zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 8.2005

i mimo deklarowania permanentnego braku czasu – zajrzały do Zosi. Aga i Kinga. Szczęśliwie zdążyłem zajechać do domu, żeby się z nimi jeszcze spotkać.
Piszę na wyraźne życzenie Agi: Zosia uśmiechała się do Agi. Śmiała się nawet w odpowiedzi na zaczepki. Niestety – goście byli naprawdę „przelotni” – czekamy na dalsze spotkania i bliższe kontakty.

Pora napisać parę słów o tym, jak rozwija się Zosia.
A rozwija się. Jest coraz dłuższa ;)
Jeszcze niedawno, po przewróceniu się z pleców na brzuch, często miała problemy z wyswobodzeniem ręki. Dziś wyciąga ją spod siebie zdecydowanym ruchem.
Wykazuje dużą determinację w osiąganiu celów – czy to w „dokulaniu” się do zabawki, czy złapaniu czytanej przez nas (lub leżącej obok) gazety, kubka stojącego na stole, zawartości talerza. Generalnie lubi chwytać przedmioty, którymi się posługujemy (kabel od telefonu, jedzone jabłko, metalowy wąż prysznica, kolorowe butelki z szamponem, mydłem czy oliwką, pieluchy tetrowe). Jeśli chodzi o kabel od telefonu – to stara się nie przeszkadzać, jeśli któreś z nas rozmawia przez telefon – obserwuje wtedy, ale nie próbuje się włączać (dot. również komórki).
Ma zabawny nawyk „rzucania” się z głośnym Aaaaaaaa! na ustach na trzymającą ją na rękach osobę – można się wystraszyć, gdyby nie bezzębne ciągle dziąsła :)
Potrafi krzyczeć dla samej przyjemności krzyczenia i piszczeć z radości, że potrafi piszczeć. Nie przesadzam.
Krzyczy jeszcze wtedy, gdy nie udaje jej się, mimo wysiłku, osiągnąć celu – np. urwać wiszącej na wstążce nad łóżeczkiem grzechotki. To takie pełne zacięcia i słyszalnego wysiłku (jak np. u miotaczy) aaaaaaaa (inne, niż przy „atakowaniu”).
Jeśli kładziemy ją na łóżku, to kładziemy najpierw pieluszkę. Dzisiaj widziałem, jak mała sprawdzała, co jest pod pieluchą – podnosiła ją i oglądała kapę.
Ciągle lubi spać podczas jazdy autem – to jedna z lepszych metod nasennych. Kiedy jeździmy we dwoje (tzn. bez Kasi), nie zdarza się, żeby Zosia przeszkadzała w prowadzeniu – siedzi w foteliku na przednim siedzeniu, podziwia widoki, próbuje oswobodzić się z pasów i usiąść.
Starczy na dziś.

Doczekawszy

2 komentarzy

Już jest Aga. Póki co – w domu u siebie, ale mamy nadzieję na szybkie widzenie.
Acha – mogę pisać. Będzie małe Żuczę!
Lekkiego, bez komplikacji donoszenia, szybkiego porodu i … dalej zobaczymy, jak będzię z nami :) Wszystkiego najnajnaj! Trzymamy kciuki.

Poniedziałek.
Przespałem/leżałem w łóżku do piętnastej, nafaszerowany ziółkami, witaminami, wzmacniaczami. Stan podgorączkowy, katar. Mam nadzieję, że to nie zaraźliwe.
O drugiej odwiedziła nas Monika – wpadła na kawę, dała się Kasi „zaciągnąć” na spacer z wózkiem. Opowiadała potem, że Kasia spotkała dwie koleżanki, każdą z własnym wózkiem. I rozprawiały. O kolorach. Konsystencji. Wielkości.
Kupek.
Brrrr.
Monika jest nieszczęśliwa, że maluch mówi już tata, dada, a nie mówi „Ciociu Moniko” albo „babciu”. Nie wszystko na raz!
Kiedy Moniki już nie było, a Kasia jeszcze nie wróciła z pracy, wybieraliśmy z Zosią zdjęcia do wysłania Radkowi. Tak to małą zajęło, że usnęła siedząc przed monitorem. Oczywiście o położeniu jej w łóżeczku nie było mowy – rozkrzyczała się, a gdy podniosłem ją i położyłem na ramieniu – nawet nie jęknęła i… już spała. Tak więc sortowałem zdjęcia z Zosią na ramieniu. Ledwie skończyłem, a musieliśmy jechać po mamę. Zakładanie skarpetek i czapki, potem przejażdżka, tak skutecznie obudziła szkraba, że nie spała już do kąpieli.

