zosiek blog

Życie po porodzie ;)

Wpisy z okresu: 4.2005

ORAJU! Zosia dała nam popalić. Trudno powiedzieć, czy coś jej dolega, ale od 20 dała popis, ile ma sił w płucach. Ma ich duuużo. Po kąpieli (w ciszy), ubraniu (z krzykiem) dała się przyłożyć do piersi do karmienia (w ciszy). Teraz wcina (22:00). Mam nadzieję, że „pójdzie” spać…

Wśród atrakcji dnia:
- Pierwsza wizyta i rajd po Lasku Arkońskim, zwiedzanie kąpieliska Arkonka – prawie godzina na świeżym powietrzu bez krzyczenia na nas, że jej dokuczamy (no, może z pominięciem chwil, kiedy słońce świeciło jej w oczy – nie znosi tego nawet przez sen). Wiosna w pełni, drzewa się zielenią i kwitną, trawa ma ten soczysty, wiosenny odcień, pełno stokrotek i innych (nieznanych mi niestety z nazwy) kwiatków.
- Wizyta na obiedzie dziadka Dzw. i ciotki Pauliny – po obiedzie faceci poddali się odrobinie alkoholizacji (istnieje dokumentacja fotograficzna). Zosia była bardzo spokojna podczas wizyty – jakiś szczególny dar mają dziadkowie Dzw., że widzą ją tylko spokojną
- Mama jako fontanna – czyli ekstremalna prezentacja produkcji mleka ;) – pokaz dla wybranych. Kto nie widział i tak nie uwierzy, więc daruję sobie opis….

(P.S.)
Obiad był świetny – pycha zrazy, duszona cielęcina, ziemniaczki od dziadków G. posypane koperkiem (wiosna!!) i surówka z marchwi.

Dzisiaj nasza Gwiazda skończyła miesiąc.

Dziś tato – czyli narrator – kończy lat 31. No nie powiem, żebym jakoś specjalnie się czuł staro z tego powodu, choć jeszcze niedawno osobnik w tym wieku wydawał mi się „pochylać nad grobem”. Hm. Optyka się zmienia :) Z wiekiem…

Swoją budującą stronę ujawniło posiadanie dostępu do internetu. (Kiedyś chyba taką funkcję pełnili w społeczeństwie ludzie starsi – szło się do nich po radę. Obecnie starszych zamieniamy często na google.pl)
Kasia postanowiła dowiedzieć się, jak inni radzą sobie z problemami u maluchów. Jakaż była szczęśliwa, gdy okazało się, że:
- inne dzieci też nie lubią, gdy ubiera się je na spacer
- czapki są częstą przyczyną ataków histerii
- spacery w wózku to metoda stosowana do gnębienia potomstwa – daje ono upust swemu oburzeniu wrzaskiem odzieranego ze skóry
- najbardziej absorbującym zajęciem jest robienie w mękach i skupieniu …. kupki, czasami kilka godzin bez przerwy (nawet technicznej)
- nie wszystkie pieluchy są super – niektóre więcej wypuszczają, niż łapią, inne odparzają, a jeszcze inne działają jak papier ścierny (rodzice – strzeżcie się)
- problemy z wydzielinami z nosa, z oddychaniem, ulewaniem i odbijaniem – to codzienna orka tysięcy rodziców w kraju i na świecie.
No! I to cieszy! Nie, że innym jest źle, tylko innym TEŻ!
Dobranoc.

Tak tak!
Już prawie miesiąc minął :)
Przez ten czas Zosi _prawie_ udało się nauczyć nas odpowiednio szybkich i adekwatnych do jej potrzeb reakcji. Ciągle się uczymy, z zazdrością spoglądając na poziom wyszkolenia prezentowany przez babcię Dzw. – to już wyższa szkoła jazdy, wykorzystująca w swym repertuarze: siady, podskoki, kołysania, śpiewy, monodeklamacje i cały zakres oklepywań i głaśnieć, przemieszanych z lawiną cmok-cmok-cmoków.
…….
<- tu była noc ->
…….
Z okazji pierwszego miesiąca życia Zosia zrobiła niespodziankę nam i sobie – przespała „ciurkiem” całą noc. Do 9-tej rano! Nieprzerwanym snem, którego nie zakłóciło nawet dwukrotne karmienie ;)
Oczywiście – marudziła i mruczała przez sen, ale i tak rano wszyscy byli szczęśliwi, wyspani i uśmiechnięci.
To trzeba było zapisać!

Jest już porę minut wtorku – Zosia rozpoczęła czwary tydzień życia.

Już już… Jest jakby wrażenie, że cieszy się na widok taty wracającego do domu. Dziś tak było. To miło, chociaż pewnie oszukuję się, bo z Zosią to jeszcze nie wiadomo – może myślała właśnie o mamie i jej „mleczarni”. Ale co tam!

Jeśli chodzi o przebieg dnia to do taj pory trudno mówić o stabilizacji. Jednego dnia mała przesypia prawie cały czas między karmieniami, innym razem – kwęka, marudzi, napina się. Jedna noc – można spać – inną… Dobry przykład dzisiaj – nie udało nam się wyjść na spacer, bo Zosia nie przestawała krecić się na dłużej niż 5 minut.

