zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 10.2005

Czwartek nietypowy o tyle, że spacer po parku w towarzystwie dwojga, nie jednego, rodziców. Spóźniłem się…
Pogoda była wspaniała, słońce, czerwień i żółć na drzewach, trawa pokryta widoczną pod słońce gęstą nicią babiego lata .
Radosny element – _hasiorowe_ „Ptaki” pomalowane, odnowione, uzupełnione elementy. Cieszę oczy. Złomiarze chyba się nie oprą…
Byłbym zapomniał: Zosia z mamą karmiły parkowe kaczki. Krzyżówki. Chyba. No i łyski pewnie. Jak to w parku… Uciechy po pachy. I świetna metoda pozbycia się starego pieczywa.

Piątek.
Do wieczora u Dziadków Dzw.
Mycie, spanie. Do północy Zosia budzi się dwa czy trzy razy, marudzi – coś jej dokucza. Noszenie chwilę „na kotka” i układanie do spania na boku pomaga – najwidoczniej brzuch jej dokucza.

Sobota – jest już od pół godziny.
Dziś jedziemy na wieś. W IMiGW zapowiadają pogodny weekend. Oby.
W radio z kolei każą zabrać parasolki – na szczęście to tylko reklamy Lotto trąbią o kolejnej kumulacji.

2xMonika

Brak komentarzy

Taka Ciotka Monika to ma szczęście.
Rozpoczyna studia pedagogiczne, niedługo po tym w rodzinie przychodzi na świat obiekt badań, porównań i analiz. Jest z kim zestawiać karty rozwoju dziecka, porównywać postępy ze „średnią krajową”.
Dzisiaj Ciotka była u Zosi dwa razy. Do i po południu. Dzięki.

Wieczorkiem – tak około 19:00 – wybraliśmy się trójką na zakupy. Standard: pampersy, mleko, woda, piwo ;). Ale „nie o tym, nie o tym, nie o tym”! Do sklepu 3 min. drogi. Mała spała już w jej połowie. Z zakupów rodzinnych nici. Kompromis: mama kupuje, ja zostaję w aucie ze śpiochem. Dzięki za radio (tym co wiedzą…). Prawie godzina czekania szybko upłynęła – Zosi na śnie, mi na słuchaniu.

Z obserwacji Ciotki Moniki:
- Zosia zaprezentowała „sprężynkowy” sposób poruszania (pisałem już o „trią trią” ;)
- leżąc na podłodze na brzuchu mała macha prawą nogą rytmicznie stukając o podłoże (czasami o zabawki lub brzęczące przy tej okazji grzechotki). Wygląda przezabawnie – jedynie ludziska zastanawiają sie, czy to nie boli. Pewnie nie, skoro się powtarza.

Goście goście

Brak komentarzy

Od 16:40.
Zosia jest usypiająca, ale wita Ciotkę Kingę z Mężem radosna jak skowronek.
Obiad. Mała nie przeszkadza nam w konsumpcji, bawiąc się na „swoim podwórku”. Czasami, turlając się, uderza donośnie głową o podłogę (drewnianą, przez dywan i kołdrę – dla zaniepokojonych dodaję). Nie reaguje ona, więc nie reagujemy my. Goście reagują nerwowo…
Pan Żuczek urządza dla Zosi pokaz animacji płaskiego miśka (pisałem o nim). Nadaje mu przy tym osobowość z tendencjami do autoagresji, samookaleczeń, spektakularnych wypadków i prób samobójczych w stylu skoków z okna na główkę.
Zosia jest zachwycona.

Po 20:00 odwiedzają nas Adam i jego Ania. Ania rozczula się nad Zosią. A Zosia – jak to Zosia – cieszy się na każde zainteresowanie jej osobą. Starczy, bo się roztkliwiam ;)

Kasia przyjmuje goście – znajome wpadają popatrzeć na naszą pociechę. I co? I są zachwycone – Zosia wyspana, bawi się na podłodze, rozdaje uśmiechy, pozuje do zdjęć (mama zabrała się za obsługę aparatu).
Goście powiększają kolekcję zabawek i ciuszków – o polarową czapkę i szalik oraz dwa kółka (obręcze?) – grzechotki o intrygującej fakturze.

(PS)
Ciotka Kinga skomentuje, co lubi robić Zosia…

I mamy. Obiecuje IV RP – i w IV RP przyjdzie dorastać Zosi. Chyba, że ta RP to PR („pijar” mówią).