A skąd dzisiejszy tytuł notatki?
Dzisiaj ma wrócić zza „kanału” Agnieszka. Czekamy z utęsknieniem. Mamy nadzieję, że przypadnie do gustu naszej córce – z wzajemnością. Powinna (ci, co znają Zosię, pewnie domyślą się, czemu… :)

Jak się spodziewałem – Ciotka Monika wróciła stęskniona za Zosią (nie tylko zresztą) i pełna wrażeń.
Opowiadała i opowiedała – korzystała przy tym ze specjalnie prowadzonego notatnika – przypominacza.
W niedzielę, po wyspaniu się i zjedzeniu śniadania, wybraliśmy się wszyscy na grilowanie nad Odrę. Dla mnie i Kasi – laba zupełna (poza karmieniem). Cztery pary dodatkowych rąk do trzymania, cztery dodatkowe pary nóg do chodzenia.
Sporo czasu mała przespała przykryta przed słońcem, podziwiała okoliczne łąki, rzekę, przepływające motorówki i narciarzy wodnych, którzy przebiegali odpychając się kijkami (już wtedy miałem stan podgorączkowy…).
W domu u Dziadków Dzw. byliśmy już na Teleexpress. A do naszego domku wróciliśmy w okolicach dobranocki.
W czasie kąpieli dziewczyn zadzwonił zza oceanu Radek. Pozdrowienia dla Radka (i Agnieszki koniecznie też)- mamy nadzieję, że strona daje Wam choć namiastkę uczestniczenia w naszej radości, przyglądania się rozwojowi naszego szkraba, nas samych, a i wzmianek o reszczie rodziny też chyba nie brakuje.

Zosia usnęła szybko – już przed dziesiątą. Wymyta, najedzona, utulona.

Sobota.
Porządki w domu już po raz drugi oznaczają dla Zosi spacer po lesie w okolicach „głębokiego”. Spacer to może za dużo powiedziane – ponieważ usnęła już w samochodzie, a mi na rękę było nie budzenie jej na wertepach – zasiadłem z Fokusem w ręku z dala od ogniska i cieszyłem się spokojem, słońcem i lekturą. Zosia spała. Na szczęście nie przeszkadzało jej drugie rozpalone obok nas „na dziko” ognisko. Ja skończyłem czytać. Zosia przestała spać. Wliczając dojazd spała ze dwie godzinki. Kilka minut po przebudzeniu wróciliśmy do domu.
Kasia w tym czasie wypucowała dom.

Na popołudnie i wieczór planujemy wybrać się do Martyny, potem uczcić należycie urodziny Dziadka Dzw.
Dzisiaj też z Kolonii wraca Ciotka Monika. Spodziewamy się długiego opowiadania i dokładnej relacji.

Dziś Zosia miała „melodyję do spania”.
Rano spała prawie do dziewiątej. W ciągu dnia spała w domu 2,5 godziny „ciągiem”. Potem jeszcze pół godzinki na działce u sąsiadów. Przed dzisiątą wieczorem też już spała. I dalej śpi.

A zasypiała przy dzwiękach radia rozkręconego na koncercie Jarre’a w stoczni gdańskiej…

W związku z natłokiem zajęć rodziców „podrzucono” nam dziś (Kasi właściwie) na cały dzień Joachima. Wezwaliśmy posiłki – Ciotka Paulina przybyła by wesprzeć swą siostrę. Kasia relacjonuje, że bardzo zadowolony z posiłków był Joachim – miał z kim grać na komputerze, porobić samoloty czy pohasać na placu zabaw. Kiedy przyjechałem po piętnastej, żeby „zmienić” udającą się na komisję Kasię, czekał na mnie pyszny obiad (Paula i Joasiek właśnie kończyli). I wyspana córka – spała półtorej godziny na spacerze. Niedługo potem zjawiła się Ciotka Irena. Ma skubana nosa – obiad był jeszcze ciepły ;)
A Zosia – bo to o niej w końcu blog – miała jeden z tych ciężkich dni, kiedy dziąsła swędzą, z nosa leci, łapki same machają, trudno znaleźć sobie miejsce, a jeszcze trudniej o zaśnięcie. Chyba W KOŃCU ząbkuje – objawy zgadzają się wypisz wymaluj z tymi znalezionymi w sieci przez Ciotkę Irenę.

