonym koperkiem, własne przetwory.

A Zosia w tym czasie…
Zosia śpi na moim ramieniu. Usnęła przed pojawieniem się gości, nie przeszkadza jej, że wcinam obiad, kroję mięso, rozmawiam. Bo niedziela to dzień na spanie. Bardzo dużo spała. A jak już się obudziła – tryskała humorem, gadała na swój sposób, pozwalała cieszyć się innym swoim wspaniałym nastrojem i chęcią do zabawy.
Dla niej na obiad byłą zupa od Babci.


  • RSS