Babcia Dzw. kupiła płytę: Alicja w Krainie Czarów.
Johny Depp jako Szalony Kapelusznik.
Efekty specjalne kreują bajkową rzeczywistość. Genialne (byliśmy z Kasią w kinie)
Wydaje się nie najlepszy pomysł na bajkę przed snem, jednak zachwyt Werki (wyrażony w tytule) rozwiewa wszelkie wątpliwości.
Dziewczyny obejrzały z wypiekami. I z nami :)
Pierwszy tydzień Zosia była na "półkolonii" w swojej szkole.
Byłem ją raz odebrać - czekałem z 50 minut, bo właśnie rozgrywał się w nadgodzinach turniej rycerski.
Rycerze brali udział, księżniczki i królewny ładnie wyglądały. I biły brawo.
Zosia była przejęta i bardzo zadowolona. Wczuta w rolę.
Werka normalnie - tydzień w przedszkolu.
W niedzielę byliśmy u Prababci z kwiatami i laurkami.
Potem - Dziadkowie G. Wszystkie wnuki hurtowo mają ferie na wsi.
1.
Werka już nie kocha Mateusza.
Znaczy: przystojny jest. Ale już go nie kocha.
Uff - już miałem z gówniarzem poważnie porozmawiać...
2.
Angielski od przedszkola.
Mam nadzieję, że nie będziemy tak za parę lat dialogować:
http://www.youtube.com/watch?v=A3c-5bN350M
:)
Sytuacja obiadowa. Werka wcina rosół, Zosia pulpety a my "chińczyka".
Werka pyta:
- A czyje danie jest najróżniejsze?
Dopytujemy z Kasią o co chodzi, bo nie rozumiemy.
Zosia zgaduje niemal natychmiast:
- Twoje Weronisiu. My mamy jakby drugie danie, no a Ty masz zupę!
Ważne, że córki się dogadują...
Pojawił się na naszych autach, drogach i chodnikach.
Temperatura dodatnia, więc strach poruszać się pieszo - auta bryzgają na boki, chodniki pokryte paćką...
21 grudnia.
Weronika mogła - jak już to wcześnij bywało - zostać Tygryskiem.
Zachciała jednak być Księżniczką.
Kasia stanęła na wysokości i "zorganizowała" 2 sukienki, z których zszyła jedną - różowo-koronkowe cudo.
Do kompletu doszły jeszcze diadem z różdżką.
Weronika wzdychała z zachwytu przechodząc obok wiszącego we framudze stroju.
Kasia (to ona odwiozła Werkę do przedszkola) opowiadała, że Weronika wchodząc do sali BYŁA księżniczką.
Wieczorem Zosia pyta:
- A kto miał najładniejszy stój Weronisiu? Ale nie możesz wymienić siebie!
Wchodzimy do przedszkola - w wejściu stoi pan Paweł (konserwator) jak co roku przebrany za Mikołaja.
Wręcza Werce czekoladowego lizaka w kształcie... Mikołaja.
Werka nie odrywa oczu od pana Pawła - idzie w kierunku sali mało nie skręcając sobie szyi.
- Fajnie, co? Dostałaś prezent od Mikołaja!
- Ale to nie jest Mikołaj.
- Jak to nie Mikołaj (czyżby poznała - myślę...)?
- To pomocnik Mikołaja. Mikołaj jest w Niebie i nie można go zobaczyć.
- A kto jest w takim razie tym pomocnikiem?
- To tylko Mikołaj wie!
Uff! Ulżyło mi.
Okazuje się, że Werka wyłożyła mi teorię przyniesioną ze szkoły przez Zosię.
Podoba nam się. Bardzo praktyczna.
Weronika skarżyła się, że nie lubi chodzić do przedszkola, bo tam jest głośno.
Kasia zaproponowała jej zatyczki do uszu - a Werka temat podchwyciła.
Dziś, gdy wracałem z nią z przedszkola, przypomniała się.
Podjechaliśmy po drodze do apteki, Weronika powiedziała, o co jej chodzi (musiałem powtórzyć, bo pani nie zrozumiała, ale dla mnie liczył się sam fakt, że mała się odważyła).
Wybraliśmy z panią woskowe - bo te ściskane 3M wydawały się być za duże.
W domu rozgrzewam w dłoniach wosk, podaję, Werka montuje zatyczki w uszach i...
Mamy za swoje!
Mówiłem, że głośno mówi?
Mówiłem!
To teraz mówi jeszcze głośniej, bo się nie słyszy, że mówi głośno.
Nie bardzo wiemy jak z tego wybrnąć - przecież zawrzeszczy całą grupę ...
Jakieś pomysły?
Budzę się późno, w domu cisza, za oknem mgła taka, że widać tylko pierwszą linię zabudowy - dalej świat nie istnieje...
Cisza. Nikt nie mówi tak głośno, że aż krzyczy, nik nie skacze po łóżku, nie domaga się bajki, nie...
Przynajmniej nie u nas!
Nasze pociechy są u Dziadków Dzw.
Najpierw przeziębiły się i Kasia została z nimi w domu. A gdy została, to już na dobre.
Musieliśmy prawie wyzdrowiałe maluchy powieźć do dziadków, bo Kasia nie miała siły na nic poza swoim przeziębieniem.
Dziś je zabierzemy.
Wczoraj nie chciały wracać - "sie nie dziwie": PRZED niedzielą?