Tak śpi nasza rodzinka. Przynajmniej zasypia, bo potem to już różnie… Tak mnie naszło – przed chwilą wszedłem do sypialni i mi się „rzuciło”.
Dziś była środa – więc standardowo:
- po południu Kasia na komisji
- ja w tym czasie z Zosią na spacerze po okolicach Pomnika Czynu Polaków.
Po komisji – wyprawa na wspominaną wczoraj galaretkę. Warto było, zwłaszcza, że dostało mi się również szaszłyków. Nasza pociecha dostała z kolei od mamy do pogryzienia jabłko. Odnosimy wrażenie, że czym jabłko bardziej kwaśne, tym bardziej ochoczo maluch je próbuje „ugryźć”.
Potem jeszcze była wizyta w markecie – Kasia szukała ciuszków dla siebie i małej, a Ciotka Paulina – zeszytów i przyborów szkolnych – wakacje mają się ku końcowi…
Do domu wróciliśmy tuż przed 21.
A! Odebrałem zdjęcia, które zamówiłem przez internet w ramach promocji w REAL’u. Masę zachodu kosztowało to zamówienie – ale mogłem dzięki niemu dostać do ręki namacalną formę cyfrowych zdjęć – taką do oglądania bez prądu i w rodzinnej atmosferze. Głównie zdjęcia Zosi z rozmaitymi krewnymi, no i Kasi (z Zosią głównie).

Zapytałem Kasię, co dzisiaj napisać. Zosia wtrąciła się: bleblebleblebleble… To napisałem :)

Dziadek Dzw. skończył dziś 59 lat.
Rano dziewczyny wylądowały w związku z tym u dziadków – żeby spędzić z Nimi więcej czasu.
W programie dnia na popołudnie była msza (niecałe 20 minut trwała, w tym 3 minuty ciszy, którą przerwała zniecierpliwiona Zosia) a potem kolacja. Szaszłyki były super. I galaretki pewnie też, tylko jakimś sposobem nie trafiły na stół. Ktoś zapomniał… I jeszcze sałatki (Kasia mnie upomniała, że nie napisałem, więc dopisuję)zrobione specjalnie przez Paulinę dla taty. Pyszne. Sprawdzałem.
Poza nami na „imprezce” była Ciotka Paulina z Mikołajem.
Zosia jak zwykle – a nawet z większym nasileniem – gadała, gadała i gadała.
Po nakarmieniu przed snem też – zamiast spać – leżała i gadała, pokrzykiwała, śmiała się…
Ma kłopoty z zaśnięciem – oczy zmęczone, zamykają się, ale buzia się nie zamyka, a lewa rączka szuka jakiegoś punktu zaczepienia, uderza w łóżko, gładzi twarz. No trudno jest w ten sposób usnąć, prawda? Prawda.

Już nadszedł czas. Zosia dostała wieczorem do zjedzenia starte jabłko. Wcześniej już próbowała, jak jabłko smakuje, ale jeść jeszcze nie miała okazji – braku zębów nie dało się przeskoczyć. Dość łapczywie i z radością wciągała podawane jej łyżeczką niewielkie porcje przecieru. Trochę to jedzenie pomieszane było z ssaniem, ale jak na pierwszy raz było chyba rewelacyjnie: bez plucia i ślinienia się. Widać było odrobinę konsternacji – jak to się dzieje, że nie ma piersi, a coś mi leci do żołądka?
Z innych zdarzeń dnia:
- spacer z mamą po Parku Kasprowicza
- wizyta u Ciotki Ireny (chrzestny starał się jak mógł)
- wizyta Żuczków
Pozycja pierwsza zakończyła się noszeniem na rękach. Pozycja druga i trzecia wiązały się z noszeniem przez osoby trzecie.
Ciekawostką dzisiejszego dnia były też dwa ciekawe zachowania naszej córy:
- podnoszenie zabawki, która nie wiem jak się nazywa, taka na czterech nogach.. No więc podnoszenie nogi tej zabawki w celu sprawdzenia, jak smakuje niebieski kolor. Tyle smaków już Zosia zna, a niebieskiego nie…
- wynalezienie sposobu dobrania się do gumowej, żółtej, piszczącej kaczki; To proste – trzeba gryźć ją leżąc na brzuchu, przyciskając rękoma do podłogi. Ślina może swobodnie spływać, nie przeszkadzając w oddychaniu, zabawka jest unieruchomiona, ciężar głowy robi swoje…
Nakłonienie do spania znów wymagało ułożenia małej na boku, podparcia poduszką i użycia Petera.


  • RSS