Sobota: wieczór kinomana.
Oglądamy w pościeli „Ławeczkę”. Jest około 23:00. Znad krawędzi łóżeczka wynurza się uśmiechnięta twarz. Patrzy na wyświetlacz laptoka. „Aaaaaaa” mówi, że niby jak to tak – beze mnie? Zosia. Siada między nami i ogląda film. Do końca. Do północy. Usypia dużo później, noszona na ojcowskim ramieniu. Spanie nie idzie jej ostatnio najlepiej – budzi się często, domaga cyca, gazy puszcza… Nawet dziś rano (poniedziałek) był pan z gazowni. Sprawdzał, czy się nam gdzieś nie ulatnia. No! W kuchni i w łazience – nie. Ale w sypialni…

Niedziela.
Kto by tam w domu?..
Rano Dziadkowie Dzw. Babcia tylko chwilę cieszy się Zosią – zaraz pędzi do komisji wyborczej. Zdąża* jednak poczęstować małą zupą grzybową. W/g Zosi zupa grzybowa jest OK – łapie Babcię Dzw. za rękę i przytrzymuje łyżeczkę. Dziadek jest szczęśliwy – to w końcu on zupę ugotował! Potem jest msza na okoliczność naszej (rodziców) czwartej rocznicy. Mała przesypia większość nabożeństwa w wózku (Kasia poszła na piechotę z Dziadkiem, ja z Pauliną wybraliśmy OOOO).
Potem obiad, który nakarmił nas do końca dnia. Pycha. I te grzybki…
Po piątej jesteśmy już u Żuczków. Brzuch rośnie (inne wskaźniki podawane przy wyborach miss też nabierają rumieńców…).
Kawa, ciasto, herbata, drzemka Zosi, pogaduchy, rybki uspokajająco błądzące po akwarium – klimacik. Wyniki wyborów – i 75% wyborców w lokalu jest po stronie zwycięzcy.
Dość późny powrót do domu. Robimy małej dzień dziecka.

<——————–Cytat——————–>
…:::CO MI ZROBISZ JAK MNIE ZŁAPIESZ:::…
(Za http://www.filmweb.pl/User?id=18630)
„Ja, to proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony. Bo golę się wieczorem, śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
- No, ubierasz się pan.
- W płaszcz, jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
- A fakt.
- Do PKS mam 5 kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
- I zdążasz pan?
- Nie… ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni, to jest godzinka… i potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, wiesz pan ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w Elektryczny do stadionu. A potem to już mam z górki. Bo tak. W 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, znaczy w robocie i jest za piętnaście siódma to jeszcze mam kwadrans to sobie obiad jem w bufecie. To po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu… I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie i idę spać.”

Najwięcej ludzi uśmiecha się do Ciebie, gdy idziesz w towarzystwie Zosi!
Hmmm. Chwila. Nie do Ciebie! Tak naprawdę to do Zosi :)

Babcia była dziś po południu na blisko dwugodzinnym spacerze z małą. Idzie – i jak opowiada – ze zdziwieniem zauważa uśmiechy kolejno mijanych ludzi. Sprawę wyjaśnił rzut oka na Zosię – a ta – patrzy w oczy i uśmiecha się do każdego przechodnia. Babcia wróciła ze spaceru rozanielona i zachwycona wnuczką.
Wieczorem do Babci dołączył Dziadek. Miło popatrzeć, z jaką radością bawi się Zosinymi zabawkami! Do woli, do syta – zabawa na całego. A poważnie mówiąc – leżał i bawił się z Zosią na podłodze.

A bawić się jest już czym – dzięki kolejnym darom kolekcja ciągle się powiększa. Dziś dołączył do niej niebieski misiek, wycięty z plastra gąbki i obszyty polarkiem (jest więc płaski – dość zabawnie to w pierwszej chwili wygląda). Do tego ma imitację szkieletu – pozwala on na ustawianie go w różnych „pozach”.
Misiek nie ma imienia – prosimy o nie A.iŁ.: nadajcie mu imię (prosimy w imieniu Zosi).
Teraz pewnie lecicie do Anglii. Widzieliśmy się ostatni raz tuż przed odlotem i spodziewaną dłuuuuuugą przerwą. Powodzenia, dobrej pracy. I… wracajcie we troje :) Trzymamy kciuki.

Czwartek

Brak komentarzy

Od zeszłego tygodnia, tj. od czasu pobytu u Dziadków G., Zosia siedzi w wózku, przestawionym teraz na spacerówkę. Tak było również podczas dzisiejszego spaceru (wiadomo gdzie – czwartek).

Z naszego punktu widzenia wożenie małej w pozycji siedzącej to rozwiązanie niemal doskonałe: szkrab prawie nie marudzi, patrzy w wybranym przez siebie kierunku, obserwuje liście na drzewach, ludzi, wyraźnie ożywa na widok psów i rowerzystów.

Pisałem pewnie wcześniej, że świetnie porusza się do tyłu. Dziś obserwowałem, jak radzi sobie z poruszaniem się do przodu: klęka na kolanka i trią (taki dźwięk powinien być jak puszczona napięta sprężynka z długopisu ;) – niemal podskakuje do przodu. Może niezbyt to wydajna metoda, ale skuteczna.

Są też osiągnięcia manualne:
- otwarcie szafki i wyciągnięcie – w celu bliższego poznania – przewodników turystycznych;
- starania w kierunku wyciągnięcia płyt CD ze stojaka znajdującego się obok szafy.

I jeszcze jedno na dziś – Dziadkowie G.
Gdy dzwonią – kilka słów mówią przez telefon prosto do ucha Zosi. Od dnia dzisiejszego Zosia nie próbuje już ugryźć ani słuchawki, ani telefonu komórkowego. Słucha, minę ma mocno zadziwioną, wzrok utkwiony w dali – pewnie tam, gdzie znajdują się jej rozmówcy… Do Dziadka G. nawet coś próbowała powiedzieć.
Nie tak szybko maluchu! Nie tak szybko.

