dziecka do podjęcia nauki w szkole podstawowej.
III. Dodatkowe spostrzeżenia o dziecku:
(...)Ma dość wolne tempo pracy, kończy często jedna z ostatnich, także długo je na stołówce. (...)
Wolne tempo?
Jakie wolne tempo!
Przecież już nie usypia w trakcie obiadu!
Weronika miała swój dzień. Dosyć chłodny.
Kasia na szkoleniu, więc w trójkę pojechaliśmy pod Teatr Letni.
Werka zniknęła w czeluściach szatni, z Zosią rozsiedliśmy się na widowni, zrobiłem zdjęcia próbne, wyłowiliśmy w tłumie Dziadków Dzw. i "przymachaliśmy" ich do siebie.
Dzieciaki ze Stokrotki występowały na początku.
Najpierw śpiew (nagłośnienie beznadzieja...). Potem tańce.
Drugi występ taneczny to "Kapitańskie Tango" w wykonaniu otoczonego wianuszkiem koleżanek kapitana - i na to czekaliśmy.
Dzieciaki naprawdę samodzielnie wykonały układ.
Werka była bardzo przejęta.
Odebrałem ją - a jakby nie ją. Głowa sztywno uniesiona, dumna i blada. Zażyczyła sobie oglądania dalszych występów.
Dopiero perspektywa lodów "wedle życzenia" pozwoliła wyciągnąć ją z amfiteatru. Po dobrych 2 kwadransach.
Lody - na spacerze wokół Rusałki - szybko ujawniły problem: Werka się wychłodziła i było jej zimno.
Zdążyliśmy tylko na spaghetti i rollo do pizzerii - a potem już pozwoliliśmy małej chorować.
Długi weekend trwał prawie cały tydzień.
We wtorek pojechaliśmy do Dziadków G. I tak do końca tygodnia.
Pogoda: piemkna.
Byliśmy w Barlinku i Przelewicach. Z Joachimem w obydwu, a Żuczkami w drugim przypadku.
W Barlinku atrakcją były takie - jak to się nazywa... Trampoliny?
Dzieciaki przypięte gumami w pasie podskakują wysoko, jak w zwolnionym tempie.
Zadowolone były obydwie (Yo nie chciał).
W Przelewicach były pawie.
Weronika śpiewa "z głowy":
Już ten dzień nie spodoba się tobie
Bo nie masz kluczyków przy sobie
Zosia wieczorem.
- Tatoooo. Opowiedz mi jak Ci ukradli plecak.
Opowiadam.
- I co zrobiłeś?
Opowiadam.
- A opowiedz mi, jak coś innego Ci się stało.
Opowiadam o siekierze w piszczeli.
- Opowiedz mi jeszcze, jak Ci się coś stało.
Opowiadam. O butelce w stopie.
- Jeszcze mi coś opowiedz.
- Ale po co mam Ci tyle opowiadać o tym, co mi się złego przytrafiło?
- No żebym ja nie zrobiła tego samego, Tatoooo!
(To przecież takie oczywiste...)
Z okazji urodzin Kasi dziewczyny robiły laurki.
Zosia podpisała się sama. Weronika przybiegła z kartką i "kazała" napisać swoje imie drukowańcami.
Potem... tak tak. Przepisała na laurkę.
Dziś co chwilę przybiega z kolejną kartką wołając:
- Mama! (Tata!) - co napisałam?
Czytamy. Łamiemy języki:
OFL2MWNOF*
OFL2EA
OSLEF
3PO2
LAO P2I
Czasem trafi się wyraz podobny do polskiego.
Bo Werka - jak twierdzi jej teoria - pisze w INNYM języku.
Tylko... nie umie w nim czytać (choć jej teoria mówi coś przeciwnego).
*Jako 2 oznaczam lustrzene odbicie dużego S.
Babcia Dzw. kupiła płytę: Alicja w Krainie Czarów.
Johny Depp jako Szalony Kapelusznik.
Efekty specjalne kreują bajkową rzeczywistość. Genialne (byliśmy z Kasią w kinie)
Wydaje się nie najlepszy pomysł na bajkę przed snem, jednak zachwyt Werki (wyrażony w tytule) rozwiewa wszelkie wątpliwości.
Dziewczyny obejrzały z wypiekami. I z nami :)
Pierwszy tydzień Zosia była na "półkolonii" w swojej szkole.
Byłem ją raz odebrać - czekałem z 50 minut, bo właśnie rozgrywał się w nadgodzinach turniej rycerski.
Rycerze brali udział, księżniczki i królewny ładnie wyglądały. I biły brawo.
Zosia była przejęta i bardzo zadowolona. Wczuta w rolę.
Werka normalnie - tydzień w przedszkolu.
W niedzielę byliśmy u Prababci z kwiatami i laurkami.
Potem - Dziadkowie G. Wszystkie wnuki hurtowo mają ferie na wsi.
1.
Werka już nie kocha Mateusza.
Znaczy: przystojny jest. Ale już go nie kocha.
Uff - już miałem z gówniarzem poważnie porozmawiać...
2.
Angielski od przedszkola.
Mam nadzieję, że nie będziemy tak za parę lat dialogować:
http://www.youtube.com/watch?v=A3c-5bN350M
:)