Ze zdarzeń zeszłego tygodnia:
Piątek – pogrzeb Karola Wojtyły – „naszego papieża” – cała Polska zamarła. Jadąc z Zosią do dziadków Dzw. (na transmisję z uroczystości pogrzebowych) przeżyliśmy coś, co się już nie w Szczecinie powtórzy: wyludnione chodniki, puste drogi. Brak ruchu. Plac Rodła – trzy, cztery osoby spieszące dokądś. Wszystkie sklepy, banki, kioski i budki pozamykane. Polska oddaje pokłon swemu pasterzowi.
Zosia tego dnia jest niezwykle spokojna – zwyczajnie go przesypia, używając jako łóżka krewnych.

Sobota – nie wiem. Przespałem cały dzień – Kasia musiała go za to spędzić bardzo pracowicie – Zosia nie dawała spokoju, bez przerwy domagając się uwagi. „Oddałem” noc za czas przespany w dzień – w ten sposób Kasia wysapała się, a Zosia miała zapewniona opiekę. W niedzielę wszyscy byliśmy kwitnący ;)

Niedziela – dzień wizyt.
O 12:00 zawitała moja siora z rodziną. Spędziliśmy mile czas grzejąc się w słońcu na balkonie, pogryzając sernik i chleb ze smalcem.

O 16:00 – zgodnie z zapowiedzią – odwiedziły nas Żuczki. „Ojej”, „jako ona”, „i jak teraz”… Zachwyceni byli. I tyle. Teraz niech się starają o swoje.

Zosia jest … jak by to nazwać… Nadmiernie wymaga uwagi? Strasznie wymęczyła mamę, która nie ma chwili dla siebie. Ciągle kwęka, płacze, wieczorem wyglądała na baardzo wymęczoną (która kwęka? – odpowiedź brzmi: obie). Teraz (23:30) udało się paniom usnąć.

Rano – wizyta w przychodni – Zosia została zbadana, zważona (75 deko przybrała od wyjścia ze szpitala). Czeka ją jeszcze wizyta u ortopedy i szczepienia, wokół których jest cały cyrk (trzy sposoby szczepienia – zależnie od zasobności kieszeni – w od 1 do 3 zastrzykach – im mnie, tym drożej; wszystko dla DOBRA DZIECKA).
Może czwartek przyniesie trochę spokoju?

Dzień nie był łatwy ani dla Zosi, ani dla nas.
Po ciężkiej, przemarudzonej nocy, Zosia z ledwością pozwoliła nam na zapakowanie jej skromnej osoby do auta. Cel – obiad u dziadków Dzw. oraz – tu gwóźdź programu – jazda nowym wózkiem.
U dziadków również miała problemy z zaśnięciem, a próba wyjścia na spacer zajęła ponad godzinę. Ale udało się!
Po wypakowaniu wózka z bagażnika, rozłożeniu go (tu pomoc dziadka okazała się nieodzowna) i „umieszczeniu wsadu” – ruszyliśmy (my i dziadkowie) na spacer. Jakieś 100 metrow. Pogoda dopisywała, rozparliśmy się na ławce i… pozwoliliśmy dziadkowi zrealizowac jego kilkuletnie już chyba marzenie: spacer z wnuczką! Łza mu się w oku kręciła (pewnie to alergia na pyłki…), gdy dumnie kroczył pchając przed sobą śpiącą Zosię. Mała przespała większą część spaceru, dając tym samym odetchnąć Kasi.

Po powrocie do domu Zosia dała dalszą część koncertu, jednak ciepłe mleko z matczynej piersi i ciepła kąpiel (z kranu) ukoiły ją na tyle, że po dziewiątej legła z mamą w łóżku. Prawie w ciszy.

(PS)
Obiad był wyśmienity.

Własne OOOO

1 komentarz

Dzisiaj Zosia została właścicielką nowych czterech kółek. (Sponsorem wózka są dziadkowie G.) Nie miała jeszcze wprawdzie okazji zakosztować przyjemności jazdy, ale powinno jej się spodobać – ma zegarek, termometr (z alarmem!!!), schowek na komórkę i okulary przeciwsłoneczne, no i co najważniejsze – dwa uchwyty na piwko (lub inne napoje). Będzie miała z niego duuużo pociechy. My też – jest lekki, składany i jest bardziej przerośniętą spacerówką niż wózkiem z gondolą – czyli w sam raz do taszczenia po schodach.

(PS)
Żeby nikogo nie pominąć – dziadkowie Dzw. sponsorowali łóżeczko dla małej. Wszystkim sponsorom dziękujemy w imieniu własnym (Zosia zrobi to zaraz po tym, jak będzie wiedziała, o co chodzi w słowie sponsor).

(PPS)
Zastanawiałem się zawsze, czy będę opowiadał o kupkach, ich konsystencji, barwie i częstotliwości, z jaką „wychodzą na światło dzienne”… Nie.
Dla wszystkich _muszących_ to robić – może by tak założyć jakieś specjalne forum, np. „W kupie raźniej”, na którym można by odnotowywać te wiekopomne wydarzenia, z gotowymi formularzami, z góry ustaloną skalą parametrów rzeczony przedmiot opisujące.


  • RSS