W środę Kasia udała się na spotkanie z kandydatem – Lechem co księżyc ukradł. Ja postanowiłem czas przespacerować w Parku Kasprowicza. Nie dało rady – Lechu się spóźniał, zrobiło się ciemno, więc około siódmej pojechaliśmy z małą do domu. Próbowałem karmienia kaszką z sokiem porzeczkowym (tak trzeba – wyraźne smaki zachęcają małą do jedzenia, mdłe są wypluwane). Trochę zjadła – ale niezbyt wiele. Czas uciekał… Zrobiło się po ósmej, Zosia zaczęła popłakiwać, chciało jej się spać – ale bez mamy… Ciężko. Po pół godzinie noszenia na rękach usnęła w końcu przy nuconym „Z popielnika na Wojtusia iskiereczka…”
Spała ok. 45 minut – pobiegłem na odgłos płaczu. Do przyjścia Kasi spała już na moim ramieniu. Marudziła – ale spała.
Trzeba było widzieć, ile radości i spokoju przyniosła ze sobą mama, biorąc na ręce i karmiąc… Zosia czekała właśnie na to.

Dziś środa. Dziewczyny od rana u Dziadków Dzw. Fenomenalne uśmiechy małej podbijają po raz kolejny serca dziadków. Talent!

Tytuł rozpoznawalny dla Hobbitów :)
I dla Agi i Łukasza, którzy dziś _wpadli_ z odwiedzinami. Mamy cichą nadzieję, że nie ostatnimi przed ponownym wyjazdem na wyspy.
Bardzo jesteśmy im za to wdzięczni – zostali „rzuceni” Zosi „na pożarcie”. Po pobycie u Dziadków G. mała ma ciągły niedosyt – dwie osoby do towarzystwa już jej nie starczają. Dwie dodatkowe osoby pozwoliły odetchnąć, zwłaszcza Kasi, która od rana stara się coś w domu zrobić. Stara się, bo Zosia, która do tej pory potrafiła sama się bawić, teraz domaga się towarzystwa – za pomocą krzyków i udawanego płaczu. Szczęśliwie – wygląda to jednak na stan przejściowy – tak naprawdę już podczas pobytu naszych gości potrafiła się na czas jakiś sama zająć zabawkami. Oby…
Nasz szkrab odbył rundkę wokół stołu, przenosząc się z rąk do rąk, uśmiechając się do swych kolejnych „nosicieli”. Objawy „nosicielstwa” miały mniej więcej takie fazy:
- euforia, zachwyt, radość ogólna i śmiechy, próby zagadania atakującej;
- faza wyciszenia (wykorzystywana przez małą na planowanie kolejnych podbojów);
- przekazanie dalej – „nosiciel” pomaga w realizacji planu podbojów („może teraz Ty, kochanie”, „nie wiedziałam że jest taka ciężka” „potrzymaj ją przez chwilę”).
Zosia już trochę waży i trzeba mieć naprawdę sporo zaparcia, żeby trzymać ją na rękach, zwłaszcza, że nie ułatwia wcale tej czynności, kręcąc się, usiłując wstawać i odwracając się do pozostałych.

Przed wizytą nowożeńców była u nas Ciotka Monika, stęskniona Zosi.
Ciotka Monika zaszalała – kupiła małej czerwony polarkowy sweterek i koszulkę z napisem „potem znajdę jakim” ;) Dzięki w imieniu Zosi!
A A.iŁ. przynieśli małej skarpety z antypoślizgowymi gumowymi „paćkami” w kształcie stópek na podeszwach i gryzak. Gryzak został po umyciu i schłodzeniu przetestowany. Podobał się.

Do dziewczyn dołączyłem już w piątek wieczorem. Zachowanie Zosi – to było niemałe zaskoczenie. Wyglądało na to, że się ucieszyła widząc ojca! Miałem też wrażenie, że ciągłe przebywanie w towarzystwie trzech osób poświęcających jej cały swój wolny czas, „popchnęło” jej rozwój odrobinę do przodu. Chyba nie potrafię tego opisać – jeśli znajdę słowa – na pewno dopiszę.

Korzystając z rewelacyjnej sobotniej pogody wybraliśmy się na spacer do lasu. Spacer – zgodnie z naszymi cichymi nadziejami – zmienił się w grzybobranie. „Trafiliśmy” parę prawdziwków, kozaków, temu podobnych. Zosia, w nosidełku, piszczała z radości, gdy przedzieraliśmy się między gałęziami, drzewkami i krzaczorkami. Cieszyła się tak długo i bardzo, że w końcu zdecydowaliśmy się przesadzić ją przodem do mnie – usnęła w kilka chwil.
Dla nas spacer to pół reklamóweczki grzybów. Dla Zosi – pierwszy wypad na grzyby. Dla niespokojnych – obyło się bez kleszczy ;)


  • RSS